Reklama

Mokrany i Katyń. Mord na polskich marynarzach

W masowych grobach zostało brutalnie zamordowanych z bolszewickich rąk 21 768 Polaków, w tym 58 oficerów Marynarki Wojennej /domena publiczna

Od 3 kwietnia 1940 roku w lesie katyńskim sowieci zaczęli mord na polskich oficerach. Była to zaplanowana zbrodnia, przeprowadzona systematycznie i z zimną krwią. Zbrodnia, za którą sprawcy nigdy nie odpowiedzieli.

Reklama

Sowieci kilka razy przekładali termin ataku na Polskę. Jeszcze 9 września minister Spraw Zagranicznych, Wiaczesław Mołotow, informował niemieckiego ambasadora, Friedricha-Wernera von der Schulenburga, że atak nastąpi w najbliższych dniach. Początkowo miało się to stać w nocy na 13 września. Potem na 14 września, aż w końcu ustalono jej termin na poranek 17 września. W wyniku zaskakującego ataku i rozkazu Naczelnego Wodza, marszałka Rydza-Śmigłego, aby z "sowietami nie walczyć", na wschodzie Polski wyrósł chaos decyzyjny, który po części przypieczętował los wielu żołnierzy.

W radzieckie ręce dostało się około 250 tysięcy żołnierzy i oficerów. Znakomita większość po walkach i potyczkach. Niektórzy wpadali jednak z zaskoczenia i bez możliwości jakiejkolwiek obrony. Dariusz Baliszewski pisał o raporcie dowódcy 29 Brygady Pancernej, kombryg Siemion Kriwoszeina:

Reklama

"Jego oddziały w Brześciu nad Bugiem wzięły do niewoli 1030 polskich oficerów, 1220 podoficerów i 34 tys. szeregowych żołnierzy. Nie trzeba było żadnej bitwy. Na dworzec kolejowy w Brześciu w bałaganie odwrotu ku bezpiecznym granicom przybyło kilkadziesiąt polskich transportów wojskowych z żołnierzami i ze sprzętem. Wysiadali z wagonów wprost w sowieckie ręce jeszcze 25 września".

W wielu sytuacjach bolszewicy brali Polaków do niewoli podstępem. Polscy oficerowie pomni rozkazu Rydza-Śmigłego, aby "z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów. (...) Miasta do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii", rozpoczynali pertraktacje. Czerwonoarmiści w wielu przypadkach godzili się na wyjście polskich oddziałów, pod warunkiem złożenia broni i wcześniejszego skoncentrowania się w punktach zbornych. Jednak z punktów zbornych nie odsyłano ich na południe, do Rumunii, a na wschód, do obozów jenieckich.

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | historia | Flotylla Rzeczna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje