Reklama

Marvin Heemeyer: Szaleniec, który zrównał z ziemią pół miasta

Marvin Heemeyer swoim buldożerem spowodował olbrzymie straty /Craig F. Walker/The Denver Post /Getty Images

Reklama

Heemeyer miał pół roku na wyprowadzkę. Czas ten poświęcił na wzmocnienie i zmodyfikowanie swojego buldożera, które rozpoczął już rok wcześniej. Pancerz maszyny wykonał z 30 cm betonu wylanego między arkuszami stali narzędziowej, był on niemalże niezniszczalny i odporny na różnego rodzaju materiały wybuchowe.

Maszyna posiadała również kilka kamer zapewniających doskonałą widoczność. Każda z nich była zabezpieczona trzycalową osłoną z kuloodpornego plastiku, a obok nich znajdowały się dysze ze sprężonym powietrzem, które wydmuchiwały ewentualny pył ograniczający widoczność. Kamery były połączone z dwoma monitorami znajdującymi się we wnętrzu pojazdu.

Reklama

W buldożerze znajdowały się także trzy otwory strzelnicze, w których umieszczone były karabiny Barrett M82 i Ruger AC556 oraz pistolet Kel-Tec P11. Do tego wszystkiego klimatyzacja, zapasy żywności, opatrunki, rewolwer, jak również brak możliwości samodzielnego wyjścia z pojazdu po zamknięciu niemal tonowego włazu.

Przez cały okres tuningowania maszyny Marvin dokumentował swoje postępy za pomocą notatek i kaset magnetofonowych. Napisał m.in. "Zawsze byłem skłonny do rozsądku, dopóki nie musiałem być nierozsądny" oraz "Czasami rozsądni ludzie muszą robić nierozsądne rzeczy".

W międzyczasie w marcu 2004 roku zmarł mu ojciec, a on sam zerwał zaręczyny po przyłapaniu swojej dziewczyny na zdradzie. Skomentował to słowami "Bóg zbudował mnie do tego zadania". Uważał, że brak żony i rodziny to część planu bożego, aby był wstanie przeprowadzić atak.

Czwartego czerwca 2004 roku 53-letni Marvin John Heemeyer wysłał kasety swojemu bratu, a potem udał się na teren swojego sklepu, gdzie trzymał swój cud inżynieryjny. Przed wejściem do pojazdu oblał go jeszcze mieszaniną olejów i smarów, aby zapobiec ewentualnym próbom wspięcia się na maszynę.

Rozpoczął się atak. 61-tonowe monstrum ruszyło przez ścianę budynku, w którym się znajdowało. Pierwszym celem była oczywiście sąsiadująca cementownia. Właściciele fabryki próbowali chronić swój dobytek za pomocą ładowarki, lecz bezskutecznie. Cała wytwórnia cementu i dom właścicieli zostały zrównane z ziemią. Marvin ruszył dalej.

Dowiedz się więcej na temat: Marvin Heemeyer | buldożer | kolorado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje