Reklama

Makabiada. Zapomniane żydowskie igrzyska w Zakopanem

Zawody zgromadziły wielu zawodników z całej Europy /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Wieści z Polski poszły w świat

Reklama

Zainteresowanie zawodami było spore. Na ceremonię otwarcia na stadionie miejskim przy ul. Kościuszki przyszło sześć tysięcy widzów. Nie zabrakło dygnitarzy. W loży honorowej uroczystą defiladę obserwował m.in. prezes Polskiego Związku Narciarskiego Aleksander Bobkowski i zagraniczni goście.

Na uwagę zasługuje solidna delegacja światowej prasy. O zakopiańskiej Makabiadzie pisali korespondenci paryskiego “Le Monde", “New York Timesa", “Chicago Tribune" czy dziennikarze brytyjscy.

Reklama

Polska prasa również dostrzegła zawody, “Przegląd Sportowy" sumiennie informował o wynikach, jednak ton relacji zależał od linii redakcyjnej danego tytułu. Tam gdzie nastroje antysemickie wybrzmiewały mocniej, głównie krytykowano organizację i zachowanie przybyłych gości, a nazwę imprezy przekręcono złośliwie na “Makabiedę".

Mimo kilku zgrzytów w samym Zakopanem (jak zamknięcie stadionu przed zawodnikami czy spór o wywieszenie flag na dworcu), tendencyjnego nastawienia prasy, czy nieprzychylnej aury, impreza została zapamiętana jako największe żydowskie wydarzenie sportowe w Polsce, a także trzecia po zawodach FIS najważniejsza imprezą w Zakopanem przed II wojną światową. 

Król przemytników złota

Poza działalnością narciarską i nauczycielską, Henryk Mückenbrunn zajmował się w Chamonix biznesem. Prowadził sklep sportowym, był również współwłaścicielem hotelu. 

W czasie wojny musiał się ukrywać ze względu na swoje pochodzenie. Mimo stałego zagrożenia działał w konspiracji. Przeprowadzał ludzi przez góry do Szwajcarii. W 1944 roku wpadł w ręce gestapo, ale zdołał zbiec z więzienia.

Zmarł w marcu 1956 roku w burzy śnieżnej na stokach doliny Vallée Blanche. Tam ratownicy odnaleźli zwłoki Henryka Mückenbrunna i jego dwóch kompanów: znanego przewodnika Paula Demarchi i bajecznie bogatego Fryderyka Ebla, Polaka z pochodzenia, zwanego “królem przemytników złota".

Fryderyk Ebel miał być poszukiwany przez policję, dlatego nie mógł legalnie przekroczyć granicy. Ruszył więc z dwójką sprawdzonych przewodników przez ośnieżone górskie szczyty, ale tam pisana im była burza śnieżna i śmierć z wychłodzenia.

Utracona pamięć o Makabiadzie

Pamięć o zakopiańskiej Makabiadzie uległa zatarciu z licznych powodów. 

Najważniejszym była oczywiście eksterminacja i wygnanie Żydów z Zakopanego. W trakcie niemieckiej okupacji rodziny żydowskie praktycznie zniknęły z miasta. Jeszcze w styczniu 1940 roku - czytamy w pracy zbiorowej pod redakcją Renaty Dutkowej pt. “Zakopane. Czterysta lat dziejów" - w Zakopanem mieszkało na stałe 593 Żydów. Rok później - o pół tysiąca mniej.

Były też lata, już po wojnie, kiedy o tym, co żydowskie, lepiej było nie wspominać. Swoje zrobił też czas, zabierając tych, którzy o Makabiadzie mogliby powiedzieć więcej. A pamiętać powinniśmy, w końcu to nasza wspólna historia. I nauka na przyszłość.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Makabiada | Zakopane | zawody | żydowskie igrzyska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje