Reklama

Ludzkie zoo: W klatkach i na wybiegu

Zadowolony dyrektor berlińskiego ogrodu zoo logicznego, Ludwig Heck, pozuje z nowymi „eksponatami” z Afryki /Getty Images

Reklama

Zupełnie inaczej potoczyły się losy Saartjie Baartman, którą przywieziono z Afryki do Londynu, by tam pokazywać w klatce jej nagie ciało - "ideał" prymitywnej kobiecości. W  związku z tym, że charakteryzowała się ona przerośniętymi wargami sromowymi i steatopygią, objawiającą się odkładaniem dużej ilości tłuszczu w pośladkach, wzbudzała olbrzymią sensację. 

I to na tyle, że nawet po śmierci jej zwłoki wystawiono w paryskim Muzeum Człowieka. Można je tam było podziwiać aż do 1974 roku (prawdziwego pochówku doczekała się dopiero 17 lat temu, kiedy jej szczątki wróciły do RPA). 

Moda na ludzkie zoo zakończyła się z nadejściem wielkiego kryzysu w 1929 roku. Nie dlatego, że się opamiętano - etnograficzne wystawy były po prostu... bardzo kosztowne, więc i cena za ich odwiedzanie wynosiła odpowiednio dużo. Zła koniunktura sprawiła, że zwykli ludzie nie mogli sobie pozwolić na taką rozrywkę, co szybko odbiło się na zarobkach organizatorów. Z kolei w latach 30. oszałamiający sukces zaczęło święcić kino, a po wojnie - telewizja. Ostatnią wystawę "dzikich" zaprezentowano publiczności w 1958 roku w Brukseli. 

Hańba białego człowieka

Co ciekawe, plemienne osady były chętnie odwiedzane przez etnografów i wszelkiego rodzaju antropologów, którzy z  zainteresowaniem przyglądali się ich egzotycznym mieszkańcom. Zgłębiali zwyczaje i język, ale też mierzyli głowy oraz ciała, studiowali rysy. Później te pseudonaukowe statystyki wykorzystywali do badań. Nadinterpretowali teorię Darwina, twierdząc, że każda ludzka rasa jest jedynie kolejnym krokiem ewolucji, a na szczycie znajdują się biali. 

Takie podejście było również istotnym elementem imperialnej propagandy. "Dzicy", zamknięci w klatkach, ubrani w skąpe stroje z traw i liści, wzbudzali wśród zwiedzających poczucie naturalnej wyższości cywilizacyjnej, tak potrzebnej do usprawiedliwienia okrutnej działalności kolonizatorskiej. Uosobieniem takich poglądów był wówczas Madison Grant. 

Reklama

Pełnił on funkcję przewodniczącego Nowojorskiego Towarzystwa Zoologicznego. Pisał rozprawy na temat "białej rasy panów", czym zaskarbił sobie poparcie wielu zwolenników kolonializmu. Swego czasu odezwał się do niego nawet Adolf Hitler. Twierdził, że dzieło Granta stało się dla niego "prawdziwą biblią" i miało olbrzymi wpływ na kształtowanie się jego światopoglądu. W 1933 roku, już jako kanclerz III Rzeszy, nakazał nawet przedrukować w Niemczech jedną z kontrowersyjnych książek Amerykanina. 

Na szczęście ten ciemny rozdział historii mamy już za sobą - powiedzą niektórzy. Czy aby na pewno? Co prawda nikt obecnie nie przywozi Indian lub Afrykańczyków do Europy, by pokazywać ich w klatkach i pobierać opłatę za możliwość ich oglądania, lecz nie znaczy to wcale, że przestaliśmy traktować mieszkańców egzotycznych zakątków świata jak "eksponaty".

Dziś pakuje się tysiące osób do samolotów oraz autokarów, by pokazywać im "dzikich" w  naturalnym środowisku. Etnograficzne wystawy zastąpiła turystyka, organizowana w rezerwatach dla autochtonów lub sztuczne wioski prezentowane ku uciesze gawiedzi. 

Bardzo często, by dać przybyszom posmak egzotyki, tubylcy tuż przed przyjazdem wycieczki zrzucają noszone na co dzień T-shirty i przywdziewają "oryginalne" stroje -  w ten sposób mogą powiększyć swój zarobek. Warto o tym pamiętać, fotografując Masajów w Kenii czy Aborygenów w Australii. 

Świat Tajemnic

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: ludzkie zoo | Ota Benga | Ludwig Heck

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje