Reklama

Lho La 1989: Początek końca złotej ery polskiego himalaizmu

Polska wyprawa miała ambitne plany zdobycia Mount Everest zachodnią granią / Paula Bronstein / Staff /Getty Images

Głos w radiotelefonie

Reklama

Andrzej Marciniak zdołał trafić do namiotu. W wyniku śnieżnej ślepoty stracił wzrok, ale po omacku rozpalił maszynkę i kilkakrotnie przygotował sobie jedzenie. Nad morale wspinacza czuwali koledzy z bazy, łącząc się z nim regularnie.

Z czasem problemem stał się stan baterii jego radiotelefonu. Aby utrzymać kontakt do nadejścia ratowników, ustalili, że na głos z bazy Andrzej Marciniak odpowiadać będzie kliknięciami. Pojedynczy klik oznaczał - tak, podwójny - nie.

Reklama

Pierwszego czerwca o poranku Janusz Majer ponownie połączył się z Lho La. Odetchnął z ulgą, gdy zamiast kliknięć usłyszał w słuchawce głos Roba Halla. - Jest cały, sprowadzamy go w dół - uspokoił bazę Nowozelandczyk. 

Symboliczny kres złotej ery

Wyprawa po Andrzeja Marciniaka zakończyła się sukcesem, jednak wydarzenia spod Everestu z 1989 roku zostały zapamiętane jako jedna z największych tragedii z udziałem polskich himalaistów.

Lawina wyznaczyła także symboliczny początek końca złotej ery ich dokonań w górach najwyższych. W październiku tego samego roku na południowej ścianie Lhotse zginął Jerzy Kukuczka, a trzy lata później z wyprawy na Kanczendzongę nie wróciła Wanda Rutkiewicz. 

Szczęśliwego zakończenia nie znajdziemy również w dalszych losach uczestników akcji ratunkowej. Gary Ball zmarł na obrzęk mózgu na Dhaulagiri (1993), Rob Hall został na Evereście (1996), a Artur Hajzer na Gasherbrumie I (2013). Śmierć w górach była pisana też Andrzejowi Marciniakowi. Zginął podczas wspinaczki w słowackich Tatrach (2009).

***Zobacz także***

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Lho La | Mount Everest | Polski Himalaizm Zimowy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje