Reklama

Lho La 1989: Początek końca złotej ery polskiego himalaizmu

Polska wyprawa miała ambitne plany zdobycia Mount Everest zachodnią granią / Paula Bronstein / Staff /Getty Images

Artur Hajzer na ratunek

Reklama

W bazie rozpoczęło się gorączkowe organizowanie akcji ratunkowej. Andrzej Marciniak dostał zadanie - miał odnaleźć namiot na przełęczy i tam schronić się, czekając na pomoc. Misja była o tyle trudna, że miał do pokonania kawał drogi, a w dodatku zaczął tracić wzrok.

Na ratunek ruszyli  Peter Athans, Carlos Carsolio, Nick Cienski i Alan Burgess. Żeby dojść na przełęcz musieli wpierw dostać się na grań. Śnieg wciąż sypał, ryzyko zejścia lawiny było tak wielkie, że ochotnicy wrócili do bazy.

Reklama

Trzeba było dostać się do Andrzeja Marciniaka inną drogą. Tylko jak?

Artur Hajzer był wtedy w Katmandu. Do Nepalu przyjechał wraz z wyprawą Polaków, ale zgodnie z wcześniejszą umową, dołączył z czasem do ekipy Reinholda Messnera, zmierzającej na południową ścianę Lhotse. 

Janusz Majer połączył się z urzędującym w stolicy Nepalu Ang Tseringiem, szefem agencji trekkingowej. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że w lokalu była akurat Agnieszka, dziewczyna Andrzeja Marciniaka. Odnalazła Artura Hajzera, a ten zaczął rozważać możliwości dotarcia do czekającego na ratunek kolegi. 

Gdy upadły próby poderwania helikoptera, zdecydowano się na drogę lądową.

Z problemami pod Everest

Tybet był w tym czasie zamknięty ze względów politycznych dla obcokrajowców. Z pomocą chińskiej ambasady udało się w trybie pilnym załatwić formalności. 

Obok Artura Hajzera w ekipie ratunkowej znaleźli się dwaj Szerpowie od Ang Tseringa - Ang Zangbu Sherpa i Shiva Prasad Katel, świetnie znający teren, oraz Nowozelandczycy Rob Hall i Gary Ball. 

Ratownicy, nim rozpoczęli akcję górską, musieli poradzić sobie z drogą zdewastowaną przez monsunowe opady, zmienić środek transportu, gdy zepsuta ciężarówka zatarasowała im przejazd, wreszcie wręczyć tybetańskim pogranicznikom pokaźną łapówkę, żeby ci raczyli ich wpuścić w pobliże Everestu.

Dotarcie do podnóża góry pochłonęło 40 godzin. Odpoczywając najkrócej jak się dało, poszli w stronę przełęczy Lho La.

***Zobacz także***

Dowiedz się więcej na temat: Lho La | Mount Everest | Polski Himalaizm Zimowy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje