Reklama

Latająca bomba Amerykanów przeciw broni V

Grube stropy schronów okrętów podwodnych, czy wyrzutni kolejnych broni V, były bardzo często nie do przebicia nawet dla najcięższych bomb Grand Slam, ważących 9979 kg. Dlatego Amerykanie wymyślili jeszcze potężniejszą broń.

W maju alianckie rozpoznanie lotnicze zlokalizowało w północnej Francji budowę 11 wielkich obiektów, których przeznaczenie początkowo nie było znane. Wkrótce odkryto, że pięć z nich to montownie i wyrzutnie rakiet V-2, a pozostałe są "nartami" do katapultowania pocisków V-1.

Reklama

Aby zlikwidować zagrożenie od sierpnia 1943 roku Alianci rozpoczęli działania lotnicze w ramach operacji "Crossbow". Jej celem były wykryte schrony mieszczące fabryki, montownie oraz wyrzutnie broni V - pocisków latających V-1, rakiet V-2 i super-działa V-3. 

Niestety skuteczność klasycznych bomb lotniczych była znikoma. Nawet najcięższe brytyjskie bomby Tallboy i Grand Slam, ważące odpowiednio 5450 kg i 9979 kg, nie mogły poradzić sobie z ze stropami mającymi miejscami grubość 12 metrów. Sztabowcy musieli znaleźć nowe rozwiązanie.

Operacja Afrodyta 

Pod koniec 1943 roku generał Henry H. Arnold zlecił inżynierom pracującym w bazie w Eglin Field na Florydzie opracowanie zdalnie sterowanego samolotu, który miał być ogromną bombą latającą. Inżynierowie pracujący pod dowództwem gen. Gradisona Gardnera słynęli z wielu nowatorskich projektów.

Między innymi to oni pracowali nad uzbrojeniem B-25C Mitchell w działo 75 mm, dzięki czemu powstał prototyp szturmowca XB-25G. Pracowali także nad latającymi tankowcami, nocnymi myśliwcami P-61 Black Widow, czy systemami naprowadzania bombowców.

Wojska lądowe przeznaczyły do przebudowy kilka Boeingów B-17 Flying Fortress i Consolidated B-24 Liberator, którym kończył się resurs. Samoloty zostały ogołocone ze wszystkich zbędnych urządzeń i uzbrojenia obronnego. Wymontowano więc opancerzenie, instalacje tlenową i radiową, zdemontowano wieżyczki strzeleckie, urządzenia nawigacyjne, celowniki bombowe wraz kompletnym wyposażeniem komory bombowej. Właściwie w kadłubie pozostawiono jedynie wyposażenie kabiny pilota.

Dzięki temu samolot był lżejszy aż o 5400 kg. Następnie cały kadłub wypełniano materiałami wybuchowymi. W przypadku przebudowywanych B-17 było to 9070 kg Hexogenu, a na pokładzie B-24 umieszczano 11340 kg brytyjskiego Torpexu.

W tak przygotowanym samolocie zainstalowano instalację radiową, przy pomocy której sterowano samolotem. Urządzenia miały przekazywać za pomocą serwomechanizmów polecenia dla autopilota. Prócz tego na pokładzie zainstalowano dwie kamery telewizyjne. Pierwszą zamontowano w nosie kadłuba na stanowisku bombardiera. Była ona skierowana do przodu i miała pomagać w skierowaniu samolotu na cel podczas ostatniej fazy ataku. Kolejna była umieszczona w kabinie pilotów i skierowana na tablicę przyrządów. System sterowania otrzymał nazwę "Double Azon".

Przebudowane bombowce B-17 nazwano BQ-7, a B-24 BQ-8. Nieoficjalnie zwano je "Weary Wilies". Samoloty-matki, mające na pokładzie urządzenia sterowe i operatora drona oznaczone były jako CQ-17 "Mothership".

Latająca bomba

W dowództwie Sił Powietrznych Armii USA opracowano schemat operacji. Według niego BQ-7 (BQ-8 przeznaczono ostatecznie dla projektu marynarki wojennej o kryptonimie Anvil) miał startować z dwuosobową załogą składającą się z pilota i mechanika pokładowego.

Mieli oni wystartować, nabrać wysokości i poczekać na start CQ-17. Gdy samolot-matka znalazł się w szyku na wysokości około 600 metrów, załoga latającej bomby uzbrajała ładunek wybuchowy i oddawała kierowanie BQ-7, a następnie wyskakiwała na spadochronach jeszcze nad terytorium Wielkiej Brytanii.

Pierwsze załogi USAAF pojawiły się w bazie RAF Honington w Suffolk pod koniec czerwca 1944 roku, gdzie stacjonował 562 Dywizjon Bombowy. Niedługo później, 6 lipca, powstała jednostka Marynarki Wojennej - US Navy Special Attack (SAU-1). Gdy program szkolenia został zakończony 562 Dywizjon miał na stanie 10 dronów i 4 samoloty-matki.

Na pierwszą misję trzeba było czekać do 4 sierpnia, kiedy pilot por. Fain Pool oraz inżynier pokładowy st. sierż. Philip Enterline wyprowadzili w powietrze B-17F o nazwie własnej "The Careful Virgin", która wcześniej wykonała 80 misji w składzie 323 Dywizjonu Bombowego. Celem ataku miały być schrony pod francuskim Mimoyecques. Niestety tuż po przejęciu kontroli przez CQ-17 samolot rozbił się z powodu awarii systemu sterowania.

Tego dnia atakowano jeszcze dwa inne cele. Bunkier chroniący montownię i wyrzutnię V-1 pod Siracourt miał atakować BQ-7, jednak rozbił się w lesie pod Sudbourne, 3 kilometry na północ od Oxfordu. W wyniku błędu zginął pilot, który opuścił samolot zbyt wcześnie.

Kolejne dwa samoloty miały zaatakować cele w Wizernes. Niestety pierwszy samolot rozbił się niedaleko Oxfordu tworząc ogromny krater o powierzchni 8000 metrów kw. Według różnych danych zginęła cała załoga, lub tylko mechanik. Drugi samolot z powodu błędu minął cel aż o pół kilometra.

Do końca wojny USAAF przeprowadziło jeszcze 11 misji z udziałem 22 samolotów. Ostatnią dowodził kpt. Jack L. Hodson 1 stycznia 1945 roku. Żadna z nich nie zakończyła się sukcesem. W każdym przypadku, albo samoloty były zestrzeliwane przez obronę przeciwlotniczą, albo rozbijały się z różnych przyczyn.

Operacja Anvil

Jeszcze szybciej z prowadzenia operacji przy pomocy dronów zrezygnowała Marynarka Wojenna USA. Już w pierwszym locie stracono samolot wraz z całą załogą. 12 sierpnia na Mimoyecques został wysłany BQ-8 przebudowany z PB4Y-1 (ex USAAF B-24J 42-110007). Na jego pokładzie znajdowała się załoga w składzie por. Joseph P. Kennedy, Jr. i por. Wilford J. Willy. Pierwszy z nich był synem ambasadora USA w Wielkiej Brytanii Josepha P. Kennedy’ego oraz bratem Roberta i Johna.

Do chwili wzniesienia się na wysokość 600 metrów wszystko przebiegało prawidłowo. Jednak chwilę po tym, jak Kennedy zameldował, że por. Willy będzie uzbrajał ładunek nastąpiła eksplozja. Prawdopodobnie por. Willy popełnił podczas uzbrajania Torpexu błąd, który kosztował obu członków załogi życie. Nieliczne resztki samolotu spadły na Blyth.

Kolejną misję US Navy zaplanowała na 3 września. Tego dnia QB-8 miał zaatakować bunkry U-bootów na Heligolandzie. Niestety ze względu na awarię urządzenia zdalnego sterowania samolot rozbił się na Dune Island. Ta katastrofa przeważyła i po naciskach polityków marynarka skasowała swój projekt.

Jeden z amerykańskich pilotów uczestniczących w projekcie wiele lat po wojnie nazwał załogi QB-7 i QB-8 "amerykańskimi kamikaze". Patrząc na przebieg operacji miał wiele racji...

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | historia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje