Reklama

Kto naprawdę sfinansował rewolucję październikową?

Lenin przemawia do tłumu w Petersburgu w grudniu 1917 roku /East News

Ile zapłacili Niemcy i kto się jeszcze dołożył

Reklama

Pozostają dwa kluczowe pytania: ile Niemcy zapłacili Leninowi i czy są na to twarde dowody. Plotki o niemieckim złocie zaczęły się rozchodzić już w momencie, gdy w Szwajcarii wsiadał do pociągu. Nie ulega kwestii, że przed wyjazdem zainkasował prawie 3 tys. rubli. Płacili Niemcy, a pieniądze dostarczył Jakub Hanecki Fürstenberg, zwany później skarbnikiem Lenina.

To jednak drobnostka w porównaniu z kwotami, które bolszewicy otrzymali z Niemiec przez następne miesiące. Historycy oceniają, że było to od 30 do 50 mln marek, co odpowiadałoby wartości nawet 10 ton złota. Pieniądze płynęły przez Szwecję, za pośrednictwem kilku prywatnych firm handlowych - wydmuszek, jakbyśmy je dziś nazwali.

Reklama

Jeszcze bardziej sensacyjne doniesienia mówią o tym, iż mocodawcami bolszewików byli nie tylko Niemcy, lecz także Amerykanie (Trocki przypłynął do USA w styczniu 1917 roku) oraz międzynarodowa finansjera. Brytyjski ekonomista, historyk i sowietolog prof. Antony C. Sutton twierdził, że Lenina sponsorował m.in. Jacob Schiff, amerykański bankier żydowskiego pochodzenia, na początku XX wieku jeden z tuzów nowojorskiej Wall Street (stąd odżywające po dziś dzień teorie o żydowskim spisku w celu obalenia carskiej Rosji).

Partia Lenina miała też i inne źródła dochodów, których dziś nie da się już dokładnie zinwentaryzować. Chodzi o darowizny od różnych organizacji i osób (np. od poety Maksyma Gorkiego), a także zorganizowane kradzieże i napady. Nawiasem mówiąc podobną metodę stosował na początku XX wieku Józef Piłsudski, a najsłynniejsza akcja Organizacji Bojowej PPS to obrabowanie rosyjskiego pociągu pod Bezdanami na Litwie.

Rewelacje generała Armii Czerwonej

Wydawałoby się, że prawdę o niemieckich milionach Lenina najlepiej powinni znać Rosjanie. Rzecz jasna przez cały okres trwania sowieckiego imperium zaprzeczali współpracy swego wodza z wywiadem kajzera, ale pod koniec lat 80. XX wieku w Moskwie powiało sensacją. Generał Armii Czerwonej i historyk Dmitrij Wołkogonow w ostatnich latach istnienia ZSRR dotarł do utajnionych wcześniej materiałów. Na ich podstawie napisał głośną, tłumaczoną na wiele języków, trylogię "Wodzowie" (Lenin, Stalin, Trocki). W wyłaniającej się z gruzów komunizmu nowej Rosji uznano jednak, że oczernia władzę sowiecką.

Czym Wołkogonow tak się naraził rodakom? Otóż bez ogródek nazwał Lenina zbrodniarzem. Udowadniał ponadto, iż bolszewicy starali się zatuszować niewygodne dla nich fakty. Zaraz po rewolucji, podczas wojny domowej w Rosji, dwóch zaufanych towarzyszy poszukiwało kompromitujących dokumentów, pozostałych po obalonym burżuazyjnym rządzie tymczasowym. Już w listopadzie 1917 roku poinformowali oni Trockiego o odnalezieniu i zniszczeniu dyspozycji niemieckiego Banku Cesarskiego nr 7433, opatrzonej datą 2 marca 1917 roku Dokument ten oraz inne odkryte materiały dotyczył wypłat na propagandę pokojową w Rosji. Widniały w nim m.in. nazwiska Lenina, Zinowiewa, Kamieniewa i Trockiego.

W rewelacje sowieckiego generała uwierzyli przede wszystkim amerykańscy badacze, a za ich pośrednictwem wiadomości rozeszły się po świecie i wciąż są powszechnie powielane. Catherine Merridale wątpi jednak w ich prawdziwość. Według niej dokumenty zostały sfałszowane, być może przez przebywającego wówczas w Rosji polskiego antykomunistę, dziennikarza, podróżnika i pisarza Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego, autora głośnej biografii Lenina, wydanej w 1930 roku.

Zainteresował cię ten tekst? Na TwojejHistorii.pl przeczytasz również o tym co Lenin naprawdę myślał o Stalinie

Janusz Ślęzak - Dziennikarz i redaktor prasy krakowskiej (Gazeta Wyborcza, Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, miesięcznik Nasza Historia). Miłośnik literatury faktu i kryminałów, piłki nożnej oraz podróży.

Ciekawostki Historyczne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje