Reklama

Kim był D.B. Cooper? Poddało się nawet słynne FBI

Portret pamięciowy D.B. Coopera i poszukiwanie ukrytej (zgubionej?) przez niego gotówki /Getty Images

Czy w ogóle istniał?

Reklama

Były śledczy FBI Richard Tosaw, mówi, że Cooper skończył na dnie rzeki Columbia wraz z całym łupem. Inni badacze podają w wątpliwość, czy tajemniczy przestępca w ogóle istniał, przez chwilę pracują nad wariantem, że to stewardesa wymyśliła sobie pasażera z wybuchową teczką!

Dane, pod którymi podróżował, nie były prawdziwe. Wsiadł do samolotu z fałszywymi dokumentami lub w ogóle bez nich. Przesłuchania pasażerów i załogi nie przyniosły żadnych efektów. Cooper wydaje się najbardziej zwyczajnym człowiekiem na świecie. Niczym nie różni się od typowego biznesmena. Ubrany jest w czarny płaszcz, ciemny garnitur, białą koszulę z kołnierzykiem i czarny krawat. Na owalnej twarzy ma zwyczajne okulary. Z powodu niejasnego opisu policja ma naprawdę długą listę podejrzanych. Żaden z nich nie jest skazany za porwanie samolotu. Czy są to naprawdę jedyne wskazówki w sprawie?

Zaskoczył swoimi zdolnościami

Reklama

Jednak załoga zauważyła coś dziwnego u mężczyzny. Zaskakujące było to, że Cooper znał lotniczą terminologię. Określa, jak szybko i na jakiej wysokości samolot powinien latać, i zna szczegóły techniczne porwanej maszyny. Najwyraźniej umie też korzystać ze spadochronu. Wszystko wskazuje na to, że przestępca przynajmniej przez pewien czas pracował w lotnictwie.

Na liście podejrzanych odnajduje się od razu kilku byłych spadochroniarzy. Głównym podejrzanym jest były amerykański pilot i spadochroniarz Richard McCoy, który 7 kwietnia 1972 roku, zaledwie kilka miesięcy po Cooperze, z uderzająco podobnym scenariuszem porwał samolot United Airlines w Denver w USA. Później został skazany za porwanie, ale nigdy nie przyznał się do poprzedniego porwania. Czy Cooper był dla niego jedynie inspiracją, czy może McCoy był prawdziwym sprawcą?

Z pieniędzy nie skorzystał

Chociaż policja w ciągu kolejnych 20 lat prowadzi dochodzenie w sprawie ponad tysiąca potencjalnych podejrzanych, nikt nie zostaje skazany za porwanie samolotu podczas lotu 305. Wszystkie ścieżki prowadzą do martwego punktu. Nigdy nie dowiedzieliśmy się, kim był Cooper i jak naprawdę się nazywał. Jakby istniał tylko w tym krótkim czasie, kiedy pojawił się na pokładzie samolotu i znowu zniknął.

Dopiero 10 lutego 1980 roku pojawiły się pierwsze dowody, że nie był on duchem. Zaledwie kilka metrów od rzeki Columbia ośmioletni Brian Ingram (ur. 1972) pod cienką warstwą gliny znajduje plik pieniędzy o wartości 5880 dolarów przewiązanych gumką. Następnie policja potwierdza, że jest to część pieniędzy, które zabrał Cooper. Ale dlaczego ich nie wykorzystał? Czy zakopał zdobycz i nie miał szansy po nią wrócić, czy rzeczywiscie umarł gdzieś nad rzeką?

Przemawiają nowi świadkowie

Ostatnio gazeta "Las Vegas Review-Journal" opublikowała zaskakujące świadectwo byłego przemytnika narkotyków Rona Carlsona, który twierdzi, że spotkał Coopera na imprezie w 1980 roku, potwierdzając tym, że przeżył. W wywiadzie telefonicznym z dziennikarzami krótko po zamknięciu sprawy zdradza nawet jego prawdziwe imię.

“Na przyjęciu z udziałem około 100 osób pojawił się dealer narkotyków Jon Richard Dick Briggs, który twierdzi, że jest Cooperem," - pisze gazeta.

“Briggs wskazał przez okno apartamentu miejsce po północnej stronie rzeki Columbia i stwierdził, że można tam znaleźć część pieniędzy Coopera" - mówi Carlson.

Kilka dni później, wraz ze swoim znajomym, z niedowierzaniem oglądają wiadomości o odkryciu pakietu banknotów Coopera. Znaleziono je dokładnie w tym miejscu, które wskazał Briggs. Ale obaj mężczyźni postanowili nigdy więcej o tym nie rozmawiać. Najwyraźniej przekonało ich dopiero niedawne zamknięcie sprawy. Czy to możliwe, że z powodu tajemnicy dwóch przemytników nigdy nie poznamy tożsamości D. B. Coopera? A może ich zeznania są zupełnie niewiarygodne?

Ewa Skorupka

Treści popularno-naukowe z miesięcznika Enigma wydawnictwa Amconex

Enigma

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje