Reklama

Jasper Maskelyne. Magik na wojnie, czyli jak oszukać miliony

Iluzjonista sprawia, że widownia widzi to, co ma zobaczyć. Skala nie jest ważna – mówi Drummond Money-Coutts, brytyjski iluzjonista, znany z programu „Niebezpieczna iluzja” opowiadając o największym oszustwie w historii wojen.

Reklama

Dla Brytyjczyków afrykański teatr działań wojennych przez długi czas był najważniejszym. Afryka Północna była jedynym miejscem, gdzie alianci, po porażkach we Francji i na Bałkanach, mogli przeciwstawić się Niemcom na lądzie. Jednak aż do bitwy pod El-Alamein to wojska państw Osi posiadały znaczną przewagę. Zwłaszcza kiedy, po początkowych brytyjskich sukcesach w ramach operacji "Compass", na pomoc Włochom przybył Deutsches Afrika Korps.

Reklama

Przez kolejnych 20 miesięcy wojska obu stron ścigały się wzajemnie się po pustyni w kolejnych ofensywach i kontrofensywach. Dopiero po pierwszej bitwie pod El-Alamein, w lipcu 1942 roku, walczące strony znalazły się w patowej sytuacji, która trwała aż do października.

W ciągu tych trzech miesięcy alianci i wojska państw Osi sukcesywnie zwiększały swoje siły i przygotowywały się do ostatecznego starcia. Jednak Brytyjczycy wygraną w bitwie pod El-Alamein zawdzięczać mogą głównie grupie niezwykłych ludzi.

Magik na wojnie

Znany iluzjonista, Jasper Maskelyne, zasłynął przed wojną sztuczkami związanymi ze znikaniem i połykaniem ostrych przedmiotów. Jak żaden inny poddany króla znał się na maskowaniu i złudzeniach optycznych. Po wybuchu wojny wstąpił  do Królewskiego Korpusu Inżynierów, uważając, że jego umiejętności mogą zostać wykorzystane w szkoleniu. Niestety, zawiódł się srodze.

- Trafił do szkoły, gdzie sam był uczniem, a jego wiedza w żaden sposób nie była wykorzystywana - mówi Drummond Money-Coutts. - Co gorsza, nudził się, bo wiedział więcej o znikaniu niż wykładowcy.

Maskelyne przekonał do siebie oficerów Camouflage Development and Training Centre dopiero wówczas, kiedy za pomocą luster i modelu stworzył iluzję niemieckiego okrętu płynącego Tamizą. Zrobił to tak skutecznie, że zainteresował się nim pierwszy brytyjski komandos - Dudley Clarke, ówczesny szef "A Force". 

Zespół ten był częścią MI9 - sekcji wywiadu zajmującej się sabotażem i wsparciem ruchu oporu na terenach okupowanych. Tam Maskelyne najpierw projektował zestawy ucieczkowe dla zestrzelonych pilotów, a później trafił do Doświadczalnej Sekcji Maskowania, którą można śmiało nazwać najdziwniejszym zespołem na świecie.

Czary-mary

W skład Doświadczalnej Sekcji Maskowania wchodzili ludzie, których profesje były bardzo rzadko spotykane w armiach świata. Można tam było spotkać ulicznego handlarza, artystę malarza, scenarzystę i scenografa filmowego, chemika, magika i jednego sierżanta, który miał dość służby kancelaryjnej.

Ich pierwszym zadaniem było ukrycie portu w Aleksandrii, który był najważniejszą bazą morską na tymobszarze działań, a zaopatrzenie, które do niego docierało, było gwarantem wygrania całej kampanii. Wiedzieli o tym doskonale Niemcy, dlatego każdej nocy zawzięcie bombardowali doki i przystanie.

Major Geoffrey Barkas, któremu bezpośrednio podlegał zespół, polecił mu znalezienie sposobu na to, by port był bezpieczny. 19 czerwca 1941 roku członkowie zespołu wybrali się na rekonesans. Pomysłów na ochronę portu było wiele: przykrycie doków ogromnymi płachtami materiału z namalowanymi ulicami i domami, czy zasłonięcie budynków i statków siatką maskującą... W końcu około północy Maskelyne wpadł na zdawałoby się szalony pomysł: przenieść port!

Pokazał na mapie zatokę portową i oddaloną o półtora kilometra niewielkie jezioro Maryut, które kształtem linii brzegowej do złudzenia przypominało zatokę aleksandryjską. Postanowiono tam właśnie zbudować "nowy" port.

- Iluzjonista musi sprawić, żeby widz zobaczył to, co ma zobaczyć. Liczba widzów nie jest ważna. Ważna jest perspektywa, z jakiej patrzą. Piloci patrzyli z dużej wysokości, więc wielkość nie grała roli. Ważniejszy był kształt - wyjaśnia nam Drummond Money-Coutts.

Wielka iluzja

Nad zatoką Maryut zespół Maskelyne’a zbudował "budynki portowe" z dykty, "przystanie" i "statki" z beczek i sklejki, oraz fałszywą latarnię morską. Jedyne co było prawdziwe to artyleria przeciwlotnicza, reflektory i ładunki, które miały imitować wybuchy bomb i rozległe pożary.

- W każdej iluzji musi być odrobina prawdy. To ona sprawia, że sztuczka staje się wiarygodna. Gdyby Brytyjczycy nie strzelali, to Niemcy zorientowaliby się, że coś jest nie tak - wyjaśnia iluzjonista.

Pozostała kwestia samolotów rozpoznawczych. Postanowiono, że po każdym bombardowaniu do Aleksandrii zostaną zwiezione tony gruzu, w porcie pojawią się składane maszty, które będą imitowały zatopione statki, a budynki i ulice zostaną przykryte płachtami z namalowanymi lejami po bombach.

Kiedy wszystko było gotowe, należało czekać jedynie na niemiecki nalot. Gdy zaczęły się zbliżać niemieckie samoloty, w Aleksandrii wygaszono wszystkie światła, natomiast te w sztucznym porcie rozbłysły jasno. Po chwili jednak zaczęły gasnąć imitując zaciemnienie, a niebo zaczęły przeczesywać szperacze.

Piloci bombowców wahali się. Przyrządy mówiły, że są tam, gdzie powinni. Jednak przed sobą widzieli zupełnie coś innego. Po chwili znad fałszywego portu zaczęła strzelać artyleria przeciwlotnicza. W tym momencie Niemcy nie mieli już wątpliwości: cały ładunek został zrzucony na Maryut. W chwili, kiedy bomby wybuchały w błocie i piasku, odpalono ładunki wybuchowe imitujące pożary...

W tym czasie w prawdziwej Aleksandrii rozkładano płachty i rozsypywano gruz. W południe następnego dnia samolot rozpoznawczy sfotografował "wraki okrętów", "zniszczone" doki i miasto. W ciągu kolejnych kilku nocy Niemcy i Włosi bombardowali piasek, a tymczasem w Aleksandrii wyładowywano kolejne czołgi i działa.

W ten sposób do końca starć w Afryce na miasto nie spadła żadna bomba.

Sztuczki i wielka bitwa

Aby rozpocząć operację przeciwko wojskom Osi, brytyjska 8. Armia potrzebowała 6 tysięcy ton materiałów pędnych, żywności i amunicji. Wszystko to należało ukryć na płaskiej jak stół pustyni. Do tego dochodziło zmylenie przeciwnika co do kierunku uderzenia.

Z kanistrami i puszkami jedzenia nie było większego problemu - zostały poukładane w starych transzejach, wzdłuż ich ścian. Promienie słoneczne padające z góry powodowały, że zapasy były całkowicie niewidoczne dla aparatów fotograficznych samolotów rozpoznawczych.

- Światło i cień to najlepsi przyjaciele magika. Cień ukrywa to, czego widz nie może zobaczyć, a światło zwraca uwagę na to, co ma zobaczyć, aby odwrócić jego uwagę - wyjaśnia Drummond. - Maskelyne był znany ze swych umiejętności grania światłem. W ten sposób ukrył też Kanał Sueski. To była jedyna operacja, w czasie której bezpośrednio dowodził.

Najważniejsze było jednak jeszcze przed nimi: musieli przekonać Rommla, że uderzenie nastąpi na południu. Znaleziono na to sposób...

Za dnia czołgi bardzo powoli jechały na południe, jednak po zmroku skręcały na drogę prowadzącą na północny-zachód, a liście palmowe ciągnięte przez wielbłądy zacierały ślady gąsienic. Wraz ze wschodem słońca na czołgi czekały makiety ciężarówek, pod którymi się ukrywały, a w miejscu, gdzie poprzednio stały, ustawiono makiety czołgów z płótna żaglowego.

"Budowano" również rurociąg prowadzący na południe, który w rzeczywistości był jedynie iluzją i powstał z zasypywanych i odkopywanych beczek po paliwie. Na zdjęciach lotniczych wszystko wyglądało bardzo realistycznie...

Dzięki temu fortelowi Brytyjczykom udało się ukryć tysiące ton zaopatrzenia, kilkaset czołgów, kilka tysięcy żołnierzy i - co najważniejsze - zmylić kierunek uderzenia.

Bitwa pod El-Alamein była kluczowa dla działań w Afryce. Gdyby Niemcy ją wygrali, otworzyłaby się przed nimi droga na Kair, Kanał Sueski, a dalej do irackiej ropy i na Kaukaz. Tę bitwę wygrali nie tylko żołnierze pierwszej linii, ale też bardzo nietypowy oddział magików.

Sam Maskelyne nie cieszył się swą sławą zbyt długo. Za wybryki dyscyplinarne trafił do "sekcji rozrywkowej", gdzie bawił sztuczkami żołnierzy. Dopiero w czasie inwazji w Normandii ponownie poproszono go o pomoc.

-----

Drummond Money-Coutts jest brytyjskim iluzjonistą, fanem historii i czarnej magii, znanym również jako "DMC". Od najmłodszych lat występuje publicznie na największych scenach świata. W Polsce znany głównie z programu "Niebezpieczna iluzja" nadawanego przez National Geographic Channel we wtorki o godzinie 21.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | historia | Drummond Money-Coutts

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje