Reklama

Jack Parsons: Ostatni czarnoksiężnik

John Whiteside "Jack" Parsons i jego podobizna w roli "anioła śmierci" /Wikimedia Commons /domena publiczna

Siedemnastego czerwca 1952 roku domem położonym w eleganckiej części Pasadeny w stanie Kalifornia wstrząsnęła potężna eksplozja. Spod gruzów budynku ratownicy wyciągnęli ciało pioniera amerykańskiego programu kosmicznego Jacka Parsonsa - a wraz z nim... jego księgi okultystyczne.

Reklama

Początki ery nowożytnej znały setki przypadków ludzi nauki, którzy parali się magią. W czasach, gdy rozumienie mechanizmów fizyki i chemii było ograniczone, a metodo logia jeszcze się nie ukształtowała, granicy pomiędzy tym, co naturalne i nadprzyrodzone, nie dało się łatwo wytyczyć. Trudno byłoby więc czynić wyrzuty Isaacowi Newtonowi czy Michałowi Sędziwojowi za to, że z pasją oddawali się alchemii. Ale uczony, który praktykował magię w połowie XX wieku? To zjawisko co najmniej nietypowe.

Być może odpowiedzi na pytanie, dlaczego pionier budowy silników rakietowych postanowił zostać okultystą, należy szukać w jego dzieciństwie. John Whiteside Parsons (używający później imienia Jack) od wczesnych lat uwielbiał bujać w obłokach. Był raczej słabym uczniem, sprawiał też spore problemy wychowawcze. Zawsze był jednak molem książkowym, pochłaniającym dziesiątki tomów literatury fantastycznej.

Reklama

To dzięki niej pokochał świat magii i podróży kosmicznych. Kiedy był nastolatkiem, obie te dziedziny wydawały się równie nieprawdopodobne.

Do gwiazd!

Życie Parsonsa potoczyłoby się zapewne inaczej, gdyby nie był tak podatny na wpływ charyzmatycznych osobowości. Jako redaktor studenckiej gazety miał okazję odbyć rozmowę z Robertem H. Goddardem - twórcą pierwszej rakiety na ciekłe paliwo. Po tym spotkaniu nabrał przekonania, że podbój kosmosu jest nieunikniony. Postanowił więc dorzucić do niego kamyczek.

Wraz z doktoryzującym się matematykiem Frankiem Maliną oraz kolegą z dzieciństwa (a wtedy początkującym inżynierem) Edwardem Formanem, zaczął eksperymentować z prostymi napędami rakietowymi. Ochrzczona przez innych studentów mianem "ekipy samobójców" grupa przyjaciół niespodziewane uzyskała wsparcie Theodore’a von Kármána, dyrektora laboratorium aeronautycznego przy Kalifornijskim Instytucie Technologicznym. Dwudziestotrzyletni chemik zdobył tym samym fundusze oraz zaplecze logistyczne dla swojego wybuchowego hobby. Tak narodził się zespół badawczy, który z czasem miał przyjąć nazwę Laboratorium Napędu Odrzutowego (ang. Jet Propulsion Laboratory, JPL) i stać się pierwszym ośrodkiem naukowym NASA. Dziś zatrudnia on 5000 osób, a jego roczny budżet wynosi - bagatela - 1,6 miliarda dolarów.

Nauka i magia

Ale losy Parsonsa odmieniła nie tylko pomoc ze strony renomowanego fizyka. Równie wielki wpływ na bieg jego życia miał brytyjski okultysta Aleister Crowley. W 1939 roku Parsons wziął udział w jednej z ceremonii religijnych tajnego stowarzyszenia Ordo Templi Orientis (Zakonu Świątyni Wschodu) i zapoznał się z podstawami magicznej doktryny nazywanej Thelemą. Filozofia Crowleya wydała się zbuntowanemu i skłonnemu do eksperymentowania chemikowi niezwykle pociągająca. Kiedy dwa lata później osobiście poznał najwyższego kapłana, całkowicie uległ czarowi mistyka.

Pod jego wpływem Parsons wraz z żoną Helen przystąpili do lokalnej loży Ordo Templi Orientis i zaczęli praktykować jej rytuały. Promowana przez okultystów wolna miłość, a także wykorzystywanie seksu w celu rzucania zaklęć szybko nadwyrężyły relacje pomiędzy małżonkami. Ich związek rozpadł się, gdy Jack, zachęcony przez innych członków zgromadzenia, rozpoczął romans z przyrodnią siostrą swojej żony - Sarą. Z kolei Helen znalazła ukojenie w ramionach stojącego na czele loży Wilfreda Smitha. Cała czwórka nadal mieszkała razem i wciąż dzieliła zainteresowanie Thelemą, lecz małżeństwo zakończyło się rozwodem.

Pomimo perturbacji w życiu osobistym kariera Parsonsa rozwijała się doskonale. Laboratorium Napędu Odrzutowego zajmowało się coraz większymi projektami, a założona przez naukowca firma Aero jet otrzymała intratny kontrakt wojskowy. Co miesiąc U.S. Navy zamawiała w przedsiębiorstwie 20 000 małych silników rakietowych wspomagających ciąg samolotów w trakcie startu z krótkich pasów. Niemal z dnia na dzień 29-letni chemik został głównym wytwórcą amerykańskich rakiet, koordynatorem badań nad paliwem rakietowym i... wyjątkowo zamożnym człowiekiem.

Świat Wiedzy Historia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje