Reklama

Incydent pod Dogger Bank. Pomyłka, która ośmieszyła Rosję

Pancernik "Orioł" na szczęście miał tak źle wyszkoloną załogę, że nie trafili żadnego trawlera /domena publiczna

Nocna strzelanina

Nagle na kursie "Księcia Suworowa" pojawił się statek zidentyfikowany jako rybacki trawler. Dowódca wysłał sygnał "nie strzelajcie do rybaków", jednak w zamieszaniu na nic to się zdało. Sam Rożestwienski chwilę później zauważył podejrzane okręty, które wkrótce rozpoznano jako japońskie krążowniki.

Reklama

Eskadra siedmiu pancerników natychmiast skoncentrowała na nich ogień. W rzeczywistości były to rosyjskie krążowniki "Dmitrij Donskoj" i "Aurora", które osłaniały lewe skrzydło formacji. Po kilku trafieniach oba okręty zostały uszkodzone i zginęło na nich dwóch marynarzy, w tym kapelan dywizjonu krążowników.

W ogniu walki kilka rosyjskich okrętów sygnalizowało, że zostały trafione torpedami. Na pokładzie pancernika "Borodino" rozeszły się pogłoski, że na pokład weszli Japończycy. Niektóre załogi włożyły kamizelki ratunkowe i przygotowywały się do opuszczenia pokładów. W tym momencie torpedowce i krążowniki zniknęły we mgle.

Rożestwienski nakazał przerwanie ognia. Wokół były wyłącznie jednostki cywilne. W wyniku ostrzału zatopiony został trawler "Crane", a uszkodzone cztery dalsze: "Mina", "Moulimein", "Snipe" i "Swift". Wszystkie należały do brytyjskiej spółki rybackiej "Kersal Brothers and Heating" z Hull. Zginęło dwóch rybaków, a sześciu zostało ran­nych.

Poważniejszych strat po obu stronach udało się uniknąć jedynie dzięki wyjątkowo niskiej jakości wyszkolenia rosyjskich artylerzystów i słabej jakości systemów kierowania ogniem. Na przykład pancernik "Orioł", wystrzelił ponad 50 pocisków nie trafiając w nic.

Ucieczka

Prof. Dyskant pisze, że "rozgorączkowanych artylerzystów trzeba było siłą odrywać od dział, a koń­cowy 'Anadyr" strzelał jeszcze na chybił-trafił ze swoich czterdziestek siódemek przez kilka minut. Oba zespoły rosyjskie uporządkowały wkrótce swoje szyki i gdy dołączyła "Kamczatka", która znów meldowała o dostrzeżeniu dwóch torpedowców, odpłynęły, nie udzielając poszkodowanym rybakom pomocy".

Kiedy rybacka flotylla wróciła do portu w Hull, na wyspach wybuchł skandal. Incydent doprowadził do poważnego konfliktu dyplomatycznego między Rosją, a Wielką Brytanią, który był szczególnie niebezpieczny ze względu na układ sojuszy.

W następstwie tego niektóre brytyjskie gazety nazwały rosyjską eskadrę "piracką" i "flotą wariatów", a admirał Rożestwienski był krytykowany za nieudzielenie pomocy. Artykuł wstępny "Timesa" był szczególnie zjadliwy:

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | Rosja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje