Reklama

Incydent pod Dogger Bank. Pomyłka, która ośmieszyła Rosję

Pancernik "Orioł" na szczęście miał tak źle wyszkoloną załogę, że nie trafili żadnego trawlera /domena publiczna

"Kamczatka" walczyła z okrętami ledwie widocznymi we mgle. Tuż przed północą na flagowego "Kniazia Suworowa" dotarła depesza, w której warsztatowiec prosił o podanie pozycji okrętu flagowego i zes­połu oraz o wystrzelenie rakiet, które pomogłyby zorientować się w położeniu.

Reklama

Faktycznie "Kamczatka" zgubiła się manewrując przed "torpedami" i odpowiadając ogniem dział. W rzeczywistości nie było w pobliżu żadnych okrętów, a Rosjanie ostrzelali dwa frachtowce, które w nocy i we mgle wzięli jakimś cudem za torpedowce.

Kolejne pomyłki jedynie eskalowały problem. Nadający depesze radiotelegrafista użył błędnego sygnału wywoławczego, w dodatku zakłócenia meteorologiczne zniekształciły wiadomość. Na pancerniku uznano, że nie nadała ich "Kamczatka", ale torpedowce, które zajęły lub zatopiły okręt. Na okrętach eskadry oczekiwano ataku japońskich okrętów z prawej tylnej ćwiartki zgrupowania.

"Atakują torpedowce!"

Według obliczeń adm. Rożestwienskiego "atakujące torpedowce, o których obecności został słusznie lub niesłusznie poinformowany, musiały znajdować się 50 mil za dowodzonym przez niego oddziałem, a zatem mogły go wyprzedzić około godziny po północy".

Około północy wydał kolejny rozkaz: "Zwiększyć czujność i czekać na atak torpedowców". Zespół pancerników 55 minut po północy, 22 października znalazł się niemal w środku flotylli brytyjskich rybaków.

Naoczni świadkowie zeznali później, że "wszystkie te statki nosiły obowiązkowe światła i pływały zgodnie ze zwykłymi zasadami, pod kierunkiem szypra, który przekazywał instrukcje za pomocą rac sygnałowych".

Oficerowie na mostku nawigacyjnym "Księcia Suworowa" najpierw zauważyli podejrzany statek po prawej burcie w odległości 18-20 kabli. Według nich nie było żadnych świateł pozycyjnych, a jednostka skierowała się prosto na pancernik. We mgle zauważono opadającą racę sygnalizacyjną. Rosjanie wzięli to za sygnał do ataku torpedowego.

Kiedy podejrzany statek został oświetlony reflektorem, obserwatorom wydawało się, że zauważyli trzykominowy torpedowiec zmierzający w kierunku "Księcia Suworowa" z pełną prędkością. Za nim zbliżały się inne małe jednostki, z numerami na bur­tach, które "uparcie płynęły pod dzioby pancerników". Na podstawie tych obserwacji admirał rozkazał otworzyć ogień.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | Rosja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje