Reklama

Incydent pod Dogger Bank. Pomyłka, która ośmieszyła Rosję

Pancernik "Orioł" na szczęście miał tak źle wyszkoloną załogę, że nie trafili żadnego trawlera /domena publiczna

Plotki wywiadu

Od samego wyjścia w morze na pokładach okrętów panowała paranoja, dotycząca możliwego ataku przez japońskie okręty już na wodach Bałtyku lub Morza Północnego. Wynikała ona z doniesień wywiadu, który za wszelką cenę chciał udowodnić swoją wartość. Prokurując nawet fałszywe informacje.

Reklama

Jak pisał prof. Józef W. Dyskant: "[Wywiad] zasypywał [...] meldunkami o pojawieniu się zamaskowanych tor­pedowców japońskich czy okrętów podwodnych, ukry­wających się w fiordach norweskich i szwedzkich, o minowaniu nocą tras przejścia z balonów obserwa­cyjnych, o budowanych w stoczniach brytyjskich tor­pedowcach japońskich i kutrach rybackich z wyrzut­niami torpedowymi.

Meldunki te, ugruntowane przez różnorodne nierzetelne dywagacje prasowe i wyolbrzy­mione przez plotkę okrętową, wywołały wśród dowódz­twa i załóg Eskadry poczucie nieustannego zagrożenia przed atakiem wszechobecnego tajemniczego przeciw­nika. Toteż artylerię utrzymywano w gotowości do natychmiastowego otwarcia ognia".

Strach przed wszędobylskim wrogiem doprowadził do wydania niszczycielom eskorty rozkazu, który brzmiał:

- "podczas nocnego rejsu nie wolno dopuścić, aby jakikolwiek statek przecinał drogę eskadry i zbliżał się do niej na odległość mniejszą niż 4 kable;
- zatrzymać zbliżający się statek strzałem przed dziób, wskazać kurs wyjścia z obszaru ograniczonego lub poczekać, aż eskadra go minie;
- w przypadku niespełnienia przez statek wymagań, należy używać przeciwko niemu broni wszelkiego rodzaju;
- statki, które przechodzą w pobliżu eskadry oświetlać za pomocą reflektora".

W dodatku, jeśli oficer wachtowy uznałby, że okręt jest zagrożony, mógł otworzyć ogień wedle swojej oceny. Doprowadziło to do krwawej pomyłki.

Kaskada błędów

Plan zaczął się sypać, kiedy 20 października eskadra krążowników kontradmirała Oskara A. Enquista weszła w gęstą mgłę, która zmusiła go do ograniczenia prędkości do 6 węzłów. Ponadto na warsztatowcu "Kamczatka" doszło do uszkodzenia mechanizmów w maszynowni, ograniczając jego prędkość do zaledwie 5 węzłów. Dobę później okręt znalazł się 54 kilometry za głównymi siłami.

21 października o 20.55 na okręcie flagowym odebrano alarmistyczną depeszę radiotelegraficzną. Dowódca "Kamczatki" informował, że jest atakowany przez osiem japońskich torpedowców i wzywa natychmiastową pomoc. O 22.00 adm. Rożestwienski rozkazał ogłosić alarm bojowy.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | Rosja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje