Reklama

Himalaizm w służbie nazistowskiej propagandy

Maszyna propagandowa hitlerowskich Niemiec na wiele sposobów próbowała udowodnić wyższość rasy aryjskiej nad resztą ludzkości. Potwierdzenia słuszności swoich racji naziści szukali nawet wysoko w górach, wysyłając w Himalaje topowych alpinistów, a nawet hitlerowskiego Indianę Jonesa.

Złoto ukryte w górach? Mówią o milionach dolarów

Reklama

Według założeń propagandzistów III Rzeszy przedstawiciele rasy aryjskiej mieli być sprawniejsi, mądrzejsi i silniejsi od innych. Dowodów na prawdziwość szalonej ideologii szukano m.in. na arenach sportowych, a także - w lodowcach i skałach Alp.

Schroniska nie dla Żydów

Wspinacze za naszą zachodnią granicą w latach 1873-1938 byli zrzeszeni w Niemieckim i Austriackim Związku Alpinizmu (DuÖAV). 

Zwykły ludzki oportunizm lub rzeczywista wiara w słowa głoszone przez władze sprawiły, że nacjonalizm oraz antyżydowska retoryka znalazła tu podatny grunt. Oczywiście nie wszyscy niemieccy wspinacze podzielali te poglądy, jednak w szeregu oddziałów związku, chociażby w Monachium i Wiedniu, bardzo szybko implementowano paragraf aryjski. 

Akt ten uniemożliwiał lub ograniczał Żydom wykonywanie określonych zawodów lub dostęp od licznych organizacji czy też służby w armii. Dla żydowskich alpinistów z Austrii i Niemiec oznaczało to m.in. zakaz wstępu do ozdobionych swastykami schronisk górskich i chat prowadzonych przez alpejską centralę. 

Żydzi zostali także wykluczeni z DuÖAV.

Zwycięstwo nazizmu nad naturą

W kolejnych latach, gdy partia nazistowska doszła do władzy i coraz śmielej okazywała swoje mocarstwowe i wojskowe ambicje, militaryzacja objęła również alpinistów. Z szeregów DuÖAV rekrutowano kadry piechoty górskiej.

Ale nie była to główna rola wspinaczy w propagandowej machnie władz III Rzeszy. Wciąż najważniejsze było odpowiednie nagłośnienie i wytłumaczenie spektakularnych sukcesów niemieckich alpinistów ich pierwszorzędnym pochodzeniem.

W lipcu 1938 roku bohaterem narodowym został okrzyknięty Heinrich Harrer. Znakomity wspinacz, który dopiero u schyłku długiego życia przyznał się do członkostwa w SS i NSDAP, pokonał wraz z trójką partnerów północną ścianę Eigeru, największe wówczas wyzwanie alpejskie.

Niemiecka propaganda odpowiednio wykorzystała osiągniecie zespołu Heinricha Harrera. Uznano, że było to zwycięstwo reprezentanta rasy aryjskiej nad naturą. 

Nanga Parbat. Góra przeznaczenia

Największe pole do popisu dla wspinaczy i propagandzistów spragnionych wielkiego wyczynu na skalę światową stwarzały oczywiście góry najwyższe. 

Pokusa była tym silniejsza, że przed II wojną światową stopa człowieka nie stanęła na szczycie żadnego z ośmiotysięczników. To nie znaczy, że nie próbowano. Już w latach 20. Brytyjczycy byli bliscy szczęścia na Evereście, jednak do historii przeszli dopiero w 1950 roku Francuzi, a konkretnie: Maurice Herzog i Louis Lachenal, zdobywcy Annapurny.

Wspomniani Brytyjczycy za wszelką cenę zamierzali zdobyć przed wojną Everest. Z podobnym nastawieniem na inny z ośmiotysięczników - Nanga Parbat - jeździli Niemcy. W latach 1932-1938 czterokrotnie przypuszczali szturm na szczyt "Nagiej Góry". Ze względu na tragiczny przebieg dwóch ekspedycji Nanga Parbat nazwano w kraju "niemiecką górą przeznaczenia".

I chociaż szczytu nie udało się zdobyć, próby niemieckich wspinaczy, działających rzecz jasna w Himalajach ze swastyką łopoczącą na wietrze, uznano za heroiczną i bohaterską walkę, na którą mogli się zdobyć tylko nieliczni i najsilniejsi przedstawiciele ludzkiego gatunku.

Hitlerowski Indiana Jones

Pomysły Niemców wykraczały daleko poza ramy propagandy.

Twórcom nazistowskiej ideologii marzyło się nie tylko wmówienie swym wyznawcom, że rasa aryjska jest lepsza od pozostałych. Zamierzali również znaleźć niezbite dowody na poparcie swoich tez. Odpowiadała za to pseudonaukowa organizacja o nazwie Ahnenerbe. 

Pod jej auspicjami (i samego Heinricha Himmlera) organizowano wyprawy, takiej jak Ernsta Schäfera do Tybetu. Podróżnik ten z czasem dorobił się łatki hitlerowskiego Indiany Jonesa.  Wyjazd jego ekspedycji do podnóża Himalajów miał głównie charakter naukowy, ale na badaniu lokalnej fauny i flory zajęcia Niemców się nie skończyły.

Zbadano również i zmierzono miejscową ludność, próbowano też poznać tajemnice skrywane w klasztorach przez mnichów. Wszystko po to, by znaleźć potwierdzenie na naukowe teorie rasowe nazistów i doszukać się aryjskich korzeni u mieszkańców różnych stron świata. 

W oparach hitlerowskiego absurdu ktoś doszedł nawet do wniosku, że jeśli Niemcy - jak cała ludzkość - pochodzą od małp, to zapewne ich przodkiem było silne i mądre yeti, co najlepiej pokazuje, jak daleko w swych rozważaniach zabrnęli propagandziści rasy panów.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: himalaizm | Himalaje | naziści | nazizm | Dariusz Jaroń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje