Reklama

Henry Bansk. Bohater spektakularnej ucieczki

P-38 Lightning - na samolocie tego typu został zestrzelony Henry Banks /domena publiczna

Rowerem przez okupowaną Francję

Reklama

Około godziny 8 wieczorem przebił oponę w przednim kole, dokładnie w miasteczku wprost przepełnionym żołnierzami z SS. Banks udał się do sklepiku na obrzeżach miasta, który pomyłkowo wziął za sklep rowerowy.

Jak tylko powiedział właścicielowi, że jest Amerykaninem, ten od razu posłał po kobietę mówiącą językiem angielskim. Kobieta ta zabrała przebitą oponę a ludzie ze sklepu pozwolili mu zostać i nakarmili go. Następnie zabrali go do swego garażu, gdzie w miarę bezpiecznie spędził noc, śpiąc na stosie siana.

Reklama

"O godzinie 7 rano mój rower był naprawiony, tak więc ruszyłem w dalszą drogę".

Nieszczęśliwie dla Banksa, musiał poruszać się szosą, na której znajdowała się niemiecka kolumna wojskowa. Przez niemal cały dzień miał problemy z przednim kołem. Wieczorem po raz kolejny utraciło powietrze, tak że nie można go było już więcej naprawić.

"Udałem się do domostwa ulokowanego na zboczu drogi. Po tym jak wytłumaczyłem właścicielowi kim jestem, ten zabrał mnie do innego domu gdzieś na wzgórzu".

Tam Banks otrzymał nocleg. Następnego poranka znalazł sklep, gdzie sprzedawali opony. Jego właściciel sprzedał mu ostatnią, która pochodziła z jego własnego roweru. Zapłaciłem za nią bardzo wygórowaną cenę.

Bez chwilowych problemów, udało mu się ruszyć w dalszą drogę, aż do godziny 2 w południe. Wtedy właśnie dotarł do miasteczka, w którym jego przednie koło ponownie uległo awarii. Przeszedł przez centrum i na jego południowych brzegach znalazł warsztat. Był w nim tylko właściciel, więc Banks udał się do niego i powiedział, że jest amerykańskim lotnikiem.

"Słysząc to, od razu zatrzasnął za nami drzwi i żywiołowo zaczął ściskać mi dłoń. Zaczął naprawiać mój rower, jednak z bardzo mocno uszkodzoną dętką niewiele był w stanie zrobić".

Banks poprosił go, by przechował mu rower do czasu, aż uda mu się znaleźć nową oponę.

Made in England

Banks ponownie udał się do centrum i czekał przed jedną z kawiarni. Nagle pojawił się przed nią niemiecki żołnierz, który przyjechał na rowerze.

"Odczekałem, aż znajdzie się w środku, po czym bez zastanowienia ukradłem mu rower, którym pojechałem do warsztatu".

Na miejscu okazało się, że niemieckie opony są innego rozmiaru niż w jego rowerze. Bał się jednak ruszyć w dłuższą drogę kradzionym rowerem. Nie pozostawało mu zatem nic innego, jak tylko ponownie udać się w okolicę kafejki i czekać na inny rower. Po niespełna 5 minutach zauważył niemieckiego żołnierza. Jechał rowerem innym niż ten poprzedni. Zaparkował go tuż przed wejściem. Banks ruszył w jego stronę, jednak ten Niemiec zamiast wejść do kafejki, odwrócił się i zaczął iść w jego kierunku.

"Zaczął do mnie mówić. Oczywiście, nie zrozumiałem nic z jego monologu, bezradnie pomachałem ramionami i powiedziałem "non comprise" ( znaczy to dosłownie tyle, co niezrozumiana, tak więc Banks użył formy żeńskiej) co stanowiło szczyt mojej znajomości języka francuskiego".

Niemiec wyjął z kieszeni pudełko z tytoniem i zaczął kręcić z niego papierosa. Przybliżył jego końcówkę do Banksa, co znaczyło, że po prostu prosi go o ogień.

"Wyciągnąłem z kieszeni pudełko zapałek, wyjąłem jedną i zacząłem przygotowywać się do jej odpalenia, gdy nagle..., zauważyłem na nich wielki napis "Made in England" zajmujący niemal całą stronę pudełka. Byłem niemal pewny, że także i on zauważył ten napis, więc przygotowanym byłem na to, by kopnąć go z całych sił i po prostu uciec".

Obeszło się bez tragedii. Niemiec spokojnie przyjął zaproponowany przeze Banksa ogień i powiedział "Merci". Odwrócił się i udał do kawiarni.

"Nadal w pełnym szoku, odczekałem, aż spokojnie rozsiądzie się w środku i zacznie zajmować się postawionym przed nim piwem. Następnie przejąłem jego rower i pojechałem nim wprost do warsztatu".

Na miejscu Banks spostrzegł kilku innych ludzi. Mężczyzna z warsztatu powiedział mu, że nie musi już uciekać rowerem w kierunku Hiszpanii, ponieważ oni mu pomogą. Od tego też czasu jego ucieczka zorganizowana była przez chętnych do pomocy Francuzów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje