Reklama

Generał Pershing. Czy znalazł metodę na islamskich terrorystów?

W internecie krąży historia, która głosi, jakoby generał Pershing rozkazał rozstrzelać muzułmańskich terrorystów kulami zanurzonymi w świńskiej krwi. Ma ona wielu zwolenników, ale czy jest prawdziwa?

Reklama

Jedna z wersji historii o pozbyciu się islamskiego problemu na Filipinach brzmi tak:

Reklama

"Amerykański generał Pershing,  w czasie krwawej rebelii muzułmańskich separatystów na południu Filipin (wówczas państwa stowarzyszonego ze Stanami Zjednoczonymi) na początku XX wieku, czynił następująco...

Schwytani żywcem ówcześni terroryści byli rozstrzeliwani przez plutony egzekucyjne, którym wcześniej rozdano amunicję umoczoną w świńskim tłuszczu. Dodatkowo ich zwłoki, łącznie ze zwłokami tak zwanych partyzantów (poległych w walkach), były grzebane w zbiorowych mogiłach razem ze świńskimi szczątkami.

I tylko jednemu na każdych stu schwytanych było darowane życie - by mógł wrócić do rodzinnej wioski i zdać relację z tego, co się stało. A zwłaszcza z tego, że bracia w wierze nie dostąpią wstępu do koranicznego nieba. Rebelia wkrótce zgasła. Filipińczycy wyznań chrześcijańskich, stanowiący ogromną większość ludności, przestali drżeć o swoje życie".

W innych wersjach generał Pershing kazał rozstrzelać islamistów w Indonezji, a liczba rozstrzelanych waha się od 11 do 49 albo - jak w tym przypadku - 99. Natomiast zawsze jeden z pojmanych odchodził wolno.

Historia ta miała raz dowodzić amerykańskich zbrodni na cywilach, innym razem, zwłaszcza po 11 września 2001 roku, przedstawiać sposób na pozbycie się problemu muzułmańskich terrorystów raz na zawsze.

Postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej postaci generała Johna J. Pershinga, gubernatora prowincji Moro.

Wojownicy

John Pershing pierwszy raz trafił na Filipiny w 1902 roku jako kapitan piechoty i spędził tam rok, pacyfikując powstanie przeciwko amerykańskim kolonizatorom. Ponownie znalazł się tam w 1909 roku, już w stopniu generała, i objął stanowisko gubernatora wojskowego prowincji Moro. Otrzymał zadanie uspokojenia sytuacji w ogarniętym wojną regionie.

Ludu Moro nie udało się wcześniej podbić ani Arabom, ani Hiszpanom. Amerykanie również nie byli w stanie tego dokonać, ponieważ Moro to jeden z najbardziej wojowniczych ludów na świecie.

Do dziś w amerykańskiej literaturze można się natknąć na opisy zbrodni, które są przypisywane powstańcom. Mają one swoje źródło w tradycji ludu Moro, którego męscy potomkowie są wychowywani na bardzo brutalnych wojowników. Przez wiele lat trudnili się oni piractwem i handlem ludźmi.

Najbardziej nieprawdopodobnym obyczajem było juramentado - samobójczy atak dokonywany na "obcych": czy to chrześcijańskich kolonizatorów, czy przedstawicieli obcej władzy. Atak następował po rytualnym oczyszczeniu przez imama i miał na celu zabranie ze sobą do grobu jak największej liczby niewiernych albo po prostu obcych.

Kilka takich ataków zostało przeprowadzonych na amerykańskie obozy wojskowe i z tego powodu Amerykanie postawili na radykalne środki. Na początku konfliktu generał Jacob H. Smith rozkazał zabić na wyspie Samar wszystkich mężczyzn powyżej dziesiątego roku życia. W sumie zamordowano ponad 2,5 tysiąca osób. Generał trafił przed sąd ze względu na naciski prezydenta Theodore’a Roosevelta, jednak dzięki dobremu ustosunkowaniu został jedynie odesłany na wcześniejszą emeryturę. Wkrótce po procesie prezydent ogłosił zakończenie działań wojennych, oprócz tych prowadzonych w prowincji Moro.

Pershing a muzułmańscy Moro

Polityka generała Pershinga wobec ludu Moro była jasna: dyskutować, a nie walczyć. Postawił na negocjacje i zagwarantował udzielenie poszczególnym plemionom szerokiej pomocy w zamian za zgodę na rozbrojenie. Dzięki tym działaniom zyskał szacunek wśród wodzów Moro i udało mu się ugasić konflikt trwający od 1902 roku.

Jedyną akcję wojskową, jaką przeprowadził na terenie Filipin, była bitwa o Bud Dajo. W styczniu 1913 roku jeden z lokalnych wodzów, Nakil Amil został przyłapany na posiadaniu znacznej ilości nielegalnej broni. Na wezwanie oddania jej stwierdził, że Amerykanie mogą ją sobie zabrać, ale dobrowolnie jego lud jej nie odda.

Pierwsze starcie wygrali ludzie Amila. Pershing, w swoim stylu, zwołał zebranie wodzów i starał się wraz z nimi nakłonić Amila do złożenia broni. Ten ponownie odmówił i ukrył się ze swoimi ludźmi w górach.  W czerwcu 1913 roku ruszyła ekspedycja, która po dwudniowej bitwie pokonała ludzi Nakila Amila. Zginęło zaledwie 12 z 800 Moro.

Sam Pershing wcześniej napisał do Amila:

"Piszę ten list, ponieważ jest mi przykro, że Ty i Twoi ludzie nie chcą robić tego, co nakazał rząd - nie chcecie oddać broni. Do Taglibi zostali wysłani żołnierze, do których mogliście przyjść i oddać swoją broń. Zamiast tego Twoi Moro ostrzelali moich żołnierzy. Wówczas żołnierze musieli zastrzelić Twoich Moro. (...). Przykro mi, że żołnierze musieli zabić Moro. Wszyscy Moro są dla mnie jak własne dzieci i chciałbym być dla nich jak ojciec. A ojciec nie powinien zabijać własnych dzieci".

Skąd więc mit, o tym, że generał Pershing kazał rozstrzelać i zakopać pod świńskim truchłem muzułmanów?

Poprzednicy

W czasie pierwszej bitwy o Bud Dajo, w marcu 1906 roku, dowodził generał Leonard Wood, który zasłynął z wielkiej brutalności. Podczas bitwy rozkazał swoim żołnierzom dobijać rannych za pomocą bagnetów. Wskutek tego rozkazu zginęli wszyscy obrońcy reduty - ok. 800-900 osób, w tym kobiety i dzieci, które schroniły się wewnątrz umocnień.

Generał Pershing tak pisał o tej masakrze: "Nigdy by nie doszło do tej masakry na szczycie Bud Dajo, gdyby Moro, w tym kobiety i dzieci, walczący na śmierć i życie, zostali wysłuchani. Poszli tam, na swą ostatnią redutę, ich świętą górę, by zginąć w walce".

A skąd się wziął pomysł maczania broni w świńskiej krwi? Jego autorem był pułkownik Alexander Rodgers z 6. Pułku Kawalerii, który rozkazał, aby każdego z juramentados, którego uda się zabić, pogrzebać w zbiorowym grobie wraz z tuszami wieprzowymi. W niektórych przypadkach zwłoki Moro były zaszywane wewnątrz tuszy. Tę metodę "walki" przejęli niektórzy inni oficerowie 6. Pułku. Nie powstrzymało to jednak młodych ludzi, chcących przejść świętą inicjację i dostąpić zaszczytów po chwalebnej śmierci.

W jaki sposób te historie zostały połączone z osobą generała Pershinga, nie wiadomo. Jedno jest pewne: na Filipinach nie miały miejsca zamachy terrorystyczne, a toczyła się regularna wojna. "Black Jack" nie miał nic wspólnego ze zbrodniami popełnionymi w czasie tej wojny i nikt nie rozstrzeliwał muzułmanów pociskami maczanymi w świńskiej krwi. Historię, która krąży w internecie, można więc włożyć między bajki.

Źródła:

Frank E. Vandiver; "Black Jack:. The Life and Times of John J. Pershing"; Texas A & M University Press, 1977

Donald Smythe; "Guerrilla Warrior: The Early Life of John J. Pershing"; New York, 1973

David J. Silbey; A War of Frontier and Empire: The Philippine-American War, 1899-1902; New York 2008

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: historia | Sławek Zagórski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje