Reklama

Gang jednonogich morderców. Jak udało im się zabić tylu ludzi?

Gang jednonogich morderców bezlitośnie truł swoje ofiary /domena publiczna

Tragedie nie omijały nikogo

Nieuwagę przy spożywaniu kapeluszników w przypadku biedniejszych ludzi można łatwo wytłumaczyć. Gdy udawało im się zebrać ładne, nienadjedzone przez robactwo okazy, cała rodzina była szczęśliwa. Szykował się w końcu urozmaicony, aromatyczny posiłek. Niestety pomyłki następowały dość często. Zdarzają się i dzisiaj, choć na mniejszą skalę.

Reklama

Warto jednak wiedzieć, że "jednonodzy mordercy" pozbawiali życia także ludzi, którzy wcale nie byli "skazani" na grzyby, a po prostu mieli na nie ochotę. Tak było w przypadku Gustawa Zielińskiego, pisarza i poety, który walczył w powstaniu listopadowym. Został on ziemianinem, gdy otrzymał spadek po śmierci stryja. Miał niezwykle liczną rodzinę: z dwóch małżeństw łącznie czternaścioro dzieci! Niestety nie wszystkie doczekały dorosłości, a to właśnie przez trujące leśne rarytasy. Zabiły one aż szóstkę młodych Zielińskich!

Kryminalna przeszłość tłustocha

Trudno jest podać dokładną liczbę ofiar gangu jednonogich morderców na przestrzeni wieków. Nawet w Polsce, gdzie grzybiarstwo ma długą i dobrze udokumentowaną tradycję, dysponujemy tylko szczątkowymi danymi. Jak pisze znawca tematu Robert Hofrichter: "W regionie poznańskim, liczącym wtedy 2,2 miliona mieszkańców, w latach 1953-1957 zatruło się grzybami 319 osób, przy czym śmiertelność wyniosła 10 procent."

Wyliczenia tego typu nie zawsze są możliwe i wiarygodne. Wszystko przez to, że nie każdy gatunek trucicieli w kapeluszach zabija od razu. Wyjątkowo zdradliwy okazał się na przykład krowiak podwinięty. Grzyb ten ma wiele nazw, a część z nich wręcz uroczych. Krowia gęba, świnka pospolita, tłustoch, a regionalnie... olszówka. Teraz brzmi bardziej znajomo?

Nie wiemy, ile osób zmarło po jego zjedzeniu, a to z prostej przyczyny - przez lata był uważany za grzyb jadalny. Objawy zatrucia mogły pojawić się po wielu miesiącach, a nawet latach. Wtedy już nikt z bliskich nie kojarzył, że nieboszczyk "kiedyś tam przed wojną zjadł olszówkę". Jeszcze w latach 70. i 80. XX wieku tłustoch był opisywany jako warunkowo jadalny. A za naszą wschodnią granicą nadal jest  dodawany do posiłków!

Muchomor... much pomór!

Pocieszające jest to, że trujące grzyby nie zawsze działały ze szkodą dla ludzi. Ci, którzy znali ich zabójcze właściwości, nauczyli się je wykorzystywać. Używali na przykład muchomorów, by truć nimi muchy. Na wsiach, w bliskości bydła, ich plaga była szczególnie uciążliwa, a skutecznych rozwiązań brakowało.

Moczono więc grzyby w mleku. Powstała w ten sposób mikstura o słodkawym zapachu była doskonałym wabikiem na owady. Muchy po jej skosztowaniu padały... jak muchy. Działało to jednak tylko warunkowo. Jeśli nikt nie zebrał bzyczących natrętów w odpowiednim momencie i nie wyrzucił, potrafiły po kilku dniach zerwać się do lotu.

Jeżeli jesteś miłośnikiem grzybobrania i chcesz poznać sekrety króla polskich lasów, to "Biografią prawdziwka" autorstwa Påla Karlsena coś dla ciebie. Kliknij i dowiedz się więcej w księgarni wydawcy.

Zainteresował cię ten artykuł? Na łamach portalu CiekawostkiHistoryczne.pl przeczytasz również o tym co naprawdę przed wojną jadali zwykli Polacy.

Zuzanna Pęksa - Absolwentka filologii polskiej, specjalność filmoznawstwo. Miłośniczka wszystkiego co związane z dyktatorami.

Ciekawostki Historyczne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje