Reklama

Epidemia ospy we Wrocławiu. Jak udało się zaszczepić miliony?

Szczepienie przeciw ospie było obowiązkiem obywateli /Wikimedia Commons /domena publiczna

Ostatnia epidemia ospy prawdziwej w Polsce wybuchła latem 1963 roku we Wrocławiu. Miasto odcięto od reszty kraju kordonem sanitarnym, a władze Polski Ludowej za warunek konieczny zlikwidowania zarazy uznały obowiązkowe szczepienie. W jaki sposób udało się wówczas zaszczepić co piątego mieszkańca kraju, skoro na początku brakowało nawet dawek dla wrocławian?

Reklama

Pandemia koronawirusa: Niezwykłe umiejętności psów

Skąd się wzięła ospa prawdziwa w Polsce?

Reklama

Według danych Zakładu Epidemiologii Państwowego Zakładu Higieny ospa prawdziwa panowała endemicznie w Polsce do 1924 roku. 

W kilku poprzednich latach średnio notowano ok. 5000 zachorowań rocznie. Dzięki akcji masowych szczepień do 1930 roku zredukowano tę liczbę do zaledwie kilkudziesięciu pacjentów, a pięć lat później Polska stała się państwem wolnym od choroby. 

Podobny trend można było zaobserwować w innych państwach europejskich. Za wyjątkiem incydentów pochodzących z Portugalii i Hiszpanii, Stary Kontynent uporał się z ospą prawdziwą jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym, a ostatecznie wirus przestał nękać tę część świata w 1952 roku.

Zdarzały się oczywiście sporadyczne zachorowania, kiedy pacjent przywiózł chorobę ze sobą z jednego z krajów, gdzie ospa prawdziwa wciąż siała spustoszenie. W 1962 roku najpoważniejszymi ogniskami choroby były południowo-wschodnia Azja, Afryka i Ameryka Południowa, gdzie odnotowano od kilku do kilkudziesięciu tysięcy przypadków.

I tak też, z podróży służbowej do Indii, ospę prawdziwą do Wrocławia przywlókł latem 1963 roku Bonifacy Jedynak, oficer Służby Bezpieczeństwa.

Czarny scenariusz WHO nie sprawdził się

Ósmego lipca zmarła pielęgniarka Lonia Kowalczyk. Jej matka była salową, sprzątała izolatkę, w której przebywał Bonifacy Jedynak. Kobieta przeszła ospę, ale wróciła do zdrowia. Córka nie miała tyle szczęścia. Głównie dlatego, że błędnie postawiono jej diagnozę, orzekając, że ma białaczkę.

Możliwość wystąpienia epidemii ospy prawdziwej, której w końcu Polska pozbyła się wiele lat wcześniej, chwilę docierała do świadomości lekarzy. U dwóch kolejnych pacjentów również nie rozpoznano właściwego wirusa, uważano, że chorują na ospę wietrzną, znacznie łagodniejszą, i niebawem wrócą do zdrowia. Mężczyźni zmarli niedługo później.

Stan epidemii ogłoszono w połowie lipca. Łącznie zachorowało 99 osób, przeważnie pracowników służby zdrowia, siedem z nich zmarło. Sporo? Jeśli popatrzymy na prognozy Światowej Organizacji Zdrowia - niekoniecznie. WHO oszacowała, że Polska będzie się zmagać z chorobą przez dwa lata, a umrze co dziesiąty z dwóch tysięcy chorych.

Władze odcięły miasto od reszty kraju kordonem sanitarnym, intensywnie poszukiwano ludzi, którzy mogli mieć styczność z chorymi. Osoby te trafiały do izolatoriów, zorganizowano również szpital przeznaczony wyłącznie dla zdiagnozowanych pacjentów.  

W ramach działań profilaktycznych ruszyła również wielka akcja szczepień.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: epidemia | Wrocław | ospa prawdziwa | szczepienia | Wrocław 1963

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje