Reklama

Ekshibicjonizm, krwawe ofiary i chłostanie kobiet – starożytni Rzymianie wiedzieli, jak się zabawić w walentynki

Rzymianie wiedzieli jak się dobrze bawić. Kadr z filmu "Kleopatra" z 1964 roku /United Archives/IFTN /East News

Papierowe serca z intymnymi wyznaniami, pluszowe maskotki, trzymanie się za ręce i czekoladki? Bynajmniej. Starożytne luperkalia (czyli pogańskie walentynki) przypominały raczej rozpustne festiwale płodności, a Rzymianie okazywali sobie miłość w bardzo bezpruderyjny sposób. Nie brakowało im przy tym kreatywności…

Reklama

Choć powszechnie uważa się, że walentynki obchodzimy w połowie lutego, by uczcić tragiczną śmierć św. Walentego (swoją drogą - patrona nie tylko zakochanych, ale i chorych psychicznie oraz epileptyków), to tak naprawdę korzeni święta miłości trzeba szukać znacznie głębiej. Według jednej z teorii "wynaleźli" je starożytni Rzymianie na wiele wieków przed egzekucją katolickiego męczennika, która nastąpiła około 269-270 roku. Zgodnie z tą hipotezą dzisiejszy dzień zakochanych byłby więc jedynie schrystianizowaną wersją dawnej pogańskiej uroczystości. Ale czy na pewno? Obecne zwyczaje mocno różnią się od tych praktykowanych w antyku. Jak zatem w "swoje" walentynki bawili się starożytni Rzymianie?

Chłosta na bezpłodność

Rozbieżność pojawia się już w kwestii daty. Dzień obchodów tego (było nie było radosnego) święta w starożytności przypadał bowiem 15, nie zaś 14 lutego. Nie była to data przypadkowa - mniej więcej w połowie miesiąca rzymskie ptaki zaczynały bowiem szukać sobie partnerów na nadchodzącą wiosnę. Nie tylko jednak otaczająca przyroda dawała starożytnym mieszkańcom imperium pretekst do fetowania. Adam Węgłowski opisuje:

Reklama

Rzymianie wspominali tego dnia między innymi "wilczycę" Akkę Larencję, która według podań nie tylko wykarmiła Romulusa i Remusa, ale opiekowała się też Faunem.

W dni luperkaliów półnadzy kapłani tego cudaka biegali po ulicach, wygrażając mężczyznom nożami, a kobiety smagając biczami. Ich uderzenie było nie tyle bolesne, co szczęśliwe - miało leczyć kobiety z bezpłodności.
W jaki sposób chłosta miała sprzyjać zwiększaniu przyrostu naturalnego? Trudno powiedzieć, lecz Rzymianki ochoczo się jej poddawały - te bezdzietne wierzyły, że dzięki temu wkrótce doczekają się potomstwa, ciężarne chciały sobie w ten sposób zagwarantować łatwy i bezpieczny poród, a panny symbolicznie wkraczały w dorosłość.

Skąd zatem późniejsze przesunięcie daty? Cóż, również antyczne obchody walentynek poniekąd inicjowano już 14 dnia miesiąca - ponoć organizowano wówczas w Wiecznym Mieście miłosną loterię, podczas której chłopcy losowali z urny skrawki papieru z imionami dziewcząt. W ten sposób dobierano młodych w pary na właściwą celebrację (bywało zresztą, że zostawali ze sobą na dłużej - przynajmniej do kolejnych luperkaliów).

Ofiary dla boga rozpusty

Zgodnie z tradycją starożytne święto zakochanych ustanowił tajemniczy grecki przybysz Ewander, legendarny założyciel kultu Herkulesa w Rzymie, a całej fecie patronował Faun noszący przydomek Luperkus, czyli Chroniący przed Wilkami (poza płodnością kobiet walentynkowe rytuały miały bowiem również zapewnić pomyślność hodowcom bydła - poprzez zwiększenie pogłowia i zagwarantowanie stadom bezpieczeństwa przed atakami drapieżników).

Obchody rozpoczynały się w grocie Lupercal przy zachodnim zboczu Palatynu - tej samej, w której wilczyca miała wykarmić Romulusa i Remusa. Dwunastu kapłanów, nazywanych luperkami ("wilczymi braćmi"), przeprowadzało tam krwawy obrzęd. Najpierw uroczyście zarzynano dwa kozły i psa, a następnie krwią zwierząt wysmarowywano czoła dwóch młodzieńców. Na koniec plamy ścierano zmoczoną w mleku wełną, co miało symbolizować oczyszczenie.

Jednocześnie gest ten stanowił sygnał do przejścia do kolejnego punktu rozrywki. Mężczyźni obnażali się, a następnie nago lub przyodziani jedynie w ociekające krwią skóry świeżo zabitych capów obiegali Palatyn, głośno się przy tym śmiejąc i smagając rzemieniami zgromadzonych wokół gapiów. Wierzono, że takie lanie, choć zapewne niezbyt przyjemne, oczyszcza człowieka z wszelkich zmaz i przewin minionego roku oraz uzupełnia w ciele siły życiowe i twórcze.

Luperkalia każdorazowo gromadziły tłumy. Ich popularności nie zaszkodziło nawet nadejście chrześcijaństwa. I choć znaleźli się i tacy, którzy usiłowali całkowicie zakazać bezecnych, pogańskich praktyk, to ponieśli w tym sromotną porażkę.

Ostatecznie Kościół postanowił "ucywilizować" uroczystość na cześć płodności. Dzień zakochanych zaczęto więc wiązać ze Świętem Oczyszczenia Matki Boskiej (obecnie Święto Ofiarowania Pańskiego). Jeszcze później walentynki zdobyły swojego dzisiejszego patrona, który w przeddzień wykonanej 14 lutego egzekucji miał wysłać do swojej ukochanej list podpisany znanym zwrotem: "Od Twojego Walentego".

Spodobał ci się artykuł? Zobacz również: Słynne włoskie kurtyzany

Maria Procner - Redaktor i publicystka, autorka tekstów popularnonaukowych. Absolwentka dziennikarstwa i psychologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Była redaktor prowadząca magazynów "Świat Wiedzy Historia", "Świat Wiedzy Ludzie" oraz "Świat Wiedzy Sekrety Medycyny".

Ciekawostki Historyczne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje