Reklama

Drobny druk, potężne konsekwencje. Największe fałszerstwa w historii świata

Dokument nadający rzekomo władzę świecką Państwu Papieskiemu uznawany jest za najskuteczniejsze fałszerstwo w historii ludzkości /Grzegorz Galazka/Archivio Grzegorz Galazka/Mondadori Portfolio /Getty Images

Mały chłopiec, którego nie było

Czasami wystarczy coś przemilczeć, żeby zafałszować historię... Lato 1945 roku. Nazistowskie Niemcy już skapitulowały, a druga wojna światowa powoli kończyła się również na Oceanie Spokojnym. Japońskie siły powietrzne praktycznie nie istniały, a pół floty zostało zatopione. 6 sierpnia 1945 roku prezydent USA Harry S. Truman otrzymał telegram: "Operacja została przeprowadzona dziś rano. Wyniki przerosły nasze oczekiwania". 9 sierpnia do Trumana dotarła druga dziwnie brzmiąca wiadomość: "Doktor właśnie wrócił zachwycony i pełen wiary, że mały chłopiec jest tak silny, jak jego starszy brat". 

Reklama

To, co wprawiło Trumana w dobry nastrój, było jednym z najokrutniejszych ataków wojskowych drugiej wojny światowej. W wyniku zrzucenia bomb atomowych japońskie miasta Hiroszima i Nagasaki zostały zrównane z ziemią. Zginęło ponad 100 tysięcy osób. Stany Zjednoczone osiągnęły sukces. Zapisały się na kartach historii wojskowości. Ale niepokoiły się tym, jak zareaguje świat. Najpierw do wiadomości publicznej został podany sam fakt zrzucenia bomb, jednak media całymi dniami milczały o niewyobrażalnej skali zniszczeń i liczbie ofiar cywilnych. 

Potrzebny był powód, i to dobry, który usprawiedliwi ten czyn. Japonia skapitulowała kilka dni później, dając argumenty Trumanowi, który fetował zrzucenie bomby jako humanitarne zwycięstwo: - Bomby atomowe uratowały niezliczone ilości istnień ludzkich, w szczególności Amerykanów - stwierdził. Możliwe, że w chwili kapitulacji Japończyków Truman jeszcze wierzył w swoją wersję. Ale najpóźniej parę miesięcy po swoim wystąpieniu musiał się dowiedzieć, że to, co powiedział, mijało się z prawdą. 

Jesienią 1945 roku Stany Zjednoczone wysłały do Japonii komisję śledczą pod przewodnictwem ekonomisty J.K. Galbraitha. Odkryła ona, że Japończycy byli gotowi do kapitulacji jeszcze przed zrzuceniem bomb. Przywódca USA działał jednak tak, jakby nie zdawał sobie z tego sprawy. Dlaczego? Istnieje wiele możliwych przyczyn. Dowody wciąż znajdują się w tajnych amerykańskich archiwach. 

Faktem jest, że zrzucenie bomb było planowane od dawna. Sam Truman wypowiedział w innej odezwie znaczące słowa: - Po tym, jak wynaleźliśmy bombę, chcieliśmy jej użyć. Był to eksperyment testujący skuteczność tej niszczycielskiej broni, a zarazem wiadomość skierowana do nowego supermocarstwa, rządzonego przez Stalina Związku Radzieckiego: "Zobaczcie, mamy bombę i nie zawahamy się jej użyć". 

Raport Galbraitha jest teraz dostępny opinii publicznej, a mimo to nie tylko amerykańskie podręczniki wciąż rozpowszechniają fałszywe uzasadnienie zrzucenia bomb z powodów humanitarnych. Truman nie zrewidował swojej wypowiedzi, a Stany Zjednoczone oficjalnie nie przeprosiły za bombardowania. Nie zostały też oskarżone o zbrodnię przeciwko ludzkości. Przypadek bomb atomowych, które spadły na Hiroszimę i Nagasaki, po raz kolejny potwierdza, że historię piszą zwycięzcy, a nie pokonani...

Świat Wiedzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje