Reklama

Demony - bogowie, którzy zstąpili do piekieł

"Złe duchy przybierały najczęściej niezwykłą postać i domagały się przejawów czci oraz ofiar" /123RF/PICSEL

Duchy stanowiące pomost między bogami a światem śmiertelników od tysięcy lat są obecne w wierzeniach wielu, nawet bardzo odległych od siebie ludów. Nie wszystkie demony były złe. Jednak te, które pojawiają się w Starym i Nowym Testamencie, mają tylko jeden cel: walkę z porządkiem ustanowionym przez Najwyższego!

Reklama

Starogreckie słowo "daimon" oznacza nadprzyrodzoną siłę, ale także "dawcę", "rozdzielającego". I taka też była funkcja stworzeń, które w pierwotnych formach religii tłumnie wypełniały przestrzeń lęków i zagrożeń rozciągającą się wokół praktycznie bezbronnego wobec sił natury człowieka.

Dobre oraz, niestety, częściej występujące złe duchy przybierały najczęściej niezwykłą pół ludzką, pół zwierzęcą postać i domagały się przejawów czci oraz ofiar. W zamian oferowały swe usługi jako pomocnicy w trudach codziennego życia lub przynajmniej dawały się na tyle obłaskawić, że nie szkodziły śmiertelnikom. Łącznikami między światem ludzi i demonów byli różnego rodzaju szamani i czarownicy, którzy znali ich zwyczaje i słabości.

Stare jak świat

Ślady wiary w demony odnajdujemy na całym świecie. W Babilonii były to dobre lamassu i złe utukku. Te pierwsze przypominały zwierzęco-ludzkie hybrydy i pełniły różne pożyteczne funkcje. Drugie, jak tylko mogły, utrudniały Babilończykom życie: wprowadzały chaos i zamieszanie, straszyły ludzi i zwierzęta. Mogły też wywołać obłęd, a nawet śmierć człowieka.

W mitach starożytnej Grecji demony przybrały postać takich potworów, jak Meduza, Erynie, Scylla i Charybda czy strzegący wrót piekieł trzygłowy pies Cerber. W dalekiej Japonii kultura ludowa stworzyła całą rzeszę demonicznych stworzeń. Yokai były straszącymi ludzi potworami, obake zaskakiwały zmianą swego wyglądu, a onryo jako duchy wracały na ziemię, aby po śmierci szukać zemsty na żyjących.

Także dawni Słowianie nie pozostawali pod tym względem w tyle. W ich świecie znalazło się miejsce dla dobrotliwych skrzatów i ubożąt, ale też dla groźnych strzyg, rusałek, mamun czy płanetników (więcej o tym w artykule "Diabły polskie").

Koalicja zdetronizowanych

Reklama

Z biegiem czasu i tworzenia się politeistycznych systemów wierzeń niektóre z owych duchów (i tych opiekuńczych, i tych pokazujących bardziej złowieszcze oblicze) awansowały do funkcji bogów i bożków. Religie starożytnego Egiptu, Persji, Babilonii czy Grecji zaroiły się wręcz od coraz bardziej przypominających ludzi - wraz z ich wadami, przyzwyczajeniami i cechami charakteru - władców tego i tamtego świata.

Między nimi a ziemskim padołem przetrwały jednak całe zastępy skrzydlatych gryfów, sfinksów, nocnych strzyg czy innych potworów, które pozostały w swej starej, "demonicznej" skórze. Hierarchia wydawała się jasna i uporządkowana. Do czasu, gdy na arenę wydarzeń wkroczył jeden jedyny Bóg: Jahwe. Monoteizm nie tolerował istnienia żadnych innych boskich pretendentów do funkcji Najwyższego. Dlatego też wszelkie inne obiekty kultu niejako automatycznie zostały zdegradowane do kategorii "sił nieczystych", "złych duchów" czy też właśnie... demonów.

W ten oto sposób Stary Testament do tego niezbyt szacownego grona zaliczył Baala - dawnego semickiego boga burzy i deszczu - którego kult rozpowszechnił się z Kanaanu po Syrię, Egipt i wreszcie Rzym. W Księdze Psalmów czytamy o narodzie wybranym: "Lecz się zmieszali z poganami i nauczyli się ich uczynków; poczęli czcić ich bałwany, które się stały dla nich pułapką. I składali w ofierze swych synów i swoje córki złym duchom. I krew niewinną przelali: krew synów swoich i córek, które złożyli w ofierze posągom kananejskim".


Nie ulega wątpliwości, że chodziło tutaj o domagającego się krwawych ofiar z dzieci Molocha oraz Baala (od jego imienia powstało w języku polskim słowo "bałwan" oznaczające kiedyś posąg pogańskiego bóstwa, a z czasem także niewinną śniegową figurę). Obaj ci potężni niegdyś bogowie zostali zdegradowani przez idących za Mojżeszem Żydów do roli "złych duchów". W ten oto sposób przeciw siłom dobra skupionym wokół Jahwe - a pojawiły się tu przecież też całe hufce nadprzyrodzonych bytów, które w myśl dualistycznej koncepcji uniwersum można uznać za "dobre demony", czyli aniołów - stanęły "złe demony", czyli dawni władcy tego świata wspomagani przez pochodzące z ludowych legend potwory.

Księga Kapłańska wspomina o pustynnym duchu Azazelu, Izajasz przywołuje pamięć o Lilith - nocnej zmorze, która była ponoć pierwszą żoną Adama, a Tobiasz pisze o Asmodeuszu, który opętał jego żonę Sarę. Prastare demony wzmocniły siły ciemności, które  odłączyły się od Boga w konsekwencji spisku, którego skutki odczuwamy do dziś.

W drużynie upadłych aniołów

Nie wiemy dokładnie, jak doszło do buntu i upadku grupy aniołów, na czele której stanął Lucyfer (nazwany później przez żydów Belzebubem, Szatanem, a w Apokalipsie św. Jana - Antychrystem). Znamy natomiast - i to aż nadto dobrze - skutki tej rebelii: oto najwspanialszy z aniołów Jahwe obrócił się przeciw niemu i wraz z gromadą skrzydlatych zwolenników odmówił wykonywania jego rozkazów. Buntownicy opuścili niebo i połączyli swe siły z armią złych duchów stanowiących pozostałość po upadających religiach. I tak "ciemna strona mocy", na którą składały się teraz upadłe anioły, demony oraz straszydła z podań i legend, przybrała postać diabła, łączącego w sobie cechy wszystkich tych stworzeń.

"Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa" - pisze o diable św. Jan. W czasach Jezusa doszło już zresztą do znacznego utożsamienia pojęć: demon, zły duch czy szatan - słowa te zaczęły nazywać po prostu przedstawicieli sił zła walczących z Bogiem, a ludzi wodzących na pokuszenie. Ale wroga należało poznać też z bliska i z imienia!


Demonie, wzywam cię!

Asmodeusz, Ariel, Belfegor czy Belial to tylko kilku szerzej znanych upadłych aniołów. Obok nich, w czasach nowotestamentowych oraz w średniowieczu, coraz częściej zaczęły pojawiać się też imiona demonów. Bo choć czasami były one anonimową gromadą (jak słynny Legion, którego Jezus przegnał z ciała opętanego i wpędził w stado świń), to górę wzięła jakże ludzka potrzeba precyzyjnego określenia, z jakim przeciwnikiem ma się do czynienia.

Tak oto powstała - a raczej powróciła do życia - kasta nowego typu szamanów, zwanych goetami. Ich miano wywodziło się od greckiego słowa "goeteia", oznaczającego "jęk", "wycie", co jednoznacznie kojarzyło się z nieczystymi mocami. Owi magowie znali tajemne sposoby przywoływania złych duchów oraz narzucania im swej woli. W razie potrzeby potrafili też demona przegnać, pełniąc tym samym rolę, którą przejęli potem chrześcijańscy egzorcyści. Według relacji żydowskiego historyka Józefa Flawiusza goeci czerpali swoją wiedzę z tajemnych pism pozostawionych przez samego króla Salomona, a sporą część ich umiejętności przejęli znawcy kabały.

Za podstawowe dzieło w tej materii uchodziła Sztuka Goecji - I księga Lemegetonu (często zwana też Mniejszym Kluczem Salomona). Ta opasła księga, której najstarsze zachowane egzemplarze datowane są na koniec XVI wieku, nawiązuje niewątpliwie do starych legend i apokryfów. W drobiazgowy sposób klasyfikuje ona demony piekieł, opisując nie tylko ich wygląd i atrybuty, ale także rangę w królestwie podziemi oraz władzę nad złymi duchami.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje