Reklama

Damnatio memoriae - kara gorsza niż śmierć

Kara śmierci, tortury czy zsyłka do gułagu na pierwszy rzut oka wydają się być o wiele bardziej bolesne niż damnatio memoriae. To jednak pozory. Nie ma gorszej kary niż... wymazanie śladów czyjegoś istnienia z historii świata.

Co zrobić z groźnym przestępcą lub wrogiem państwa, dla którego nawet śmierć jest zbyt łagodną karą? Sprawić, aby wszyscy o nim zapomnieli. Na ten pomysł wpadły już władze starożytnego Egiptu, które w ten sposób rozprawiły się m.in. z Amenhotepem IV (XIV w. p.n.e) chcącym wprowadzić pod piramidami reformę religijną. Faraon ten marzył o państwie szczególnie wielbiącym jednego boga - Atona. Dlatego też rozkazał on zamknięcie świątyń innych bóstw oraz skuwanie ich imion z poświęconych im obeliskom.

To iście reformatorskie podejście nie podobało się innym przedstawicielom władzy. Kiedy po śmierci Amenhotepa IV władzę przejął Horemheb miał on za cel usunięcie wszelkich śladów życia i działalności swojego poprzednika.

Reklama

Z tego zadania wywiązał się on tak dobrze, że dopiero w XIX wieku archeolodzy natknęli się na wzmianki o kontrowersyjnym władcy państwa nad Nilem.

Kilkaset lat później podobne "zabiegi" zaczęto stosować w starożytnym Rzymie. Damnatio memoraie groziło za "zbrodnie przeciwko godności ludu rzymskiego". Skazywani na zapomnienie byli głównie... cesarze, którzy w opinii swoich następców i aktualnie pełniąc urząd senatorów nie przysłużyli się chwale swojego ludu.

Oficjalnie damnatio memoriae zastosowano trzy razy próbując pozbyć się z kart historii Domicjana, Gety, Maksymiana i Maksencjusza, ale władze Rzymy próbowały też zatrzeć ślady po działalności między innymi Nerona, Kaliguli i Pupiena. Dlaczego mamy tak sporo informacji o osobach skazanych na zapomnienie? Wbrew pozorom usunięcie śladów czyjegoś życia, zwłaszcza jeśli "delikwent" piastował funkcję publiczną, było i nadal jest niezwykle trudne. W teorii wprowadzenie damnatio memoriae miało skutkować zniszczeniem wszelkich dokumentów i zapisków zawierających wzmiankę o skazanym.

Do tego dochodziło zniszczenie lub wprowadzenie zmian w dziełach sztuki, na których przestępca został uwieczniony oraz... próba cofnięcia wszystkich wprowadzonych przez niego zmian w systemie prawnym. Jak nietrudno się domyślić tego ostatniego nawet nie próbowano.

Najczęściej ograniczano się po prostu do niszczenia dokumentów, chociaż nawet z tym starożytni Rzymianie nie poradzili sobie szczególnie sprawnie. Sporo z nich przertwało do dzisiaj. Warto też wspomnieć, iż na terenie dawnego rozległego cesarstwa rzymskiego bardzo długo w obiegu pozostawały monety z cesarzami, o których nowe władze wolałyby zapomnieć. To właśnie dzięki pieniądzom przetrwała pamięć o Gecie.

Damnatio memoriae i pokrewne mu działania nie były jednak wyłącznie domeną starożytnych. Józef Stalin lubował się w usuwaniu niewygodnych osób nie tylko poprzez polityczne morderstwa, ale również wymazywanie ich z historii. Najgłośniejszym przykładem takich praktyk jest przypadek Nikołaja Iwanowicza Jeżowa, ludowy komisarza bezpieczeństwa państwowego. Kiedy popadł on w niełaskę Stalina po latach wielkiego terroru NKWD ten postanowił skazać go nie tylko na rozstrzelanie, ale i zapomnienie. Zdjęcia, na których znajdował się on w obecności przywódcy ZSRR zostały odpowiednio wyretuszowane...

W 2011 roku w Egipcie znów postanowiono zapomnieć o jednym z jego władców. Po rewolucji postanowiono usunąć imię prezydenta Hosniego Mubaraka ze wszystkich pomników, i zmienić nazwy ulic oraz miejsc, które zawierały jego nazwisko. Damnatio memoriae nie jest jednak ograniczone do świata polityki. Telewizja BBC postanowiła całkowicie odciąć się od zmarłego Jimmy'ego Savile'a, wieloletniego prezentera brytyjskiego nadawcy, który przez kilkadziesiąt lat wykorzystywał seksualnie młodocianych. Na żadnym z kanałów nie zobaczymy powtórek legendarnego programu Top of the Pops, którego prowadzącym był Savile. Rozmaite organizacje charytatywne jego imienia (mężczyzna ten był za życia hojnym filantropem) także zmieniły swojego patrona.

Co najlepsze, za jeden z najskuteczniejszych przypadków wprowadzenia damnatio memoriae można uznać historię Bolesława Zapomnianego, rzekomego króla Polski w latach 1034-1038. Według Kroniki Wielkopolskiej z XIV w. przejął on tron jako pierworodny syn Mieszka II. Okazał się on jednak okrutnym władcą i dlatego jego następcy postanowili zatrzeć ślady po jego panowaniu.

Historycy nie są do końca przekonani, czy ktoś taki jak Bolesław Zapomniany faktycznie istniał, a jeśli tak, to czy mógł rządzić on Polską. Gall Anonim nie wspominał o nim w swojej kronice, inne źródła historyczne również milczą na jego temat. Czy naprawdę udało się wymazać go z historii?

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: damnatio memoriae | historia | Józef Stalin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje