Reklama

Bomba atomowa Hitlera

Czy naziści mogli zbudować bombę atomową? Na to pytanie próbowało odpowiedzieć wielu naukowców i historyków. Czy udało im się odkryć największą tajemnicę III Rzeszy?

Brytyjczycy jeszcze przed wybuchem wojny starali się rozpracować niemiecki projekt budowy bomby atomowej. Działania zintensyfikowali w 1939 roku, kiedy wywiad starał się dowiedzieć o szczegółach produkcji ciężkiej wody w niemieckich zakładach. III Rzesza miała wówczas wielkie problemy z jej rozpoczęciem, zwłaszcza z powodu wysokich kosztów produkcji.

Reklama

Wówczas dwóch niemieckich fizyków jądrowych: Werner Heisenberg i Carl Friedrich von Weizsacker zwróciło uwagę na duże zapasy tego związku chemicznego, które znajdowały się w laboratorium prof. Frédérica Joliot-Curie w Paryżu. Jeszcze w połowie 1939 roku Niemcy próbowali ukraść ponad 180 kilogramów deuteru. Po inwazji na Francję naukowcy natychmiast wywieźli zapasy do Londynu, gdzie były bezpieczne do końca wojny.

Ten niezbędny do produkcji broni atomowej środek naziści zdobyli po zajęciu Norwegii w kwietniu 1940 r. W tym czasie Norwegia produkowała ciężką wodę na skalę przemysłową. Odbywało się to w zakładach chemicznych Norsk Hydro, położonych przy hydroelektrowni Vemork, które Niemcy zaczęli intensywnie rozbudowywać.

Brytyjczycy bardzo szybko zorientowali się co dzieje się w Norsk Hydro i w sztabie Operacji Połączonych stworzyli specjalną komórkę zajmującą się jedynie sprawą niemieckiej bomby atomowej.

Bitwa o ciężką wodę

W ramach operacji specjalnych wykonano trzy duże akcje mające na celu zniszczenie linii produkcyjnej i zapasów ciężkiej wody znajdujących się w Telemarku. Pierwsza z nich miała na celu rozpoznanie przed właściwym atakiem i została przeprowadzona w połowie października 1942 roku, wówczas wyszło na jaw, że hitlerowcy wyprodukowali już prawie 1,5 tony surowca.

19 listopada w ramach operacji Freshman, na ciągniętych przez bombowce Halifax dwóch szybowcach Airspeed Horsa wyruszyła ze Szkocji grupa 30 brytyjskich saperów. Miała ona wysadzić urządzenia fabryki, jednak operacja zakończyła się całkowitą klęską.

Jeden z bombowców i oba szybowce desantowe rozbiły się w górach. Przeżyło 23 żołnierzy, którzy dostali się do niewoli i zostali rozstrzelani na podstawie tajnego rozkazu Hitlera, skierowanego przeciwko komandosom (Kommandobefehl).

Kolejną akcję podjęto dopiero w styczniu 1943 roku, jednak z powodu złych warunków pogodowych nie udało się znaleźć strefy zrzutu. Dokonano tego miesiąc później. Komandosi zniszczyli urządzenia produkcyjne oraz ponad 1,5 tony deuteru.

Po amerykańskich bombardowaniach Niemcy, w styczniu 1944 roku, zdecydowali się rozmontować linię produkcyjną i wraz z zapasami deuteru przewieźć ją do III Rzeszy. Przygotowania były ściśle tajne, lecz norwescy partyzanci szybko dowiedzieli się o akcji. 20 stycznia zatopili prom SF "Hydro", który przewoził 16 ton ciężkiej wody. Na tym oficjalnie kończy się historia niemieckiego projektu broni atomowej.

Tajne badania?

Niemiecki historyk Rainer Karlsch uważa, że w 1945 roku dzięki wysiłkom niewielkiej grupy naukowców udało się zbliżyć nazistom do stworzenia bomby atomowej. Oficerowie sił zbrojnych i najwybitniejsi fizycy jądrowi rzekomo mieli spędzić ostatnie miesiące wojny na przeprowadzaniu testów tzw. urządzenia jądrowego. Pierwszy miał mieć miejsce na Rugii w 1944 roku, a dwa kolejne w Turyngii w marcu 1945 roku.

Tymczasem wcześniej wspomniani Werner Heisenberg i Carl Friedrich von Weizsacker po wojnie zeznawali, że program badań nad bronią jądrową w Niemczech daleki był jeszcze od prawdziwych testów bomby.

Skąd więc pomysł, że III Rzesza przed swym upadkiem przeprowadziła próby jądrowe? Rainer Karlsch stara się przedstawić dowody, które wyjaśniają tajemnicę, a które znalazł w archiwum profesora fizyki Ericha Schumanna. Schumann w stopniu generała prowadził w 1944 roku badania nad konwencjonalnymi materiałami wybuchowymi. W swoich notatkach zapisał, że udało mu się przy ich pomocy osiągnąć bardzo wysokie temperatury i moc porównywalną do wybuchu bomby atomowej. Czy były to jedynie fanaberie naukowca? Na to Karlsch nie daje jednoznacznej odpowiedzi. 

Ostatni świadkowie

W 1960 roku pojawiły się plotki, że w marcu 1945 roku w Turyngii przeprowadzano testy broni atomowej. Agenci Stasi bardzo szybko dotarli do Gerharda Rundnagelya, który pracował w grupie profesora Kurta Diebnera, podlegającej pod SS. Według Rundnagelya, jeden z członków grupy miał mu powiedzieć: "Jesteśmy w posiadaniu dwóch bomb atomowych.", jednak informacje te nie zostały potwierdzone żadnymi dokumentami i wywiad NRD zostawił ten trop.

Natomiast mieszkańcy miasta Ohrdruf i osadzeni w przymusowym obozie pracy jeńcy radzieccy wspominają, że 4 marca 1945 roku nastąpił wielki wybuch, po którym rozpętała się burza z piorunami, a na ziemię spadł szarawy pył.

Jednym ze świadków był Claire Wehner, która wspomina, że wielu mieszkańców cierpiało później na krwotoki z nosa i uszu, a także mdłości i bóle głowy. Następnego dnia po wybuchu pojawili się pracownicy koncernu Kruppa, którzy twierdzili, że widzieli więźniów obozu w Buchenwaldzie mających bardzo poważne poparzenia.

Brudna bomba

Czy to naprawdę były testy bomby atomowej? Raczej nie. Aby je przeprowadzić Niemcy potrzebowaliby kilku kilogramów wzbogaconego uranu, którego nie posiadali. Fizyk jądrowy Uwe Keyser uważa, że to co można było wówczas zobaczyć, to był wybuch "prostego urządzenia atomowego", czyli "brudnej bomby". Według niego dowodzi tego stały poziom substancji radioaktywnych w miejscu prawdopodobnej eksplozji. Choć twierdzi, że równie dobrze ślady radioaktywności mogą być pozostałością po Rosjanach, którzy stacjonowali w Ohrdrufie do 1991 roku.

Fakt, że nazistowskie Niemcy tuż przed zakończeniem wojny pracowały nad stworzeniem broni atomowej jest bezsprzeczny. Jednak droga do uzyskania bomby atomowej była jeszcze bardzo długa, zwłaszcza w sytuacji, w jakiej III Rzesza znalazła się na przełomie 1944 i 1945 roku. Wiadomo, że minister ds. uzbrojenia Speer informował Hitlera o przebiegu prac. Czy jednak wydarzenia z marca 1945 roku są prawdziwe? Tego nie możemy być do końca pewni.


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje