Reklama

Bitwa pod Dytiatynem. Obrona do ostatniej kropli krwi

Polska artyleria podczas wojny z bolszewikami /domena publiczna

Szarże czerwonej kawalerii

Działa dwóch baterii polskiej artylerii zajęły pozycje na wzgórzu. Piechota ukryła się w okopach z czasów I wojny światowej. Ku nim szarżowały szwadrony kozackiej jazdy.

Reklama

Kazimierz Goch w "Zarysie historji wojennej 13-go pułku piechoty" pisał:

"Obsada polska rozpoczęła gwałtowny ogień i wspomagana przez artylerję szerzyła w szeregach nieprzyjaciela wielkie spustoszenia. Pierwsza szarża nieprzyjacielskiej konnicy załamała się; załamała się druga, trzecia, czwarta i piąta - ostatnia już w walce na bagnety. Nieprzyjaciół jednak przybywało coraz więcej. Wkrótce garstka trzynastaków została otoczona ze wszystkich stron.

Pozostało teraz do wyboru: pójść w niewolę, lub zginąć zaszczytnie. Żołnierze wybrali to ostatnie i postanowili bronić się do ostatniego tchu".

Widząc przewagę nieprzyjaciela i mając świadomość, że kończy się amunicja, Gabryś zarządził odwrót. Około godziny 16. do tyłu ruszyła kompania techniczna i szwadron zwiadowczy.

Bolszewicy zauważyli odwrót Polaków. Kozacy ponownie ruszyli do szarży.

Do ostatniego tchu

Na szczycie wzgórza pozostały jedynie działa i piechurzy 2 plutonu 9 kompanii pod dowództwem kpt. Adama Zająca. Polakom kończyła się amunicja. Górale z 1 pułku artylerii górskiej wystrzelili ostatnie pociski w poprzedniej szarży.

Jan Lewandowski w "Zarysie historji wojennej 1-go pułku artylerii górskiej" pisał:

"W odległości 300 kroków od baterji atakująca kawalerja, wsparta posiłkami, zaczęła okrążać coraz bliżej broniących się, aż nagle na dany sygnał ruszyła w szyku zwartym wprost na baterję.

Ludzie przemęczeni kilkugodzinną walką, pozbawieni amunicji, bronili się zaciekle, wręcz z całym wysiłkiem. Dowódca baterji, kapitan Zając i porucznik Franciszek Wątroba, walczyli strzelając z pistoletów, obsługa broniła się kolbami, zginęli jednak wszyscy pod ciosami szabel nieprzyjacielskiej kawalerji".

Na wzgórzu poległo ponad 60 artylerzystów. Wszyscy, którzy go bronili. III batalion stracił 97 zabitych i 86 rannych.

Gabryś na próżno czekał na powrót swoich ludzi. Kilka dni później płk. Burhardt-Bukacki wydał rozkaz, w którym pisał:

"Dnia 16 września 1920 roku w czasie marszu 8-ej Dywizji Piechoty na Podhajce, została 4-a baterja 1-go pułku artylerji górskiej napadnięta znienacka przez nieprzyjaciela pod Dytiatynem. W bitwie tam stoczonej zginęła prawie cała baterja otoczona przez bolszewicką piechotę i kozaków. W myśl rozkazu swego dowódcy, kapitana Zająca, ‘bronić się do ostatniej kropli krwi’ - wytrwali wszyscy tak żołnierze jak i oficerowie mężnie na swoicj stanowiskach, poświęcając raczej swe życie niż działa i honor Żołnierza Polskiego.

Bohaterom Tym Cześć!

Męstwo ich u nieustraszona odwaga niech zapalą w nas ten wielki ogień Miłości Ojczyzny, który oby prowadził wszystkich śladami takich bohaterów. Na dowód też uznania tego męstwa i poświęcenia przedstawiono baterję 4-ą 1-go pułku artylerji górskiej, jako ‘baterję śmierci’ do Krzyża ‘Virtuti Militari’".

Poświęcenie artylerzystów nie poszło na marne. Burhardt-Bukacki zdołał przegrupować swoje siły i ruszyć przez Tarnopol i Zbaraż dalej na wschód, osłaniając skrzydło operacji niemeńskiej.

Dziś na Grobie Nieznanego Żołnierza wśród 22 tablic wspominających najważniejsze starcia polskiego oręża widnieje również ta, przywołująca odwagę obrońców wzgórza pod Dytiatynem.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | historia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje