Reklama

Birobidżan – żydowski „raj” w Związku Radzieckim

W międzywojennym ZSRR żyło niespełna 3 miliony Żydów. Stalin postanowił uszczęśliwić ich tworząc Żydowski Obwód Autonomiczny – z założenia komunistyczny raj dla Żydów.

Pomysły, aby osiedlić rosyjskich Żydów w jednym regionie pojawiły się już w 1928 roku. Potrzebę stworzenia takiego obwodu wspierał żydowski prawnik Abraham Bragin, który dość radykalnie naciskał w tej sprawie członków Komitetu Centralnego. W końcu udało się i 7 maja 1934 roku oficjalnie utworzono Żydowski Obwód Autonomiczny tuż przy granicy z Chinami nad Amurem, u zbiegu rzek Bira i Bidżan, którego stolicą był Birobidżan.

Reklama

Był to jeden z ostatnich wyborów, bynajmniej nie najlepszy. Wcześniej zastanawiano się czy nie osiedlić ich na Krymie, później na wybrzeżach Morza Azowskiego, lub bezkresnych stepach Kaukazu. Padło jednak na bagniste, zalesione, malaryczne i zacofane tereny przy niespokojnej granicy z Chinami, gdzie co jakiś czas dochodziło do wymiany ognia pomiędzy patrolami wojskowymi.

Choć obwód powstał dopiero w 1934 roku, to już wcześniej pojawiali się w tym regionie Żydzi. Pierwsi stali osadnicy przyjechali do Birobidżanu, zwanej wówczas jeszcze Tichońskaja, w kwietniu 1928 roku. Na miejscu czekało ich kilka baraków, stacja kolejowa przyozdobiona proletariackimi hasłami i portretami Stalina oraz, jak okiem sięgnąć, bagnista tajga.

Ziemia obiecana?

Ci pierwsi osadnicy dostali narzędzia, pałatkę i kartkę zaświadczającą o przyznaniu gruntu. Potem wskazano im kierunek i musieli radzić sobie sami. Karczowali las, budowali drewniane domy, urządzali rabatki. Wszystko to wśród nieustępliwych rojów komarów i chłodnych deszczy. Kiedy w końcu postawili dom, to zimą przyszło im się zmagać ze śniegami i czterdziestostopniowymi mrozami.

Nie może dziwić, że z niespełna 20 tysięcy Żydów, aż 11,5 tysiąca wróciło do swoich sztetli na zachodnim krańcu ZSRR w ciągu następnych dwóch lat. Część z nich wróciła z powodu ciężkich warunków klimatycznych, niektórzy z powodu braku fabryk, w których można by wykorzystać ich wiedzę, a inni z powodu ciągłych niepokoi nad granicą, których ukoronowaniem była wojna o Kolej Wschodniochińską. Ostatecznie na początku lat 30. w okolicach Birobidżanu żyło zaledwie 8 tysięcy Żydów, zaledwie 16 procent wszystkich mieszkańców obwodu.

Dlatego też tuż przed utworzeniem ŻOA rozpoczęto zakrojoną na szeroką skalę akcję informacyjną, która głosiła, że Żydzi otrzymają od Stalina wręcz biblijną ziemię obiecaną. Wielu z nich uwierzyło, wielu nadal w to wierzy i w niektórych publikacjach można przeczytać, że "po cóż Żydzi pchali się do Palestyny, jak mieli swój raj w Birobidżanie".

Niestety napływ Żydów, mimo akcji propagandowej, był bardzo nikły. W końcu zdecydowano się przesiedlać Żydów przymusowo, co też nie do końca się udało. W Żydowskim Obwodzie Autonomicznym Żydzi nigdy nie stanowili nawet 30 procent mieszkańców. W 1939 roku żyło tam 18 tysięcy Żydów. Choć sam projekt wzbudził zachwyt na świecie.

Zachwyceni na pewno nie byli Żydzi, którzy wybrali się do Birobidżanu, a światowa opinia publiczna, której bardzo spodobała się polityka narodowościowa Stalina. Dotyczyła ona zresztą i innych nacji. Jeśli chodzi o Żydów, to brytyjski polityk, baron Dudley Leight Aman zaproponował nawet, by wysłać tam Żydów z Rzeszy, aby uchronić ich przed hitlerowskim terrorem.

Życie codzienne

Właściwie nie różniło się od życia w innych częściach ówczesnego ZSRR. Żyło się skromnie. Wszystkie domy w mieście wyglądały właściwie tak samo, ich wyposażenie nie odbiegało od socjalistycznej normy. Urzędnicy mieli przydziałowe mieszkania, w pełni umeblowane, jednak na każdym z nich widniała tabliczka z numerem porządkowym, która przypominała, że wszystko należy do państwa i partii.

Poza tym ŻOA nadano wszelkie znamiona izraelskości: urzędowym językiem był jidysz, w takim też języku ukazywała się miejscowa gazeta "Birobidżaner Sztern", stawiano pomniki żydowskim poetom, pisarzom, muzykom. Oczywiście nie mogło być mowy o żadnych obrzędach religijnych. Przynajmniej oficjalnie.

Michał Książek w swoim artykule o Birobidżanie pisze: "O utajonym życiu religijnym jest opowiadanie "Jom Kippur" Wiktora Finka. Fink w 1928 r. pojechał do sąsiedniego Waldgiejmu zrobić kilka zdjęć wyrębu lasu. Wszedł do jednego z domów i zobaczył dziewięciu mężczyzn, jakby czekających na niego. Usłyszał radosne: Chwała Bogu! Teraz będzie minjan! Pobożni chasydzi zarzucili tałesy i rozpoczęli modlitwę. Wraz z przybyciem pierwszych osiedleńców minjany zebrały się też w Birofeld, Leninskoje i wielu innych kołchozach. W Birakanie i Waldgiejmie wypiekano macę, do uboju krowy zapraszano specjalnego rzezaka-szojcheta, a na drzwiach nowych domów wieszano mezuzy (kapsuła z tekstem Tory)."

Jak widać udało się Żydom przemycić nieco religii do tego zapomnianego przez Boga zakątka Ziemi. Choć władze starały się robić wszystko, co w ich mocy, aby utrudnić im świętowanie. Na te dni ustalano choćby spotkania propagandowe, czy czyny społeczne. Dopiero w 1947 roku udało się im postawić synagogę, którą szybko jednak władze zamknęły, a ostatecznie kres modłom postawił pożar, który całkowicie strawił świątynię.

Czystki i wojna

Jednak największe nieszczęście spotkało mieszkańców ŻOA po roku 1937. Podobnie, jak w całym ZSRR, tak i w Birobidżanie rozpoczęły się wielkie czystki. Nagle mieszkańcy obwodu stali się japońskimi szpiegami (już nie chińskimi, bo Chinom Stalin sprzedawał broń), wrogami ludu i partii, bądź burżujami (bo Żyd musi być bogaty). Pod tymi zarzutami aresztowano i często bez orzeczenia sądu rozstrzelano 7,5 tysiąca mieszkańców obwodu. Pozostałych uratował wybuch wojny.

Kiedy wybuchła wojna Birobidżan zalała fala uchodźców. Przede wszystkim Żydów i Ukraińców. Po wybuchu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej rejony nadgraniczne postawiono w stan gotowości. Na początku konfliktu Żydzi trafiali na każdy front, na którym walczyła Armia Czerwona. Z czasem pozostawiano ich na Dalekim Wschodzie, głównie z powodu znajomości terenu i kaprysów miejscowych rzek, które często stanowiły jedyne szlaki komunikacyjne w regionie. Stąd też wielu z nich wzięło udział w wojnie przeciw Japonii w składzie Amurskiej Flotylli Wojennej, zwłaszcza podczas Operacji Kwantuńskiej.

Antysemityzm

Po wojnie w ŻOA mieszkało już 30 tysięcy Żydów. Sytuacja gospodarcza znacznie się poprawiła dzięki fabrykom zbudowanym w czasie wojny. Jednak dobre czasy, jak to bywało w ZSRR, dość szybko się skończyły. Powoli zaczął rozpleniać się antysemityzm. Żydom coraz trudniej żyło się w raju stworzonym przez Stalina. Zwłaszcza po jego śmierci. Wówczas zlikwidowano samodzielność obwodu i aresztowano tę część inteligencji, której nie udało się zabić podczas wielkiej czystki. Pomimo tego, że dość szybko ich uwolniono, to nie zdecydowali się oni na pozostanie w dalekowschodniej tajdze. Większość z nich wyjechała do nowo powstałego Izraela.

Dziś obwód nadal nosi nazwę Żydowskiego Obwodu Autonomicznego. Znów posiada autonomię, choć Żydów już prawie w nim nie ma. Stanowią zaledwie 2 procent mieszkańców. Mimo to w całym Birobidżanie można spotkać ślady ich obecności. Na czele z piękną synagogą ozdobioną gwiazdami Dawida.

Źródła:

Artur Patek; "Birobidżan. Sowiecka ziemia obiecana? Żydowski Obwód Autonomiczny w ZSRR"; 1997

Karol Brzeski; "Biro-Bidżan, państwo żydowskie na dalekim wschodzie. Baśń czy rzeczywistość?; 1934

Jacek Hugo-Bader; "Dusza niewolnika", "Magazyn Gazety Wyborczej", nr. 46 (194), 1996

Michał Książek; "Daleki Birobidżan. Kto nie zdążył, zostaje"; polityka.pl 10.02.2010

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | historia | Flotylla Rzeczna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje