Reklama

Biały Jar: Największa tragedia lawinowa w Polsce

Lawinisko ukazuje skalę dramatu w Białym Jarze /Wikimedia Commons /domena publiczna

20 marca 1968 roku w Białym Jarze w Karkonoszach zeszła ogromna lawina. Chociaż na pomoc pogrzebanej pod zwałami śniegu grupie turystów z ZSRR, NRD i Polski ruszyły setki ratowników, ochotników i żołnierzy - o uratowaniu kogokolwiek z największej tragedii lawinowej w naszym kraju nie było mowy. W katastrofie zginęło aż 19 osób.

W błyskawicznym tempie zaszczepili miliony Polaków

Kiedy myślimy o zagrożeniach naturalnych, z którymi trzeba się liczyć w polskich górach, pierwsze przed oczami pojawią się nam Tatry: wysokie, przepaściste, z trudnymi szlakami zarezerwowanymi wyłącznie dla świadomych turystów i pokrywą śnieżną, grożącą zejściem lawiny zimą i wczesną wiosną.

Pierwsze ostrzeżenie

Tatrzańskie szczyty były niemymi świadkami wielu górskich tragedii, ale to nie na Podhalu, lecz w Karkonoszach rozegrał się największy lawinowy dramat w polskich górach. 

Reklama

Biały Jar, gdzie doszło do wypadku, nie jest miejscem przypadkowym. Pokrywa śnieżna utrzymuje się tam bardzo długo, a zimą zagrożenie lawinowe jest tak wysokie, że prowadzone tamtędy szlaki są zamknięte.

W środę 20 marca 1968 roku w Karpaczu panowała wiosenna pogoda. Było ciepło i słonecznie, nastrój grupy rosyjskich turystów zmierzających w góry mącił jedynie silny wiatr. Aura pokrzyżowała im też nieco plany - silniejsze podmuchy uziemiły kolejkę krzesełkową na Małą Kopę. To nie zniechęciło jednak piechurów. 

Turystów, a szczególnie ich przewodnika, nie powstrzymały również wydarzenia sprzed kilkudziesięciu godzin. Pierwsza lawina zeszła bowiem trzy dni wcześniej. Śnieg zasypał w Białym Jarze siedmiu narciarzy. Dopisało im szczęście. W komplecie wydostali się na powierzchnię i zawiadomili o zdarzeniu ratownika GOPR.

48 sekund dramatu

Do Karpacza grupa Rosjan przyjechała w środę rano z Warszawy. Wycieczkę zorganizowano w ramach stałej wymiany prowadzonej od lat pomiędzy polskim Juventurem a radzieckim biurem turystyki młodzieżowej Sputnik. W 1967 roku w ramach tej współpracy w Karkonoszach wypoczywało niemal 40 grup ze Związku Radzieckiego.

Tym razem do Polski przybyło 29 osób - głównie młodych nauczycieli i robotników. 

“Mimo ostrzeżeń" - czytamy w “Dzienniku Polskim" - “część uczestników tej grupy wybrała się wraz z polskim pilotem wycieczki na zagrożony lawinami szlak wiodący ze schroniska Strzecha Akademicka do górnej stacji wyciągu krzesełkowego. Do turystów radzieckich dołączyli po drodze turyści z NRD i kilku Polaków. Łącznie w grupie były 24 osoby, w tym 14 turystów radzieckich, 6 z NRD i 4 Polaków".

Szczęście miała garstka Rosjan, która wcześniej zdecydowała, że odpuści sobie trudy wyprawy, stawiając w jej miejsce na błogie lenistwo w promieniach wiosennego słońca. Dzięki temu uniknęli najgorszego.

Olbrzymie masy śniegu, szacowane później na 50 ton, runęły ze szczytu Białego Jaru ok. godziny 11. Lawinisko, według różnych szacunków, miało od 600 do 1000 metrów długości, od 20 do 80 metrów szerokości i czoło wysokie jak kilkupiętrowy budynek. W 48 sekund lawina pochłonęła wszystko, co napotkała na swej drodze, grzebiąc żywcem 19 osób.

Kuriozalne oskarżenia

Akcja poszukiwawcza ruszyła niezwłocznie. Pięciu turystów, których silny podmuch wiatru szczęśliwie wyrzucił poza tor lawiny, przetransportowano do szpitala. 

Na miejsce przybyli ratownicy GOPR, ich koledzy z Czech, a także wojsko, funkcjonariusze różnych służb i cywile-ochotnicy, spieszący z pomocą pogrzebanym uczestnikom wycieczki. Chociaż w akcję zaangażowano ponad tysiąc osób, o wykopaniu kogokolwiek żywego nie było mowy. Nie przy tak dużej skali kataklizmu.

Ciało ostatniej ofiary największej tragedii w polskich górach odkopano 5 kwietnia.

W związku z tym, że pod lawiną zginęli głównie obywatele ZSRR, prędko wokół wypadku narosły teorie spiskowe. Sowieci mówili, że Polacy mogli celowo wywołać lawinę, nie brakowało również plotek, że w Białym Jarze pogrzebani zostali agenci KGB i Stasi, poszukujący w Karkonoszach miejsc, gdzie naziści zdeponowali w czasie wojny złoto.

Żaden z sensacyjnych scenariuszy nie znalazł jednak potwierdzenia w materiale dowodowym. Analizy ekspertów wykazały, że lawina zeszła z przyczyn naturalnych.

Niebezpieczny Biały Jar

Po tragedii wybudowano pomnik, który miał przypominać o ofiarach. Przetrwał zaledwie kilka sezonów. W 1974 roku zmiotła go kolejna lawina.

O tym, że Biały Jar to miejsce, którego zimą i wczesną wiosną, przy wysokim zagrożeniu lawinowym, należy unikać, przekonaliśmy się po raz kolejny 22 marca 2008 roku. Długa na ponad 800 metrów lawina porwała 26-letniego snowboardzistę. Po niemal dobie jego ciało znaleziono trzy metry pod powierzchnią czoła lawiny.

Biały Jar przypomniał o sobie też przed paroma dniami. 14 marca 2021 roku informacja o lawinie poderwała na równe nogi ratowników GOPR i ich czeskich odpowiedników. 

"Rozpoczęto akcję lawinową, w której uczestniczyło blisko 80 ratowników z Grupy Karkonoskiej GOPR oraz Horská služba Krkonoše / Czech Mountain Rescue. W celu szybkiego przetransportowania ratowników i przewodników z psami lawinowymi wykorzystano dwa śmigłowce Leteckiej Zachrannej Służby, które pozostawały do dyspozycji podczas całej akcji."

"Po przeszukania całego lawiniska przy użyciu, detektorów lawinowych, lamp Recco, psów lawinowych oraz przez ratowników z użyciem sond lawinowych nie natrafiono na żadne zasypane osoby. Podczas akcji lawinowej w Białym Jarze, ratownicy otrzymali zgłoszenie o kolejnym zdarzeniu lawinowymi tym razem po czeskiej stronie w rejonie Wielkiego Szyszaka gdzie 6 osób zostało porwanych przez lawinę" - czytamy w oświadczeniu służb opublikowanym na Facebooku.

Na szczęście, mimo wcześniejszych informacji, że pod śniegiem mogą znajdować się ludzie, tym razem żywioł nikogo nie porwał, lecz raz jeszcze pokazał, że zagrożenia lawinowego nie wolno lekceważyć. Nie tylko w wysokich górach.

***

Nie czekaj do ostatniej chwili, pobierz za darmo program PIT 2020 lub rozlicz się online już teraz! 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Biały Jar | tragedia | lawina | kataklizm | 1968 | Dariusz Jaroń | zima | karpacz | Karkonosze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje