Reklama

Bereza Kartuska: Obóz koncentracyjny dla przeciwników politycznych sanacji

Słowa „polski obóz koncentracyjny” wywołują zrozumiałą reakcję. Zwłaszcza że są zwykle zestawiane z holokaustem, Niemcami i Żydami. Trzeba jednak mieć też świadomość tego, że Polacy również budowali obozy koncentracyjne.

Temat jest złożony, dlatego należy przede wszystkim zrozumieć różnicę między obozem koncentracyjnym, a obozem zagłady.

Reklama

Większość osób na dźwięk słów "obóz koncentracyjny" widzi piece krematoryjne Oświęcimia bądź Majdanka. Określenie to kojarzy się głównie z niemieckimi i sowieckimi obozami, zakładanymi tuż przed i w czasie II wojny światowej. Jednak pierwsze obozy koncentracyjne zostały zbudowane przez hiszpańskie władze na Kubie. Więziono  w nich chłopów - zarówno wspierających rebelię, jak i wiernych królowi. Obozy nazwano "campos de concentración".

W czasie drugiej wojny burskiej Brytyjczycy zmienili obozy dla internowanych na brutalne więzienia. Generał Horatio Herbert Kitchener zorganizował "concentration camps" dla kobiet i dzieci Burów walczących przeciwko Anglikom. W sieci obozów zmarło z głodu i chorób ok. 27 tysięcy więźniów. Wkrótce potem doświadczenia z kolonii trafiły do Europy.

Jako pierwsi na europejski grunt obozy koncentracyjne przenieśli Austriacy, którzy latem 1914 roku wybudowali w Talerhofie koło Grazu obóz koncentracyjny dla prawdziwych, jak i urojonych przeciwników monarchii. Na grunt czysto morderczy obozy koncentracyjne przenieśli ich niemieckojęzyczni bracia. Dym znad pieców krematoryjnych wciąż wywołuje u ludzi jednoznaczne skojarzenia z niemieckimi obozami zagłady.

Definicja

W encyklopedii możemy przeczytać: Obóz koncentracyjny - miejsce przetrzymywania, zwykle bez wyroku sądu, dużej liczby osób uznawanych z różnych powodów za niewygodne dla władz. Służyć on może różnym celom: od miejsca czasowego odosobnienia osób, wobec których później zostaną podjęte inne decyzje, poprzez obóz pracy przymusowej, czyli de facto niewolniczej, aż po miejsce fizycznej eksterminacji.

Pod rządami polskich władz nigdy nie było obozów zagłady. Takich Polacy nie budowali i nie przykładali ręki do eksterminacji żadnego z narodów. W przypadku Polski możemy zapomnieć o komorach gazowych, krematoriach i fabrykach mydła z tłuszczu ludzkiego.

Owszem, we władaniu władz polskich były obozy koncentracyjne, ale tylko takie, które służyły do przetrzymywania osób niewygodnych dla władz, które ówcześnie rządziły krajem. I co ważniejsze: były legalną, uznaną na świecie władzą.

Polski obóz koncentracyjny założony w pierwszej połowie lat 30. nie różnił się od innych, podobnych instytucji włoskich, niemieckich, litewskich czy greckich. Trzeba pamiętać, że obozów zagłady wówczas jeszcze nie było!

Bereza Kartuska

W czasach PRL Bereza Kartuska była wykorzystywana propagandowo jako najważniejszy dowód na zdziczenie obyczajów państwa sanacyjnego. Była potwierdzeniem "faszyzowania" rządów sanacyjnych. Podpinano ją pod niemieckie obozy zagłady, a tym samym zrównywano II Rzeczpospolitą z III Rzeszą. Było to bardzo wygodne dla ówczesnych władz.

Obecnie jest podobnie. Z tym, że wielu historyków wręcz obsesyjnie boi się powiedzieć wprost, że Miejsce Odosobnienia w Berezie Kartuskiej nosi wszystkie znamiona obozu koncentracyjnego w najprostszej jego definicji: było to miejsce, do którego byli zsyłani bez wyroku sądu przeciwnicy władz sanacyjnych i Polski. Czy to faktyczni, jak członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, czy jedynie urojeni, jak protestujący chłopi.

Obóz został utworzony 12 lipca 1934 roku rozporządzeniem prezydenta Ignacego Mościckiego z dnia 17 czerwca 1934 roku. Pomysłodawcą jego powstania był premier Leon Kozłowski, który przekonał do swych racji Marszałka Piłsudskiego. Bezpośrednim impulsem, który skłonił ówczesnego Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych do zgody na utworzenie obozu, było zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego, który zginął z ukraińskich rąk.

Głównym organizatorem obozu był Wacław Biernacki, były członek PPS, żołnierz Legii Cudzoziemskiej i pułkownik Wojska Polskiego, pełniący funkcję wojewody poleskiego. Biernacki właściwie kierował pracami obozu, osobiście przeprowadzał inspekcje, własnoręcznie wykonywał kary cielesne i stworzył niezwykle rygorystyczne przepisy dotyczące życia codziennego za drutami.

Pierwsi więźniowie trafili do obozu 6 lipca 1934 roku. Byli to członkowie opozycji, endecy z Krakowa, Antoni Grębosz i Bolesław Świderski. Zaraz po nich znaleźli się tam działacze nielegalnych lub zdelegalizowanych przez rządy sanacyjne Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Komunistycznej Partii Polski, czy Obozu Narodowo-Radykalnego.

Jednak wkrótce osadzeni zostali członkowie partii opozycyjnych Stronnictwa Ludowego Wincentego Witosa, Polskiej Partii Socjalistycznej, z której wywodził się Piłsudski, a nawet niezależni dziennikarze i publicyści, jak Stanisław Cat-Mackiewicz, który został osadzony za krytykę polityki zagranicznej państwa.

Aby znaleźć się w obozie wystarczyła decyzja administracyjna podejmowana przez ministra spraw wewnętrznych na wniosek wojewody. Osadzeni automatycznie byli skazywani na 3 miesiące pobytu w obozie bez prawa apelacji. Po 3 miesiącach władze mogły przedłużyć pobyt osadzonego o kolejne 3 miesiące. Choć są też znane przypadki rocznych pobytów w odosobnieniu.

Obozowe życie

Wspomniany wyżej Cat-Mackiewicz, został osadzony wiosną 1939 roku, w czasie zeznań przed komisją profesora Bohdana Winiarskiego, badającą w 1940 roku kwestię obozu stwierdził, że torturą było nawet wypróżnianie się:

- (...) Główna tortura polegała na odmawianiu człowiekowi prawa oddania stolca. Tylko raz jeden w dzień o godz. 4 min 15 rano ustawiano więźniów w wychodku i komenderowano raz, dwa, trzy, trzy i pół, cztery. W ciągu półtorej sekundy miało być wszystko skończone. Z niewypróżnionymi brzuchami kazano przez siedem godzin ludziom robić "gimnastykę" tj. stosowano straszną torturę, kazano w pozycji głębokiego przysiadu z rękami do góry pozostawać siedem godzin bez przerwy i w ten sposób chodzić, biegać, schodzić ze schodów.

Gimnastyka była kolejnym obowiązkowym elementem, który miał służyć "resocjalizacji" niepokornych. Władysław Ryncarz, działacz Stronnictwa Ludowego, aresztowany za udział i organizację protestów chłopskich w Małopolsce, tak wspomina pobyt w Berezie:

- Co do zajęć w Berezie to było tak: praca trwała 8 godzin, ale tych wszystkich czynności było na 15 godzin, bo i ćwiczenia, bieganina, mycie ustępów, szorowanie, tak że bite 15 godzin to trwało. Pobudka o godzinie 5. Następnie ubieranie się na korytarzu, potem na salę stać na baczność wpatrzony przed siebie w ścianę.

Nawet najprostsze zadania robiono na rozkaz wydawany gwizdkiem. Każdy musiał znać "kod", którym posługiwali się strażnicy. Każda czynność była wykonywana automatycznie. Osadzeni nie mieli czasu na chwilę zastanowienia. Taka też była rola obozu - mieli oni zostać złamani psychicznie. Dalej Ryncarz wspomina:

- Na sygnał gwizdka cała sala dwójkami z menażkami i ręcznikami do mycia biegiem dookoła bloku, po drugiej stronie którego stały beczki z wodą na wózkach dwukołowych, przyciągniętych poprzedniego dnia przez więźniów od pompy kieratowej, a oddalonej od bloku o paręset metrów. (...) Myli się z menażki bardzo szybko, bo czas był wyliczony na minuty. Za chwilę gwizdek. Wszyscy na baczność, obojętne, czy się zdążył każdy umyć, czy nie. Znowu dwa sygnały gwizdkiem (...). Biegiem na piętro, na salę. Znowu baczność przy swej pryczy. Następne dwa gwizdki, biegiem do suteren (...). O godzinie 12 przerwa. Trwała godzinę. Obiad, Jedno danie, zupa ziemniaczana (...). Tak samo na kolację, tylko zupa.

Więźniowie byli resocjalizowani poprzez pracę. Choć praca ta nie miała żadnego celu. Często aresztowani zwyczajnie przenosili ziemię z jednej hałdy na drugą.

- (...) albo równanie terenu, które odbywało się w ten sposób, że więźniowie nosili na łopatach ziemię na tereny niższe w odległości nawet 200 metrów. Gdy więzień niósł na łopacie ziemię, szedł wolno, a z powrotem po ziemię biegiem. Przy czym stale komendanci mówili, że bieg ma być jak na olimpiadzie. (...)

Głodowe racje

Co jeszcze, obok pracy przymusowej i znęcania psychicznego, łączy Berezę Kartuską z innymi obozami koncentracyjnymi tamtego okresu, takimi jak Dachau (który dopiero dużo później stał się obozem zagłady)? Wszystkie ówczesne obozy łączył brak odpowiedniego wyżywienia osadzonych.

Więźniowie wspominają, że na śniadanie dostawali kawę zbożową, jarską zupę ("przeważnie kminkowa") i 400 gramów czarnego chleba na cały dzień. Obiad był okolicach godziny 12. i składał się z gorącej brei oraz porcji kartofli. Kolacja dla wszystkich osadzonych była o 17. i składała się z niesłodzonej kawy zbożowej lub żuru.

Porcje te dla pracujących, bądź przymusowo ćwiczących, osadzonych były niewystarczające, a władze nie pozwalały na dostarczanie paczek żywnościowych. Więźniowie opadali na siłach i nie byli w stanie wykonywać poleceń strażników, co kończyło się biciem i upokarzaniem.

- Wtedy to przybiegali policjanci i gumowymi pałami bili więźniów, gdzie się dało. (Krzyczeli - przyp.SZ) "Do polityki wy, skurwysyny, toście siłę mieli, a do roboty to jej wam brakuje? Pchać prędzej" - wspominał Ryncarz.

Do 1939 roku, kiedy obóz został zdobyty przez Armię Czerwoną, według różnych szacunków zmarło od 4 do 20 osadzonych. Te liczby są najbardziej prawdopodobne. Między bajki można włożyć dane ukraińskiego historyka Wiktora Idzio mówiące o 300 ofiarach. 

Plama na honorze

Przez 5 lat istnienia obozu jednorazowo było uwięzionych w nim maksymalnie 800 osób. Głównie przeciwników politycznych sanacji, ale także rzeczywistych terrorystów z OUN, czy ONR. W końcowym okresie istnienia obozu osadzano również pospolitych przestępców i Żydów oskarżonych o spekulacje. Bereza Kartuska miała być jednym z sieci polskich obozów koncentracyjnych. Powstało tylko jedno takie miejsce. Choć prorządowa prasa wprost pisała, że władze powinny i mają zamiar wybudować więcej takich obiektów.

Gazeta Polska, organ prasowy Sanacji, pisała w wydaniu z 19 czerwca 1934 roku: "(...) Wiemy co natomiast musi być w Polsce, bo my tak chcemy. Musi być porządek. Musi być powaga i będzie. Obozy koncentracyjne. Tak. Dlaczego? Dlatego, że widać owych osiem lat pracy nad wielkością Polski, osiem lat przykładu i osiem lat osiągnięć, osiem lat krzepnięcia - nie wystarczyło dla wszystkich (...)"

Bereza Kartuska do dziś zostaje dla wielu kręgów tematem tabu. Trudno się rozmawia o plamach na honorze własnego narodu. Trzeba jednak spojrzeć krytycznie na wydarzenia sprzed lat, by zrozumieć historię i obecną sytuację Polski.

Źródła:

Leon Pasternak; "Bereziacy"; Warszawa 1965
Wojciech Śleszyński, "Obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej 1934-1939", Białystok 2001
Piotr Siekanowicz; "Obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej 1934-39"; Warszawa 1991

W kolejnych częściach przedstawimy historię obozów w Szkocji i obozu pracy w Jaworznie.

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | Bereza Kartuska | Józef Piłsudski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje