Reklama

Barbarzyńcy z Zakopanego. "Lud na wpół dziki, chytry i chciwy"

Druga połowa XIX wieku była pełna przemocy. Dopiero w pierwszym dziesięcioleciu XX w. Tatry stały się bezpieczniejsze. Na zdjęciu przewodnik tatrzański w 1911 roku /Stefan Komornicki/FOTONOVA /East News

Jeszcze w połowie XIX wieku Zakopane było zacofaną wsią, a w okolicy królowała legenda o rozbójnikach i kłusownikach. W Zakopanem brakowało rozwiniętej infrastruktury noclegowej i rozrywkowej, a na domiar złego podróż turysty z Krakowa do Zakopanego trwała pół dnia.

Reklama

W tym czasie, poza pojedynczymi wybrykami, zbójnictwo było już melodią przeszłości, dzięki wyjęciu spod prawa osób poszkodowanych, które korzystając z przywileju, wymierzały karę lokalnym rzezimieszkom. Większość zakopiańskich rozbójników zawisło za swe przewinienia.

"Dzisiaj złodziejstwo nieznane w Zakopanem; na noc nawet nie zamykają domów [...], a nigdy nie słychać o kradzieży, chyba że obce włóczęgi zmówią się, aby okraść jakiego zamożnego gazdę; a i takie przypadki bardzo są rzadkie".

Janosik i inni zbójnicy

Reklama

Wojciech Kossak wspominał, że najbardziej cenieni nie byli bohaterowie narodowi, lecz Janosik i jego banda. Choć historie krążące o legendarnych zbójach, ich męstwie, heroizmie i głęboko zakorzenionej sprawiedliwości, polegającej na rabowaniu bogatych i ozłacaniu biednych, mijały się z prawdą, to i tak były one mitologizowane i uwznioślane, a w wielu zakopiańskich chatach wisiały szklane malowidła z wizerunkiem Janosika i jego nieustępliwej hordy.

Górale nie fantazjowali o śmierci podczas walki na froncie o wolność ojczyzny, lecz o zbójeckiej agonii na szubienicy. Uważali, że dzięki tak zakończonemu życiu pozostaną na długo w pamięci i na ustach przyszłych pokoleń zakopiańczyków.

"Ej, kiedy mnie złapią, to ja będę wisiał,
Na szczycie jodełki będę się kołysał!
Ej, obróć mnie, mistrzu, ku drodze,
Niech ja się napatrzę tej zbójeckiej 'chodze'".

W drugiej połowie XIX wieku w okolicznych wioskach nie spotykano się już z działalnością zbójców, lecz zwykłych złodziei. Jednakże i takim mieszkańcy sami wymierzali sprawiedliwość poprzez samosąd poparty torturami, aby wymóc przyznanie się do winy, a następnie wydawano pełną okrucieństwa karę. W przypadkach, gdy rabuś miał być oddany przed oblicze sądu w Nowym Targu, wcześniej czekały go bolesne represje ze strony poszkodowanych.


Ciekawostki Historyczne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje