Reklama

21 w karcerze: Okrutna kara Barbary Ubryk

Dlaczego Barbara Ubryk trafiła do ciasnej celi na aż 21 lat? /Wikimedia Commons /domena publiczna

Reklama

Sprawy nie dało się dłużej utrzymać w tajemnicy. Wszczęto oficjalne śledztwo, aresztowano przełożoną zakonu, jej zastępczynię oraz służącą, a Barbarę przewieziono do szpitala. Wieść o zbrodni w klasztorze Karmelitanek bosych rozniosła się po Krakowie lotem błyskawicy. Oburzeni mieszczanie gromadzili się na ulicach i placach, rzucano hasła ataku na siedzibę zakonu. 

Wreszcie rozjuszony tłum ruszył nie tylko na klasztor przy Wesołej, gdzie rozegrała się tragedia Ubrykówny, ale i na budynek należący do męskiego zgromadzenia jezuitów. Musiała interweniować policja, a gdy ona nie mogła poradzić sobie z napierającymi gromadami ludzi, wezwano na pomoc wojsko. 

Nazajutrz władze Krakowa poprzez rozklejone w całym mieście afisze wzywały publiczność do uspokojenia i zapewniały o surowym potraktowaniu winnych przestępstwa. Dopiero to przyhamowało społeczny gniew.

Pięćdziesięciojednoletnia Barbara Ubryk - po wykąpaniu i ubraniu - została poddana szczegółowym oględzinom. Okazało się, że - poza ogólnym wychudzeniem i przykurczem nóg (spowodowanym długotrwałym siedzeniem w kucki) - jej fizyczna kondycja była niezła. 

Otoczona opieką, dobrze karmiona, szybko odzyskała dobrą formę. Natomiast stan jej psychiki był opłakany. Jak pisał badający kobietę doktor Leon Blumenstok, "umysł jej przedstawia próżnię i ciemnię, w której tu i ówdzie migocze się światełko mdłe i błędne". 

Wkrótce wyszło na jaw, że Barbara spędziła w zamkniętej celi 21 lat! Zapewne dożyłaby tam kresu, gdyby nie desperacja weterana powstania styczniowego, Antoniego Gąsiorowskiego, który w 1869 roku przypadkiem dowiedział się od spowiednika krakowskich mniszek o tajemniczej więźniarce. Próbował zainteresować tą sprawą kilku adwokatów, lecz każdy bał się zadzierać z duchowieństwem. 

W końcu Gąsiorowski wysłał anonimowy list do prezesa wyższego sądu karnego w Krakowie, a dla pewności - tym razem podpisane - zawiadomienie do ministra sprawiedliwości w Wiedniu. Takie doniesienia nie mogły zostać zignorowane. Jednak na wszelki wypadek prezes sądu, spowinowacony z przeoryszą karmelitanek, udał się na dłuższy urlop, powierzając sprawę sędziemu Gebhardtowi. Tymczasem wieść gminna niosła, że Barbarę uwięziono za złamanie ślubów czystości lub próbę ucieczki z klasztoru z mężczyzną. 

Śledztwo wykazało, że nie było to prawdą, choć legenda zaczęła już żyć własnym życiem. W Europie, a nawet w Stanach Zjednoczonych, na kanwie tej historii powstawały książki i sztuki teatralne. Rzeczywistość była inna, choć nie mniej tragiczna. 

Dowiedz się więcej na temat: Barbara Ubryk | Karcer | Kraków

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje