Reklama

Pixee Fox: Wycięła sobie żebra, by wyglądać jak z kreskówki

Kiedyś była śliczną dziewczyną, ale nie podobała się... samej sobie. Dziś po wielu operacjach plastycznych i wycięciu sześciu żeber wygląda jak żywa postać z kreskówki. Pixee Fox szczyci się tym, że jej obwód w talii to zaledwie 35 centymetrów!

Jessica Rabbit z "Kto wrobił Królika Rogera", Aurora ze "Śpiącej Królewny", czy Holi Would ze "Wspaniałego świata" - te fikcyjne postacie tak zainspirowały 25-letnią dziś modelkę, że w pogoni za idealną figurą klepsydry postanowiła całkowicie odmienić swoje życie.

Szwedka po prostu odcięła wszystko grubą kreską z dnia na dzień. Nagle zerwała z pracą w branży elektrycznej i ruszyła na spotkanie ze skalpelami w - jak podkreśla - najlepszych gabinetach chirurgicznych świata. Dziś, gdy ktoś jej mówi, że nie wygląda jak prawdziwa kobieta, traktuje to jako komplement.

"Ludzie podchodzą do mnie i mówią - nie odbierz tego źle, ale wyglądasz jak z kreskówki. Wtedy uśmiecham się, bo właśnie taki cel chciałam osiągnąć" - mówi.

Dlaczego to wszystko? Jak sama twierdzi - postacie kreskówkowe na których się wzorowała idealizują kobiece piękno, a ona właśnie do ideału dąży.

"Chcę mieć wąziutką talię, jędrny tyłek, wielkie piersi, duże oczy i śliczną twarz. Usunięcie sześciu żeber było ważnym krokiem ma mojej ścieżce do perfekcji" - podkreśla Pixee.

Reklama

Usunięcia żeber przeważnie dokonuje się z konieczności. Szwedzka laleczka przekonała jednego z lekarzy, żeby zoperowali ją z powodów kosmetyczno-estetycznych. Łatwo nie było. Mało który chirurg chciał się podjąć zadania. Dodatkowy argument w postaci pliku banknotów sprawił jednak że w końcu udało się znaleźć odpowiednią klinikę.

Powrót do pełnej sprawności po takim zabiegu miał trwać sześć tygodni. Pixee już po dwóch dniach wróciła do swoich normalnych zadań. Nie mogła się doczekać, aż przymierzy gorset, który wcześniej był ciasny i ściśnięty do niemożliwości, zadawał jej ból.

Po wycięciu żeber jej wewnętrzne organy straciły naturalną osłonę, ale Pixee nie przejmuje się tym zbytnio. Zapewnia, że rolę "zbroi" spełnia właśnie gorset, który nosi bez przerwy.

To rzecz jasna nie wszystkie modyfikacje, jakie przeszło jej drobne ciało. Szwedka miała też m.in. cztery operacje nosa, czterokrotnie powiększane piersi, dwie liposukcje, podniesione brwi, wymodelowane pośladki, a także wstrzyknięty botoks w usta.


Wysoka blondynka przyznaje, że operacje plastyczne, którym się poddała niezbyt podobają się jej rodzicom i starszej siostrze. Jak tłumaczy, wynika to z konserwatywnego, dość ograniczonego światopoglądu Szwedów oraz ich zamiłowania do unifikacji.

"W małej wsi pod Sztokholmem nie czułam się, jakbym pasowała do tego świata. Byłam wychowywana, jak chłopczycca. Martwiłam się kształtem mojego nosa i nie umawiałam z chłopakami" - wspomina.

Nie wiemy, czy Pixee ma dziś chłopaka, ale ma za to 166 tysięcy fanów na Instagramie, i prawie 200 poświęconych jej przemianom publikacji prasowych i telewizyjnych w 42 krajach świata.

Nie musi też szukać pracy, bo to praca szuka jej. Pracuje jako modelka, cosplayerka, hostessa, aktorka. Jej osoba ożywi każdą imprezę, a jej ciało to świetny nośnik reklamowy. Jest przekonana, że warto było inwestować w przerysowane, nierealistyczne hiperkobiece kształty, bo teraz to inni inwestują w nią.

Z wymiarów 76-60-86 dzięki operacjom plastycznym trafiła do zupełnie innej "ligi", a dziś chwali się parametrami 96-36-99! Krytyczne głosy, które często napotyka w internecie zbywa stwierdzeniem, że skoro mężczyźni mogą pakować na siłowni, wstrzykiwać sobie sterydy i przemieniać w monstrualne bestie, to dlaczego ona nie miałaby modyfikować swojego ciała według własnych upodobań.

"To moje życie i tak długo jak jestem szczęśliwa nie krzywdząc przy tym innych, to uważam, że nie powinno to stanowić dla nikogo żadnego problemu" - kwituje.

Panna Fox przyznaje że w swoją rolę weszła tak mocno, że wiedzie żywot typowej "tipsiary". Tłumaczy, że tego wymaga jej wygląd i praca artystki o zmodyfikowanym ciele. W innym wypadku byłaby po prostu mało wiarygodna i najzwyczajniej w świecie - nieprofesjonalna.

Choć do tej pory Szwedka wydała na swoje operacje plastyczne prawie 120 tysięcy dolarów, to ocenia że jest dopiero w połowie drogi. Swoim fanom (którzy sami zapłacili za jedną z jej operacji plastycznych) radzi z niecierpliwością czekać na to, co wydarzy się w roku 2016.

"Ten rok to będzie nowa fala operacji. Bądźcie ze mną" - puszcza oko Pixee Fox.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje