Reklama

Wyuzdanie i kicz czy wielka sztuka?

O granicy między kiczem i sztuką, niezwykłym życiu Davida LaChapelle i o tym, co sprawia, że kontrowersyjne dzieła osiągają astronomiczne ceny opowiada Anna Budzałek.

Katarzyna Pruszkowska: Zapytamy prosto z mostu: Jak pani sądzi, dlaczego La Chapelle uznawany jest za artystę, a jego zdjęcia za sztukę?

Reklama

Anna Budzałek, Muzeum Narodowe w Krakowie: Myślę, że jest wielu, którzy nie nazwaliby prac Davida sztuką, ale przekoloryzowanym kiczem. Na to, czy uznajemy konkretnego twórcę, szczególnie sztuki współczesnej, za artystę, ma duży wpływ moda.

Czyli David LaChapelle jest po prostu modny?

Dzięki modzie już dawno stał się uznanym fotografem z bardzo rozpoznawalnym stylem. Jego prace ciągle się zmieniają. Fotograf wciąż ma coś do powiedzenia o otaczającym nas świecie. Miał już kilka wystaw, poświęconych wyłącznie jego twórczości.

Prace la Chapella sprzedają się świetnie i osiągają astronomiczne ceny. Dlaczego?

Od dawna kolekcjonerzy sztuki są przede wszystkim inwestorami. Nie kupują dzieł, których ceny nie będą rosnąć. Akurat w przypadku LaChapella wiemy na pewno, że jego prace nie będą już tańsze, będą tylko drożały.

A więc nie jest to kwestia szczególnego upodobania do określonego twórcy, ale nadziei finansowych?

Może być i tak, i tak, ale pieniądze zawsze odgrywały dużą rolę, nawet w sztuce.

LaChapelle wyrósł wśród artystycznej bohemy otaczającej Andy'ego Warhola. Chociaż nie był uczniem Warhola, obracał się wśród jego znajomych. To niewątpliwie pomogło mu w początkach kariery.

Zaczął robić zdjęcia ludzi, którzy otaczali Warhola i tak stał się rozpoznawalny. W jednym z wywiadów przyznał, że nie kształtował świadomie swojego stylu, raczej "robił swoje" i to spodobało się gwiazdom.

Wczesne prace znacząco różnią się od późniejszych. Dziś David słynie z barwnych zdjęć, wcześniej były one czarno - białe. Co było przyczyną tej zmiany?

Przez pierwsze lata działalności LaChapelle tworzył bez koloru, ponieważ, jak sam twierdzi, nie wiedział, jak długo jeszcze będzie mógł tworzyć. Przez długi okres był przekonany, że jest nosicielem wirusa HIV i niedługo umrze.

Czy kolor pojawił się w momencie, kiedy razem z wynikami badań la Chapelle otrzymał wiadomość: "będziesz żył"?

Mniej więcej w tym samym czasie. Zresztą życie prywatne zawsze miało na jego prace duży wpływ. David przez wiele lat fotografował gwiazdy i blichtr, którym się otaczały. Zmiany pojawiły się na przełomie wieków.

Można oczywiście powiedzieć, że dojrzał i zaczął kierować swoje zainteresowania w stronę przemijania, ale...

...śmierć wieloletniego partnera też niewątpliwie miała na te zmiany wpływ?

Właśnie. Trudno wymagać, żeby kochający życie dwudziestolatek interesował się kwestiami przemijania. Myślę, że refleksje na ten temat przychodzą z wiekiem.

A co z fotografiami gwiazd? Odwrócił się od konsumpcjonizmu, który wywindował go na sam szczyt?

LaChapelle nadal fotografuje gwiazdy, ale teraz, po wielu latach, to nie one robią mu przysługę. David sam stał się gwiazdą.

Jednak nawet, gdy robi zdjęcie gwieździe, skupia się na upływie czasu, rozkładzie, pustce, bezpowrotnym przemijaniu.

Oczywiście nadal w ostrych barwach?

Nadal posługuje się kolorem i nadal robi zdjęcia w swoim atelier, które przypomina może bardziej plan filmowy.

David czuwa nad każdym najdrobniejszym elementem zdjęcia. Sam ustawia postaci, sam dobiera scenografie i rekwizyty. Sam robi wszystkie zdjęcia.

Jedna z prac Davida, które znajdują się w Muzeum Narodowym w Krakowie na wystawie "Pierwszy krok w stronę kolekcji sztuki współczesnej" nosi tytuł "Potop" - jak największa biblijna zagłada ludzkości. Mogłaby pani o nim opowiedzieć?

"Potop" oczywiście nawiązuje do Biblii. Na fotografii widzimy rożnych ludzi: kobiety w ciąży, dzieci, ludzi starszych. Latynosów i białych. Kobiety, mężczyzn i, zdaje mi się, transwestytę. Naturalne ludzkie ciało i to zmodyfikowane skalpelem. Nasuwa się pytanie: a kogo ty, w obliczu zagłady, wziąłbyś na swoją arkę?

Większość odwiedzających muzea nie ma wątpliwości, że malarstwo, nawet współczesne, jest sztuką, że obrazy powinny mieć miejsce w muzealnej przestrzeni. Fotografia wzbudza większe kontrowersje.

Od początku wzbudzała. Cześć malarzy wykorzystywała ją do szkiców, ale część radykalnie odrzucała. Malarstwo miało być jakąś interpretacją rzeczywistości, a nie jej dokładnym przedstawieniem.

Nie minęło wiele czasu i fotografia zaczęła malarzy inspirować - co widać na przykładzie fotorealistów.

Właśnie. Siłą fotografii jest to, że dokumentuje rzeczywistość, dokładnie tę chwilę, w której robimy zdjęcie. Poza tym fotografia szybko stała się powszechnie dostępna. Nie zawsze zależy nam wyłącznie na efekcie, czasem bardziej na zapisie.

Z Anną Budzałek, adiunktem z Działu Polskiego Nowoczesnego Malarstwa i Rzeźby Muzeum Narodowego w Krakowie rozmawiała Katarzyna Pruszkowska.

Zobacz prace Davida LaChapelle

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: fotografia | Kraków | muzeum | kicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje