Reklama

Antonio reaktywacja

Kontynuacja, na którą widzowie musieli czekać siedem długich lat. "Legendę Zorro" warto zobaczyć choćby dlatego, że Catherine Zeta-Jones nie straciła nic ze swojego blasku.

Dziesięć lat od wydarzeń z poprzedniej części mieszkańcy południowej Kalifornii przeżywają historyczny moment. Odbywa się plebiscyt w sprawie przyłączenia do Stanów Zjednoczonych. Święto demokracji nie trwa jednak długo. Uzbrojeni bandyci terroryzują tłum i kradną urnę z głosami. Do akcji wkracza Don Alejandro de la Vega, szerzej znany jako zamaskowany mściciel Zorro. Wygląda na to, że nic się zasadniczo nie zmieniło. Ludowy bohater ma nadal pełne ręce roboty...

Reklama

Bohaterowie są zmęczeni

Superbohaterowie rzadko miewają udane życie uczuciowe. Ich ukochane giną z rąk czarnych charakterów, prowadzenie podwójnego życia także nie sprzyja budowaniu trwałych związków. W tym względzie Alejandro/Zorro stanowi zaskakujący wyjątek. Nie dość, że piękna Elena uszła cało z wszelkich niebezpieczeństw, to jeszcze udało im się założyć rodzinę i dochować potomka.

Za służbę społeczeństwu trzeba jednak zapłacić wysoką cenę. Elena ma dość życia w stanie permanentnego strachu, nie potrafi przekonać męża, że czas się wycofać. Na domiar złego Alejandro ponosi porażkę wychowawczą. Jego własny syn uważa go za tchórza. Mały Joaquin buntuje się przeciwko ojcu, wielbiąc jednocześnie legendarnego Zorro. Nieporozumienia w łonie rodziny wydają się zbyt wielkie. Elena składa pozew rozwodowy.

Piękna Elena

"Legenda Zorro" jest oparta na sprytnym zabiegu. Jakby nie patrzeć, poprzednie części zawdzięczały swój sukces "ekranowej chemii", łączącej postacie odgrywane przez Antonia Banderasa i Catherinę Zeta-Jones. Choć brzmi to cynicznie, trudno mówić o "iskrzeniu" w małżeństwie z dziesięcioletnim stażem. Umieszczenie konkurenta do wdzięków pięknej Catherine (nie chodzi o Michaela Douglasa) wydaje się zatem bardzo uzasadnione.

Zorro będzie musiał stoczyć walkę o odzyskanie względów ukochanej. Zanim to jednak nastąpi, topi smutki w alkoholu i urządza sceny zazdrości. Potyczki słowne między małżonkami należą do najbardziej zabawnych fragmentów filmu. Kryzys w ich relacjach okazuje się jednak tłem dla wydarzeń daleko bardziej dramatycznych. Alejandro i Elena równolegle trafiają na trop ogólnoświatowego spisku.

Nowy wróg - żabojad

Scenarzystom "Legendy Zorro" trudno zarzucić brak fantazji. Choć kpią sobie z realiów historycznych, film łączy elementy wielu gatunków, a nawet zawiera pewne polityczne odwołania. Pojawienie się agentów Pinkertona działających w służbie USA wprowadza do fabuły elementy szpiegowskie. Niektóre sceny są z kolei prawie bezpośrednim cytatem z cyklu o agencie 007. Jednak najbardziej odważnym posunięciem było powołanie do życia stowarzyszenia "rycerzy Aragonu". Chodzi o tajny francuski zakon dążący do przejęcia władzy nad światem. Jest to w jakiejś mierze echo politycznych przepychanek między Francją a Stanami z początków interwencji w Iraku.

Mamy nawet do czynienia z bronią masowego rażenia. W tym wypadku chodzi o nowe odkrycie - nitroglicerynę. Nie jest to "powellowska" propaganda, broń istnieje całkiem realnie. Twórcy filmu złośliwie wciskają ją w ręce Francuzów.

Zorro łączy pokolenia

W porównaniu do poprzednich części całość ma wymiar bardziej familijny. Nie jest to jednak zarzut. Niewiele produkcji ma szansę dotrzeć do widowni od siedmiu lat wzwyż.

Przeczytaj wywiad z Cateherine Zetą-Jones

Dominik Gąsiorowski

"Legenda Zorro" ("Legend of Zorro"), USA 2005, reż. Martin Campbell, wyk. Antonio Banderas, Catherine Zeta-Jones. W kinach od 4 listopada

Dzień Dobry

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Zorro | jones | reaktywacja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje