Reklama

Adam i lulka

Gorąco polecam to ziele uwadze Waszej Królewskiej Mości - przekonywał króla Stefana Batorego poseł tureckiego sułtana. - Nazywa się tytoń. Wystarczy wsadzić trochę liści w lulkę, zapalić i dym w siebie wciągać, pić jak wodę. Niewiastom picie tytoniu pozwala urodzić wspaniale zdrowe dziecię...

- Niewiastom? To one również?... - Oczywiście, Wasza Królewska Mość, piją całe haremy i lupanary. Mężczyznom tytoń służy doskonale na kojenie nerwów i leczenie kaca.

Reklama

Król Stefan skrzywił się z dezaprobatą. - Na kaca nie masz jak nasz węgierski tokaj. A tytoń? Ha, może kiedyś, w wolnej chwili, nie omieszkamy go wypróbować, ale wątpię, czy się ten barbarzyński obyczaj w Polsce przyjmie. Poczekamy, zobaczymy. A tokaj - król klasnął w dłonie - tokaj podawać już, zaraz, natychmiast!

Działo się to w Wilnie w roku pańskim 1584. Madziar na polskim tronie przeszedł wtedy do historii jako pierwszy władca Rzeczpospolitej Obojga Narodów, który - jakże słusznie - zaprotestował przeciw upowszechnianiu palenia tytoniu.

Czas był najwyższy, bo zgorszenie rozlewało się po kraju niczym trujący dym: niemal wszyscy marynarze wracający do Europy z Indii Zachodnich (Ameryki) trzymali w ustach małe lejki z liści palmowych albo słomy ze zwiniętymi liśćmi tytoniu w środku.

Królewski protest niewiele pomógł. Już jeden z następców Batorego, król Stanisław Leszczyński, potrafił wypalić w ciągu doby 30 - 32 lulki, czyli fajki. Przesławny zbójnik Janosik, powieszony w 1713 roku "za siódme żebro", wypalił przed śmiercią funt tabaki; Józef książę Poniatowski, z krótką fajeczką w zębach prowadził pod Raszynem batalion do ataku na bagnety. Atak się udał, ale i tak hańba! Po trzykroć hańba!

Dopiero, wyobraźcie sobie państwo, 5 maja 1830 roku, kurzący jak smoki Adam Mickiewicz i Antoni Edward Odyniec postanowili zerwać z nałogiem. Zerwanie nastąpiło w drodze powrotnej z wycieczki na szczyt Wezuwiusza. Obaj panowie, nasyciwszy się wspaniałym widokiem, przysiedli w rozpadlinie, wyjęli cygara i odpalili je od płynnej lawy.

- A może by tak, Adamie, rzucić palenie? - zaproponował Odyniec.
- A po jaka cholerę mam się tak umartwiać? - wzruszył ramionami autor "Ballad i romansów".
- Żeby przejść do historii jako pierwszy, który zrozumiał szkodliwość nałogu - wytłumaczył Odyniec, po czym panowie zgodnie zgasili cygara, a niedopałki zabrali na pamiątkę i przekazali potem do muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie można je obejrzeć do dziś.

I teraz wiemy już, dlaczego Mickiewiczowi należy się sława i chwała. Niestety, niestety!... Nawet przy okazji obchodzonych właśnie okrągłych rocznic jego urodzin i śmierci, pies z kulawą nogą nie wspomni o jego decyzji podjętej na stoku Wezuwiusza, nikt nie zachęci młodzieży do naśladowania mistrza.

Media mówią jedynie na okrągło o obywatelu Litwy panu Tadeuszu Soplicy, o jakiejś Grażynie, czy nieznanej nawet z imienia p. Twardowskiej. Największą zasługą umiejącego tak znakomicie zrozumieć rzeczywisty interes społeczny poety jest konsekwentnie przemilczana. Na szczęście Adam tego nie doczekał, bo inaczej pewnie natychmiast zacząłby znowu palić.

Leszek Mazan

Dzień Dobry

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: król | tytoń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje