Reklama

Pierwotne alkohole. Czym upijają się w dżungli?

Kisiri to napój z manioku, który przed fermentacją jest przeżuwany i wypluwany przez miejscowe kobiety /PAP life

Są na świecie napoje, o których filozofom się nie śniło. Plemiona indiańskie piją chichę powstałą na bazie przeżutej kukurydzy, Japończycy eksperymentowali z jogurtową Pepsi, a Szkoci wznoszą toasty piwem, które ma 67,5 procent alkoholu.

Reklama

Brytyjski przyrodnik David Attenborough, odwiedzając plemiona w najdalszych zakątkach ziemi, zawsze przyjmował to, co proponowali mu lokalni mieszkańcy.

Reklama

- Mieszkałem kiedyś w pewnej wiosce w Gujanie. Zaproponowano mi tak kisiri - napój z manioku, który przed fermentacją jest przeżuwany i wypluwany przez miejscowe kobiety. Pachnie jak wymiociny. Wszystko wypiłem duszkiem i powiedziałem: "Pyszne!". Stwierdzili, że skoro tak mi smakuje, to trzeba mi dać dokładkę - wspomina podróżnik w rozmowie z tygodnikiem "Der Spiegel".

Podobnym napojem, ale o nazwie chicha, delektują się Indianie zamieszkujący tereny Amazonii. Ten trunek, który znali już Inkowie, ma delikatnie słodkawo-kwaśny smak, przypomina mydło w płynie. Najpierw Indianki żują rozgotowane korzenie manioku lub ziarna kukurydzy, później papkę wypluwają do naczynia. Za fermentację, która zachodzi, odpowiadają enzymy znajdujące się w ludzkiej ślinie. Po dwóch dniach trunek jest gotowy.

Jak relacjonował słynny podróżnik Tony Halik, chicha przyrządzona przez kobiety stare i pozbawione zębów, jest smaczniejsza od tej, którą przeżuwają młodsze. Dzisiaj bezzębna Indianka nie jest konieczna. Coraz częściej wykorzystuje się enzymy w proszku.

W Chinach i Wietnamie możemy spotkać się z ryżowym alkoholem z dodatkiem zwierząt jadowitych - węży, skorpionów czy jaszczurek. Takie wino ma właściwości lecznicze. Sięgają po nie mężczyźni, którzy mają problemy z potencją. Choć trunek z marynowanym wężem mógłby być bardzo oryginalnym prezentem z podróży po Azji, trzeba pamiętać, że Unia Europejska zabrania wwozu tego typu alkoholi.

Na pocieczenie do Polski można przywieść Snake Venom, czyli "Jad Żmii" - taką nazwę nosi piwo, które uchodzi za najmocniejsze na świecie. Stężenie alkoholu w tym trunku oscyluje na poziomie 67,5 procent. Unikalne piwo warzone jest w Szkocji.

- To jest alkohol, który pije się bardziej jak whisky niż jak piwo. W sensie kulturowym z piwem nie ma wiele wspólnego - mówił Maciej Chołdrych, znawca piwa. "Jad Żmii" jest dziełem browaru Brewmeister. Na etykiecie piwa widnieje adnotacja, by konsumenci nie pili naraz więcej niż 35 ml trunku. Snake Venom należy kosztować jak wytrawną whisky - radzą producenci.


INTERIA.PL/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje