Destylarnia Jameson. Historia pisana whiskey

W beczkach whiskey nabiera aromatu /INTERIA.PL/materiały prasowe

Historia Irlandii, a już zwłaszcza Dublina pisana jest alkoholem. Trudno uwierzyć, że to miasto było przez lata alkoholową stolicą imperium brytyjskiego. Jednak, gdy przemierzałem ulice Dublina czułem, że tworzenie Whiskey na stałe wpisane jest w jego mury. Swe kroki musiałem skierować do najsłynniejszej wytwórni whiskey w Irlandii, położonej w sercu miasta na Bow Street. Tam swą siedzibę przez lata miała destylarnia Jameson.

Reklama

Siedzibę Jamesona widać już z daleka. Kamienne, jasnoszare mury, odcinają się od okolicznej zabudowy. Przez bramę wchodzi się na obszerny dziedziniec, gdzie królują błyszczące miedzianym blaskiem stare, olbrzymie destylatory. Tajemnica irlandzkiej whiskey tkwi w potrójnej filtracji, zatem w tym miejscu funkcjonowały zestawy potrójnych destylatorów tej wielkości. Są na tyle duże, że spokojnie pomieściłyby w środku drużynę piłkarską.

Przez zielone, opatrzone charakterystycznym symbolem robotnika dźwigającego beczkę, wrota, wchodzi się do przestronnego wnętrza. Czuć tu powiew historii. Te mury pamiętają bowiem rozlew bursztynowego trunku od samego początku produkcji. Jednocześnie, po przeprowadzonym niedawno remoncie, delikatnie unowocześniono elementy wystroju.

Reklama

- Chcieliśmy utrzymać atmosferę tego miejsca, a jednocześnie zapewnić komfortowe warunki zwiedzającym, których liczba rośnie z roku na rok - wyjaśnia Chris Flood, który odpowiada w firmie m.in. za marketing.

Przechodząc między dwoma barami, kieruję się do recepcji, gdzie można nabyć bilety na różnorodne przygody z whiskey. Chętni mogą zapoznać się z historią tego miejsca, sposobami wytwarzania irlandzkiego alkoholu, czy też spróbować swych sił w łączeniu różnych gatunków whiskey. Niemniej każda trasa związana jest z kosztowaniem wysokoprocentowych trunków, a także późniejszym korzystaniem z baru. Tam można skosztować oryginalnych drinków lub raczyć się płynnym złotem w wytrawnej formie.

Trasa historyczna robi olbrzymie wrażenie. Ubrani w charakterystyczne fartuszki przewodnicy dzielą się swoją pasją historyczną i miłością do whiskey. Doskonałe połączenie technologii multimedialnych, klasycznych rekwizytów i opowieści buduje atmosferę, którą pamięta się jeszcze długo po opuszczeniu Bow Street. Można dotknąć, powąchać, obejrzeć, spróbować i posłuchać. Żaden ze zmysłów nie został zapomniany, aby doświadczenia były naprawdę pełne.

- Obecnie nie robimy whiskey w Dublinie. Produkcja została przeniesiona w okolice Cork, a tutaj znajduje się tylko muzeum. Jednak pamiętamy o naszej tradycji i zawsze będziemy utrzymywać to miejsce - opowiada mi po zwiedzaniu, przy obowiązkowej szklaneczce Jamesona, Chris. - Pewnie nie uwierzysz, ale jeszcze kilkanaście lat temu pracownicy firmy otrzymywali tygodniowy deputat w formie whiskey. Teraz, z wielu względów, zaniechano tego zwyczaju.

Trzeba przyznać, że zwiedzanie i degustacja pozwalają spojrzeć na historię irlandzkiej whiskey z nowej perspektywy. Pasja przewodników udziela się przybyszom z różnych stron świata. W mojej grupie mamy osoby z prawie każdego zakątka Stanów Zjednoczonych, Włoch, Niemiec i Polski. Wszystkich bardzo szybko łączy wspólne doświadczanie jakości bursztynowego trunku. Rozwiązują się języki i znikają bariery kulturowe. Prawie każdy kupuje butelkę płynnego złota na drogę, a potem kieruje się do baru.

- W cenie biletu masz jednego podstawowego drinka, ale zawsze możesz skorzystać z bogatszej oferty drugiego baru. Znam osoby, które spędzają tu cały dzień - śmieje się Chris.

Opuszczając gościnne, zielone progi budynku przy Bow Street wiem jedno - będę chciał tu wrócić. Przecież na odkrycie czekają jeszcze kolejne tajemnice najsłynniejszej irlandzkiej whiskey.

Adam Wieczorek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje