Reklama

Zabójcze szpitale: Strefa zagrożenia

Do szpitala po zdrowie? Nie zawsze. Szacuje się, że w Polsce każdego roku dochodzi nawet do 30 tys. tzw. zdarzeń medycznych, czyli błędów, które kończą się bardziej lub mniej poważnymi powikłaniami. /123RF/PICSEL

Pułapka 4: Niepożądane efekty

Reklama

Jednak nawet jeśli zabieg potoczy się zgodnie z planem, nikt nie zapomni o dezynfekcji rąk i sprzętu, nie dojdzie do błędu lekarskiego ani zakażenia podstępną antybiotykooporną bakterią, a pacjent w ogóle nie będzie się stresował - wciąż może nie doczekać "szczęśliwego zakończenia". Dlaczego?

Każda procedura medyczna, choćby najdrobniejsza, jest obarczona ryzykiem powikłań. Leki mają szereg działań niepożądanych (od lekkiego bólu głowy i mdłości do stanów zagrożenia życia), po zabiegu mogą pojawić się niespodziewane krwawienia z ran, problemy ze strony układu oddechowego lub krążenia, nieprawidłowe reakcje na znieczulenie i szereg innych, trudnych do przewidzenia konsekwencji.

Reklama

- Bywa tak, że operacja jest dobrze przeprowadzona, bo nasi chirurdzy prezentują często ponadprzeciętne umiejętności, ale potem powikłanie, które może się przecież zdarzyć, nie jest w porę dostrzeżone i leczone, co powoduje groźne następstwa - mówi mec. Jolanta Budzowska, od lat zajmująca się dochodzeniem praw pacjentów na drodze sądowej.

W takiej sytuacji niestety niewiele można zrobić. Wyrażając zgodę na dokonanie zabiegu czy hospitalizację, bierzemy na siebie związane z tym ryzyko powikłań. A wynosi ono od kilku do nawet kilkudziesięciu procent (w zależności od rodzaju i stopnia skomplikowania danej interwencji medycznej).

Szpitale nadal pozostają ostatnią (i często jedyną) instancją przy ciężkich chorobach wymagających np. specjalistycznej farmakoterapii lub interwencji chirurgicznej. I nie ma w tym nic złego - w przytłaczającej większości przypadków hospitalizacja wychodzi nam bowiem na zdrowie.

Świat Wiedzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje