Reklama

Soja może zaszkodzić twojej męskości!

Seksmisja?

Reklama

W 2008 roku opublikowano wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Harvarda. Wynika z nich, że milimetr sześcienny spermy mężczyzn, którzy spożywali najwięcej produktów sojowych, zawierał o 32 proc. mniej plemników niż u facetów, którzy obywali się bez soi. Szef zespołu badawczego, dr Jorge E. Chavarro, uważa jednak, że by móc być pewnym związku przyczynowo-skutkowego, potrzebne są dalsze eksperymenty.

Z kolei w badaniach opublikowanych w "Journal of Andrology" i "Journal of Urology" sprawdzano wpływ dadzeiny na samce szczurów. Te, którym ją podawano, wytwarzały mniej testosteronu i miały mniej sztywne erekcje. Na dodatek tkanka ich penisów stawała się mniej elastyczna i zdolna do wypełniania się krwią. Współautor badań, dr Yufeng Huang, przyznaje, że tych wyników nie można przekładać bezpośrednio na ludzi. Przypomina jednak, że Chińczycy jedzący dużo soi mają o 10 proc. częściej zaburzenia erekcji niż Amerykanie, którzy soi unikają.

"Estrogeny, związki estrogenopochodne i fitoestrogeny, występujące w środowisku człowieka w coraz większej ilości, w niektórych regionach świata są oskarżane o pogorszenie funkcji rozrodczych zwierząt i mężczyzn tam mieszkających. Mogą mieć one pewne znaczenie biologiczne, jeżeli uwzględni się fakt, iż oddziałują na nas przez dziesiątki lat, także w okresie rozwojowym" - mówi prof. Mędraś. Dodaje jednak, że prawidłowo odżywiający się mężczyźni nie muszą obawiać się, że ich dieta zawiera zbyt dużo fitoestrogenów. Ten problem może pojawić się wyłącznie przy różnych zaburzeniach odżywiania. Wypijanie trzech litrów mleka sojowego dziennie raczej należy zaliczyć do tej właśnie kategorii.

Dr Saeed Bawa dodaje, że zalecane spożycie roślin strączkowych, do których oprócz soi zalicza się np. bób, fasola, ciecierzyca czy groch, nie powinno przekraczać dwóch filiżanek tygodniowo. Wyjątkiem są osoby mające wysoki poziom cholesterolu - dziennie powinny zjadać 25 g białka sojowego.

Wszędobylska soja

Kontrola poziomu spożycia produktów sojowych może być trudna, ponieważ oprócz wielu typowych przetworów - takich jak mleczko, napoje, kotlety, desery, sosy, płatki czy tofu, które są wyraźnie oznaczone - soja i pochodzące z niej białka bardzo często wykorzystywane są w produkcji żywności niezawierającej soi w nazwie. Najczęściej dodawane są do rozdrobnionych wyrobów mięsnych, np. parówek czy pasztetów. Białko sojowe jest bowiem tańsze od mięsa i dodając je, można osiągnąć zakładane wartości odżywcze niższym kosztem.

Dlatego trafia przeważnie do najtańszych produktów. "Żeby zidentyfikować takie wyroby, trzeba dokładnie czytać ich skład. Na opakowaniu zamieszczana jest wówczas informacja, że produkt zawiera białko pochodzenia sojowego lub roślinnego" - mówi dr Marek Szołtysik, dietetyk z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Soja, ze względu na właściwości wiążące wodę, jest też stosowana w produkcji wędlin. Dodaje się ją do wielu koncentratów spożywczych i produktów instant, zwłaszcza sosów.

"Zdarza się, że soja ze względu na właściwości emulgujące trafia do pieczywa czy mas cukierniczych, będących podstawą do produkcji różnych typów słodyczy. Może być również składnikiem deserów, lodów czy np. zabielaczy do kawy. Trzeba jednak pamiętać, że do żywności dodaje się białka sojowe, a nie całe nasiona. Te koncentraty nie zawierają fitoestrogenów, a po drugie nie są to ilości mogące stanowić jakiekolwiek zagrożenie dla zdrowia" - uspokaja dr Elżbieta Dłużewska z Zakładu Technologii Tłuszczów i Koncentratów Spożywczych Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Byle z umiarem

Dr Jack E. Lewi, szef oddziału endokrynologii wojskowego centrum medycznego w San Antonio (USA), który odkrył przyczynę kłopotów Jamesa Price'a i zajmował się jego leczeniem, uważa, że produkty sojowe w umiarkowanych ilościach powinny znaleźć się w diecie każdego mężczyzny. "Problem robi się dopiero wtedy, kiedy soję traktuje się jako cudowne panaceum na zdrowie i zaczyna się jej nadużywać"- mówi Lewi. Testy krwi Price'a pokazywały, że po tym, jak przestał pić mleko sojowe, poziom estrogenu w organizmie systematycznie spadał do normalnego poziomu. Nie cofnęły się już jednak fizyczne zmiany penisa czy zanik popędu seksualnego. Zniknął ból piersi, ale pozostały one zdeformowane na skutek długotrwałej ginekomastii.

"Jeśli zauważycie u siebie objawy podobne do moich, nie zwlekajcie i natychmiast wybierzcie się do lekarza. Wtedy jest jeszcze szansa, że po leczeniu uda się przywrócić stan sprzed choroby" - radzi James Price.

Michał Gołębiewicz

Dowiedz się więcej na temat: problem | białko | USA | białka | Soja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje