Reklama

​Rak, udar i zawał zamiast podwyżki. Czy praca może nas zabić?

Praca, także ta biurowa, może mieć poważne konsekwencje zdrowotne /123RF/PICSEL

Reklama

Zdrowiu szkodzi zła atmosfera w pracy - także w sensie dosłownym. W ostatnich latach przybywa danych wskazujących na rolę zanieczyszczeń powietrza w rozwoju rozmaitych chorób. Nie chodzi jednak o smog. Budynki do pewnego stopnia przed nim chronią, szkodliwe związki uwalniane są za to w ich wnętrzach. 

Źródłem toksycznych substancji są rozmaite elementy wyposażenia i wystroju pomieszczeń, m.in. wykładziny, meble czy urządzenia biurowe. Zwłaszcza pokrywające je farby, lakiery oraz żywice syntetyczne zawierają tzw. lotne związki organiczne (LZO), które uwalniają się z tworzyw sztucznych, łatwo przyjmują postać pary lub gazu i mieszają się z powietrzem, które wdychamy.

Reklama

Do najbardziej trujących LZO należą benzen i formaldehyd. Naukowcy dopiero zaczynają badać skutki zdrowotne długotrwałego narażenia na tego typu substancje. Dostępne dane wskazują, że LZO mogą podrażniać skórę, oczy, błony śluzowe, wywoływać bóle głowy, nudności, zaburzenia poznawcze, przyczyniać się do rozwoju chorób układu oddechowego, a nawet powodować uszkodzenia nerek, wątroby i systemu nerwowego. 

LZO czasem osiągają też podwyższone stężenia w miejscach o niesprawnej wentylacji lub dużej ilości syntetycznych materiałów. To problem, który częściej dotyczy miejsc pracy niż domów czy mieszkań. W tych ostatnich wymianę powietrza zapewniają otwarte okna - a nie systemy wentylacyjne o rozmaitym stopniu czystości.

Gdy praca szkodzi, należy ją zmienić. Może to być jedyny sposób na uwolnienie się od "toksycznego" szefa lub toksycznego powietrza. Niestety, niektórych kłopotów nie da się zażegnać dzięki pojedynczej decyzji - ich rozwiązanie wymaga ciągłej, nomen omen, pracy. Tak jest w przypadku szkodliwych przyzwyczajeń. Do tej kategorii zalicza się szereg praktyk: od przerw na "dymka", przez podjadanie słodyczy, po picie  hektolitrów" kawy. Dla wielu z nas to sposoby na okiełznanie stresu lub podładowanie baterii. 

Są jednak nawyki, z których często nie zdajemy sobie sprawy, tymczasem mogą być one nie mniej szkodliwe. Chodzi w szczególności o przyjmowanie złej postawy: siedzenie z pochyloną głową, garbienie się lub "zjeżdżanie" z oparcia fotela i zginanie lędźwi w łuk. To  przyzwyczajenia, nad którymi trudno zapanować, bo ulegamy im bezwiednie. 

Niestety, rujnują one kręgosłup, prowadzą do wad postawy, zwyrodnień i bólu, a także znacząco zwiększają ryzyko kontuzji. Mogą również mieć negatywny wpływ na pracę narządów wewnętrznych - długotrwałe przebywanie w zgiętej pozycji powoduje napięcia mięśniowe i ucisk organów, co utrudnia ich prawidłowe działanie. Według danych ZUS na bóle lędźwi skarży się 34 proc. pracowników, a na bóle kręgosłupa w odcinku szyjnym - aż 51 proc.

A będzie zapewne gorzej: w krajach wysoko rozwiniętych ten odsetek waha się w granicach 60-80 proc. Ale oczywiście praca ma też swoje plusy - również zdrowotne. Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii przez naukowców z Uniwersytetu w Cambridge dowiodły, że już osiem godzin płatnej pracy w ciągu całego tygodnia zmniejsza ryzyko problemów psychicznych aż o 30 proc. (w porównaniu z bezrobotnymi). Co ciekawe, wydaje się, że to idealna dawka - większe obciążenie czasowe wcale nie działało korzystniej, a, jak dowodzą przywoływane w tym artykule inne analizy, może się wiązać z poważnymi chorobami.

Świat Wiedzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje