Reklama

Od 12 lat nie brał prysznica. Co stało się z jego ciałem?

David Whitlock pracuje jako chemik inżynier. Dlaczego piszemy o tym, z pozoru, zwykłym facecie? Powód jest prosty. Ostatni raz wziął on prysznic w 2003 roku. Nie można go jednak nazwać brudasem.

Whitlock nie prowadzi żadnego eksperymentu. Chemik jest zdania, że prysznic nie jest potrzebny. Co więcej, regularne mycie ciała przy użyciu płynów do kąpieli szkodzi. Przynajmniej w jego opinii. Dlaczego? Odpowiedź brzmi: bakterie.

David zaczął unikać prysznica po tym, jak jego znajoma zapytała go o powód, dla którego jej koń na wiosnę tarza się w błocie. Chemik zaczął się zastanawiać, czy zwierzę w ten sposób nie pokrywa swojego ciała odpowiednimi związkami. Kluczem do rozwiązania tej zagadki okazały się bakterie nitryfikacyjne znajdujące się w glebie. Utleniają one amoniak do kwasów azotowego i azotowego (III), przez co same działają niczym... środek antybakteryjny.

Reklama

Bakterii Nitrosomonas można znaleźć na powierzchni ciała prawie każdego kręgowca i bezkręgowca. Kto jest wyjątkiem? Oczywiście człowiek. Whitlock twierdzi, że gdyby nie codzienne prysznice z wykorzystaniem chemicznych środków czystości, to też byśmy je na sobie mieli. Pozbywające się amoniaku bakterie byłyby w stanie eliminować przykry zapach potu składającego się w dużej mierze z mocznika.

Czy w takim razie unikający prysznica mężczyzna w ogóle się myje? Nie zrezygnował on z mycia rąk, co zapobiega przenoszeniu chorób. Pryska się też stworzonym przez siebie preparatem zawierającym bakterie nitryfikacyjne. Mówi, że musiał uciec się do takiej metody, gdyż żyjąc w mieście bardzo trudno jest je "złapać". Ponadto, wyhodowanie ich kultury na swoim ciele zajęło mu kilka dobrych miesięcy.

Whitlock próbuje przekonać do swojej koncepcji innych. Do sprzedaży już trafił jego spray. Mała butelka specyfiku starcza na miesiąc i kosztuje 49 dolarów. Firma rozprowadzająca ten produkt zastrzega jednak, że nie należy jeszcze w zupełności rezygnować z mycia się pod prysznicem. Niewykluczone jednak, że testy na większej grupie konsumentów potwierdzą przypuszczenia Davida Whitlocka.

Warto wspomnieć, że naukowcy odkryli takie bakterie na ciałach członków amazońskiego plemienia Yanomami. Może okazać się, że w przeszłości ludzkie ciała faktycznie były nimi pokryte, co potwierdzałoby przypuszczenia Whitlocka!

Co najlepsze, do tego odkrycia doprowadzono zupełnie przypadkiem, gdyż badacze u odizolowanych od świata mieszkańców Ameryki Południowej szukali mikrobium (zbioru mikroorganizmów na przykład bakterii lub grzybów), którego zespól genomów byłby odpornego na działanie antybiotyków.

Chris Callewaert z belgijskiego Ghent University mówi, że prysznic nie jest potrzebny nam po to, aby pozbyć się bakterii.

- Z nimi skóra daje sobie radę bez najmniejszego problemu. Jest w stanie je kontrolować - mówi on w rozmowie z portalem LiveScience.

Chodzi więc tylko o usunięcie przykrego zapachu. Jeśli wierzyć na słowo współpracownikom Whitlocka wcale nie pachnie on źle. Trudno jednak jest przekonać samego siebie, a co dopiero innych, że możliwe jest zupełne zrezygnowanie z prysznica.

Kto wie, może wkrótce będzie to coraz popularniejsze, a i w dodatku zdrowsze? Zanim to jednak nastąpi nie zmieniajcie swojego wieczornego i porannego rytuału.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje