Reklama

​Mroczne tajemnice medycyny: Czego nie mówią nam lekarze?

Niektórzy lekarze wychodzą z założenia, że pacjenci dla własnego dobra powinni wiedzieć jak najmniej. /123RF/PICSEL

Reklama

Częste wizyty przewrażliwionych pacjentów to dla praktykujących medyków czysty zysk. - Kto odeśle ludzi do domu, nic na nich nie zarobi - mówi Blech. By mieć lepszą kontrolę nad skutecznością leków, firmy farmaceutyczne inwestują rocznie ok. 100 milionów euro w tzw. obserwację skutków farmakoterapii. Polega to na tym, że lekarze w swoich gabinetach przepisują pacjentom określony środek i dokumentują jego działanie. 

Jednak czy ta metoda rzeczywiście sprawia, iż medykamenty są bezpieczniejsze? Wielu specjalistów w to wątpi. Wartość tych badań jest według nich bardzo mała - za to honoraria lekarzy wysokie. Ta dysproporcja zdaniem ekspertów takich jak prof. Karl Lauterbach w sposób oczywisty wskazuje na to, że obserwacja skutków farmakoterapii ma w rzeczywistości... skłonić diagnostów do przepisywania danego leku. Problematyczny w tym kontekście jest niewątpliwie fakt, iż takie powiązania między lekarzami a przemysłem farmaceutycznym nie są nadzorowane przez państwo.

Reklama

- Manipulacje badaniami klinicznymi są tak częste i tak daleko idące, że sprawozdania z tych testów należałoby traktować wyłącznie jako reklamę leków - mówi prof. Peter Gotzsche, dyrektor Nordic Cochrane Centre przy szpitalu Ringshospitalet w Kopenhadze, przysparzając sobie tym samym wielu wrogów. Jak na lekarza są to bardzo ostre słowa, w dodatku skierowane nie tylko przeciwko przemysłowi farmaceutycznemu, ale i wszystkim kolegom po fachu oraz naukowcom, którzy milczą na ten temat. A co to oznacza dla nas, pacjentów? - Z jednej strony badania są zwykle finansowane i prowadzone przez producentów, dlatego wykazują tendencję do zbytniego optymizmu.

Z drugiej strony analizy, które nie przynoszą pożądanych rezultatów, są z zasady rzadziej publikowane - wyjaśnia prof. Gerd Antes z Uniwersytetu we Fryburgu. Nie chodzi o to, że firmy farmaceutyczne fałszują wyniki - wystarczy inaczej wyważyć fakty lub je po prostu pominąć. - Takie pozornie niewielkie różnice mogą na światowym rynku dać miliardy dolarów zysków - tłumaczy prof. Gotzsche. 

Zasada działania tego procederu jest bardzo prosta: Kto ma środki finansowe, ten decyduje o wynikach. Potwierdzają to wyrywkowe badania przeprowadzone przez Cochrane Centre. Okazuje się, że 50-61 proc. finansowanych przez firmy farmaceutyczne analiz nad lekami zostało poddanych manipulacji tak, by rezultat wypadł na korzyść tych firm. "Ustawione" testy nie stoją jednak na przeszkodzie w dopuszczaniu leków do obrotu. Dlaczego? - Obecnie nie istnieją interdyscyplinarne standardy oceny leków ani wymierne kryteria jakości dla badań naukowych - wskazuje prof. Flaminio Squazzoni z Uniwersytetu w Brescii.

Lecz najbardziej szokuje fakt, że nie jest to żadną tajemnicą. Dzięki wysiłkom m.in. 37 tysięcy współpracowników Cochrane na całym świecie, którzy publikują swoje odkrycia w renomowanych fachowych czasopismach medycznych, wiadomo, że tysiące badań zostało zmanipulowanych. Lekarze powinni o tym wiedzieć, ponieważ to na nich spoczywa duża część odpowiedzialności za przepisywane leki. Pacjenci oczekują, iż opiekujący się nimi specjaliści będą na bieżąco, przynajmniej jeśli chodzi o najważniejsze trendy w medycynie. Ale historia uczy, że wiele leków jest wciąż przepisywanych, mimo iż ze stanu badań wynika coś innego - niektórzy eksperci są po prostu niedouczeni.

Przykładem są tzw. testy PSA do wczesnego wykrywania raka prostaty. Choć wielu uczonych oraz autor testu, prof. Richard Ablin, odradzają obecnie jego stosowanie w innych przypadkach niż powtórny rozwój nowotworu po remisji, lekarze nadal go przepisują. Okazuje się, iż wyniki tego typu badań prewencyjnych są w 80 proc. pozytywnie fałszywe, czyli prowadzące do wniosku o chorobie w przypadku zdrowego pacjenta. Podobnie rzecz wygląda z zalecanym przez część medyków środkiem uspokajającym diazepamem (Relanium). Brzmi to nieprawdopodobnie, lecz choć od prawie 30 lat wiadomo, że substancja ta jest tak samo uzależniająca jak heroina, nadal się ją przepisuje.

***Zobacz także***

Świat Wiedzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje