Reklama

​Mroczne tajemnice medycyny: Czego nie mówią nam lekarze?

Niektórzy lekarze wychodzą z założenia, że pacjenci dla własnego dobra powinni wiedzieć jak najmniej. /123RF/PICSEL

Zalety rozwoju medycyny są powszechnie znane. Znacznie rzadziej czytamy jednak o związanych z nim zagrożeniach. Szczególnie teraz, w ciężkim czasie epidemii, czasem dla naszego dobra, lekarze muszą ukrywać niektóre aspekty swojej pracy. W środowisku nie jest na przykład tajemnicą fakt, że badania nowych leków najczęściej "ustawiane" są przez tego, kto je finansuje. Ale to nie wszystko. Które leki częściej zabijają, niż ratują życie? Jak sfabrykować chorobę? Co decyduje o tym, kto dostanie organ do przeszczepu? Przedstawiamy mroczne tajemnice współczesnej medycyny...

Reklama

Ta umowa nie wymaga podpisu, ustnej zgody ani uścisku dłoni (to ostatnie szczególnie teraz i tak pewnie by się nie wydarzyło). Wchodzi w życie automatycznie, zawsze gdy przekraczamy próg gabinetu w przychodni. Każdy diagnosta jest zobowiązany do poinformowania pacjenta o jego stanie zdrowia, udzielenia porady i zapobiegania grożącym mu szkodom. Jednak mało kto wie, że lekarze codziennie łamią tę umowę. Często nieświadomie, lecz czasem zupełnie celowo. Dlaczego? Istnieją trzy główne powody.

Po pierwsze niewiedza. Zanim nowe odkrycie, choćby najbardziej przełomowe, trafi do wszystkich gabinetów lekarskich, może minąć nawet 30 lat! Przykład: Od trzech dekad wiadomo, że substancja czynna diazepam, zawarta w leku uspokajającym Relanium (Valium), stosowana długoterminowo jest uzależniająca podobnie jak heroina - jednak do dziś przepisuje się ją milionom pacjentów, często nie kontrolując skutków jej zażywania.

Reklama

Po drugie nieszczerość. - Co by Pan zrobił na moim miejscu? Wielu lekarzy obawia się tego pytania i nie odpowiada na nie szczerze lub zataja przed pacjentem osobistą ocenę. Przykład: ankieta przeprowadzona przez Uniwersytet Duke’a w Karolinie Północnej miała pokazać, czy lekarze zalecają swoim pacjentom ze zdiagnozowanym nowotworem jelita terapię, którą sami uznają za najlepszą. Wynik zaalarmował fachowców: 40 proc. z 500 lekarzy doradziło pacjentom operację, której sami by się nie poddali ze względu na zbyt duże ryzyko niepożądanych skutków ubocznych.

Po trzecie dezinformacja. Zdaniem wielu specjalistów firmy farmaceutyczne finansujące badania nad lekami wpływają na wyniki tak, by wypadły one na ich korzyść. - Z jednej strony testy są zwykle opłacane i prowadzone przez producentów, dlatego wykazują tendencję do zbytniego optymizmu. Z drugiej strony analizy, które nie przynoszą pożądanych rezultatów, są z zasady rzadziej publikowane - wyjaśnia prof. Gerd Antes z Uniwersytetu we Fryburgu.

Również to, że takie testy są na ogół bardzo kompleksowe i trudne, może powodować problemy w interpretacji. W efekcie lekarze nierzadko doradzają swoim pacjentom, opierając się na wynikach badań, które nie są dobrze zrozumiane lub wiarygodne pod względem naukowym. Także o tym nie mówi się osobom leczonym.

W 2016 roku Polacy wydali w aptekach więcej niż 31 miliardów złotych. Samych lekarstw dostępnych bez recepty kupujemy ponad 700 milionów opakowań. Ale medykamenty nie tylko ratują życie i zdrowie. Wielu lekarzy nie mówi o tym, iż ich przyjmowanie zawsze niesie ze sobą określone ryzyko - i nie dotyczy to wyłącznie tych przepisywanych na najcięższe schorzenia.

Wręcz przeciwnie. - Najwięcej skutków ubocznych i powikłań powodują leki polecane najczęściej - twierdzi Keihan Ahmadi-Simab, zastępca ordynatora jednej z niemieckich klinik.

***Zobacz także***

Świat Wiedzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje