Reklama

Celuj w górę

Sprzedawca proponuje mi jeszcze krem i spray na potężną erekcję. Na opakowaniach skład (oczywiście po niemiecku!) jest zaklejony ceną, a kiedy pytam o zawartość,odpowiada enigmatycznie, że to starożytna formuła Azteków czy Majów. I że po pryśnięciu czy posmarowaniu tym mojego największego skarbu mogę poczuć gorąco i pieczenie, ale to OK,właśnie o to chodzi, bo ukrwienie się poprawia i jamy penisa (chodziło mu pewnie o ciała jamiste) twardnieją...

Reklama

Perspektywa chłodzenia penisa wodą nieprzesadnie mnie pociąga, więc rzucam tylko, że chyba jednak udam się do lekarza i wychodzę.

Chciałbym się umówić

Ha, do lekarza,bardzo sprytnie, ale do jakiego. Na szczęście mieszkam w ośrodku uniwersyteckim, więc seksuologów powinno być pod dostatkiem. Szukam w książce telefonicznej - dwa gabinety. W internecie też dwa. Wybór niewielki, tym bardziej że jednego z tych lekarzy znam, bo kiedyś konsultowałem z nim jakiś tekst. A zamierzam iść do lekarza nie jako dziennikarz, tylko jako pacjent. Wejść i powiedzieć "Dzień dobry, jestem z Men's Health, przygotowuję artykuł o zaburzeniach erekcji" itd. to żadna sztuka. A ja chcę się przekonać (dla Ciebie, drogi czytelniku, to wszystko dla Ciebie) na własnej skórze, co czuje pacjent u seksuologa.

Wybieram tego drugiego. Najpierw trzeba zadzwonić i się umówić.To mnie pociesza, bo mam nadzieję,że uniknę w ten sposób kolejki w poczekalni. Umawiam się na środę, na godz. 18. Mam dwa dni na wymyślenie historyjki, z jaką pójdę. Po głowie krążą różne myśli. Nawet najdziwniejsze. Czy będę się musiał rozebrać? Czy on będzie mnie dotykał? Czy każe oglądać pornosy, żeby sprawdzić, jak tam z moją erekcją? I co zrobię, kiedy oszustwo się wyda już po 3 minutach "Emmanuelle"? Zastanawiam się, co powiedzieć. Od czego zacząć?

Wymyślam, że powiem, że kiedyś miałem erekcje wyraźniejsze, twardsze i czy można coś z tym zrobić. A na pytania będę odpowiadał w miarę prawdziwie, jak klasyczny szpieg. Im bliżej prawdy, tym łatwiej kłamać.

Masturbuje się pan?

Znajduję gabinet na końcu miasta. Na szczęście jest w prywatnym mieszkaniu, a nie w przychodni, gdzie musiałbym czekać pod drzwiami z napisem "Seksuolog". Niestety, przy bramie wisi mała tabliczka. Obok stoją trzy rozchichotane nastolatki. Pewnie mieszkają w pobliżu i doskonale wiedzą, kto przyjmuje pod numerem 4. Mam ochotę wrócić tu za chwilę, jak już sobie pójdą. Nie, to bez sensu. Dzwonię domofonem, drzwi otwierają się bez słowa. Całe szczęście, że nie musiałem nic mówić. Wchodzę do mieszkania zamienionego na gabinet. Biurko, na nim komputer i dwa krzesła dla pacjentów.

No tak, zaburzenia seksualne dotyczą najczęściej par i to pary właśnie się leczy. Nie widzę żadnej leżanki ani zestawu audio-wideo, więc z oglądania ekscytującego filmiku raczej nici. No, to chyba mogę się nie bać wpadki.

Gorączkowo zastanawiam się, od czego by tu zacząć, ale okazuje się, że niepotrzebnie. Lekarz odzywa się pierwszy. Jak się pan nazywa? Wiek? Żona? Od kiedy? Dzieci? Choruje pan na coś? Miał pan kontakt z narkotykami? Klasyczny kwestionariusz. Trochę jak w urzędzie skarbowym. Lekarz jeszcze ani razu na mnie nie spojrzał. Może to i lepiej, bo spodziewam się, że zaraz dojdzie do bardziej krępujących pytań. I rzeczywiście. Kiedy pan się ostatnio masturbował? Nie, czy się masturbuję, tyko kiedy! Zaczyna mi się robić niewyraźnie. W końcu to moja prywatna sprawa. Poza tym przed chwilą przedstawiłem się, on to zapisał i tę odpowiedź też sobie zapisze. W komputerze. A jak ktoś się do niego włamie? I wrzuci listę pacjentów na jakąś stronę?

Dowiedz się więcej na temat: sprzedawca | problemy | nastolatki | lekarz | viagra | tabletki | szczęście | problem | seks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje