Reklama

Celuj w górę

Pod gabinetem seksuologa stoją trzy rozchichotane nastolatki. Patrzą na mnie. Mam ochotę zawrócić... Ale nie. Wchodzę.

Trzeba będzie napisać o zaburzeniach erekcji - uradziliśmy na kolegium redakcyjnym. Problem jest poważny, bo aż 1,5 mln Polaków cierpi z tego powodu. W Men's Health to ja zajmuję się zdrowiem, więc owo "trzeba napisać" było do mnie. Poczytałem o zaburzeniach erekcji (ang. erectile disfunction - ED), popytałem specjalistów i już wiem: jak tylko się pojawią, trzeba iść do lekarza.

Reklama

Łatwo powiedzieć, ale czy równie łatwo wykonać? Postanowiłem przejść drogę, którą przechodzi facet borykający się z ED i sprawdzić, czy istotnie jest to droga przez mękę.

To tylko na niby

Na szczęście, problem znam jedynie teoretycznie, ale ponieważ jak dla każdego mężczyzny seks jest dla mnie bardzo ważny, więc myślę, że potrafię sobie wyobrazić, jak fatalnie musi się czuć facet, który nagle przekonuje się, że chociaż bardzo chce, to równie bardzo nie może. Po pierwszym szoku zaczyna się bać następnego zbliżenia i spodziewanej kompromitacji, więc odwleka ten moment, łapiąc się najbardziej nawet absurdalnych wymówek, szukając rozwiązań awaryjnych.

Wobec tego i ja poszukam. Od czego zacząć? Oczywiście od internetu. Tylko jakie hasło wpisać? Pierwsze skojarzenie - Viagra. Tyle się mówi o słynnych niebieskich tabletkach, że na pewno coś znajdę. Wklepuję. Rzeczywiście, to popularne hasło. Wyskakuje mi 2,5 mln stron. O dziwo, na pierwszym miejscu wcale nie pojawia się strona producenta. Linki z góry strony kierują mnie do miejsc, w których można zamówić "środki na potencję". Tanio i dyskretnie - tak piszą.

No dobra, spróbujemy. Wybieram jedną ze stron,wchodzę: "Oferujemy oryginalne tabletki na męski problem". Pełen zestaw. Jest i Cialis, i Viagra, i Levitra.

Przy każdej opis oraz, o dziwo, w miarę rzetelna informacja o skutkach ubocznych, przeciwwskazaniach i sposobie działania. Samozwańczy aptekarze poprzeklejali informacje z ulotek. Tylko czy na pewno tanio? Ceny jednej tabletki oscylują w okolicach 50 zł. Im więcej sztuk zamówisz, tym taniej, ale rabat nie jest oszałamiający. Widać ludzie zgodzą się zapłacić każdą cenę za sukces w sypialni.

Przechodzę do strony zamówień. Niestety, trzeba wypełnić formularz: imię, nazwisko, adres, telefon... Jakoś nie palę się do tego, żeby się znaleźć na liście facetów, którzy kupują nielegalnie leki przez internet. Bo sprzedaż leków na receptę bez recepty to przestępstwo. A jeśli ktoś kiedyś znajdzie tę listę i ją upubliczni?

Nie bardzo mi się uśmiecha wyjaśnianie, że ja tylko tak, w ramach dziennikarskiego śledztwa... Zwłaszcza że już teraz staję się powoli obiektem żartów w redakcji: "Słyszałem, że znasz się na Viagrze?" "I jak tam,działa?". Sekretarz redakcji, atrakcyjna brunetka,wchodzi do pokoju i pyta, kiedy będę miał w końcu erekcję. Wiem, że pyta o to, kiedy będę miał gotowy tekst, ale brzmi to na tyle dwuznacznie, że koledzy wybuchają śmiechem, a ja się czerwienię. A co by było, gdybym istotnie miał z tym problemy? Wolę nie myśleć.

Szukam czegoś na erekcję

Wiem już, że anonimowo w internecie się nie da. W końcu gdzieś muszą te tabletki wysłać. Pora sprawdzić, co mają do zaoferowania w seks-shopie. Byłem tam już wcześniej, kiedy kupowałem prezerwatywy do testu gumowych kapturków. Pamiętam,że byłem nieco zażenowany, gdy wybierałem najbardziej wymyślne i dopytywałem, czy nie ma jakichś specjalnych, z wypustkami i na opóźnienie wytrysku. Tym razem problem jest jeszcze większy, bo wiem, że muszę wejść i patrząc w oczy sprzedawczyni (dlaczego to zawsze muszą być kobiety?!) powiedzieć, że szukam czegoś na poprawienie erekcji. Co ona sobie o mnie pomyśli? A jeśli mnie zna? Albo zna kogoś, kto mnie zna?

Trudno, robię dwa szybkie wdechy i wchodzę do świata seksualnych gadżetów. Uff! Mam szczęście - za ladą nie dziewczyna, lecz facet. Podchodzę i najbardziej obojętnym, na jaki mnie stać tonem mówię, że szukam czegoś na poprawienie erekcji. Wbrew obawom,sprzedawca nie parska śmiechem, tylko rzeczowo pyta, czy wolę krople, tabletki, maść czy spray. Widać nie jestem pierwszym klientem z tym problemem. Nie byłem przygotowany na taki wybór, więc mówię, że może on mógłby mi polecić coś, po co faceci wracają.

Proponuje Libido Forte. Pytam o skład i dowiaduję się, że to preparat ziołowy. Tak naprawdę chcę sprawdzić, czy da się w seks-shopie kupić któryś z leków na receptę, więc szukam dziury w całym i pytam ocenę. Jedyne 70 zł za opakowanie. Jestem zdziwiony, bo w aptece obok widziałem to samo za 50 zł. Rezygnuję z zakupu i pytam ściszonym głosem, czy nie ma może Viagry albo Cialisu. Sprzedawca spokojnie wyjaśnia, że Cialis, Viagra i Levitra to leki o silnym działaniu, dlatego dostać je można jedynie na receptę.

Wymienia groźne skutki uboczne, nieco je wyolbrzymiając. Być może po to, abym zdecydował się na jego towar. W końcu jest handlowcem. Ale i tak jestem pod wrażeniem - seks-shop to idealne miejsce do nielegalnego rozprowadzania przemycanych albo wręcz podrabianych leków. W tym - nic z tych rzeczy.

Dowiedz się więcej na temat: sprzedawca | problemy | nastolatki | lekarz | viagra | tabletki | szczęście | problem | seks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje