Reklama

Całuj, całuj gorąco!

Zwyczajny, delikatny pocałunek zmusza do pracy 12 mięśni twarzy, powodując w ten sposób spalanie 12 kalorii.

Przy namiętnym pracować musi aż 30 mięśni głowy. Korzyści z tego odnosi nie tylko ciało, ale i dusza. Małe dzieci wiedzą, że gdy pocałuje się je w bolące miejsce, to nie tylko przestaje boleć, ale i skaleczenie goi się szybciej i siniak przestaje być brzydki. Wiedzą też o tym mamy, stosujące pocałunkową terapię przy rozlicznych okazjach. Ale pocałunki pomagają nie tylko dzieciom, lecz również dorosłym.

Reklama

Podczas tych namiętnych zwiększa się wydzielanie endorfin. Ustępują wtedy drobne dolegliwości, bóle, uczucie zmęczenia i zdenerwowania. Gorący pocałunek powoduje przyspieszenie tętna, poprawia ukrwienie i odżywianie tkanek.

Nie od dziś psychoterapeuci zalecają pocałunki jako lekarstwo przeciw stresom. Radzą nie żałować ich sobie. Poranne całusy małżonków, dzieci i rodziców, bliskich sobie osób wprawiają w dobry nastrój na cały dzień, powodują, że świat jawi się milszy niż jest w rzeczywistości. Zwłaszcza gdy towarzyszą im dobre, podtrzymujące na duchu słowa. Znika wtedy przygnębienie, apatia i niepokój. Wieczorne pomagają zapomnieć o kłopotach i zmartwieniach, przynoszą dobry, spokojny sen i przyjemne nocne marzenia.

Ponieważ pocałunki są nie tylko przyjemnością, ale i w pewnym sensie ćwiczeniem fizycznym, to korzyść z nich odnosi również ciało. Namiętne całowanie wymaga pracy aż 30 mięśni głowy i szyi. Fachowcy twierdzą, że jeśli zajęcie to uprawiane jest systematycznie, to jego efektem może być poprawa jędrności policzków, ust i podbródka oraz spalenie sporej ilości kalorii. Można spróbować, bo pocałunkowa terapia nic nie kosztuje, a jest nieskomplikowana i przyjemna.

MWMedia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: pocałunek | gorąco

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje