Reklama

Robert Kubica: Jak zwyciężę, to zwyciężę

Trzeba jechać jak najlepiej się potrafi, jak najbardziej naturalnie. Tak jak się rano wstaje i idzie myć zęby - przekonuje Robert Kubica. Najszybszy Polak zdradza między innymi, jaką największą prędkość udało mu się osiągnąć na torze.

Z pierwszym Polakiem startującym w F1, zdobywcą 3. miejsca w Grand Prix Włoch, rozmawiają Marta Grzywacz i Piotr Jaworski - prowadzący "Weekend z Gwiazdami" w RMF FM.

Reklama

RMF FM: Twoi kibice chcieliby wiedzieć jak to się stało, że z Formuły 3 trafiłeś bezpośrednio do Formuły 1...

Robert Kubica: Jak to się stało? Sądzę, że to jest naturalny tok rozwoju kierowców. Są kierowcy, który z Formuły Renault 2000 czy nawet jeszcze z innej kategorii trafiali do Formuły 1, tak jak Kimi Raikkonen. Są kierowcy, którzy trafiali z Formuły 3000, są kierowcy - tak jak ja - którzy trafiali z World Series by Renault, która nie jest Formułą 3, tylko jest wyżej. Więc w Europie od tej kategorii, w której ja startowałem w ubiegłym roku, wyższej nie ma.

Słowo magiczne "strategia" pojawia się w komentarzach, kiedy oglądamy relacje z wyścigów Formuły 1. Jak to jest - czy cały zespół siada nad nią, łącznie z Tobą, omawiacie warunki na torze, sytuację, myślicie, co zrobić, kiedy zjechać, kiedy się zatrzymać, kiedy zatankować?

Tak. Formuła 1 jest sportem zespołowym. W naszym zespole pracuje 500 osób - oczywiście nie cała ekipa jest na torze. Na torze jest około 120 osób: są inżynierowie, są ludzie, którzy pełnią odpowiednie funkcje. Mamy bardzo dużo briefingów i omawiamy każdą możliwą sytuację.

Ile czasu dajesz sobie na zwycięstwo?

Mogę wygrać w przyszłym roku, mogę w ogóle nie wygrać. Nie wiadomo, czy będę jeździł w przyszłym roku. Formuła 1 nie jest sportem indywidualnym, nie decyduje tylko kierowca, decyduje cały zespół, moglibyśmy dużo gdybać... Jak zwyciężę, to zwyciężę.

Podobno bardzo ważna jest współpraca kierowców i konstruktorów. Jak to wygląda?

Jest bardzo ważna. Przez cały sezon bolid jest udoskonalany i kierowcy mają w tym pewny wkład. Rola kierowcy testowego, którym byłem - i tak naprawdę do teraz jestem, ponieważ też jeżdżę na testy - jest bardzo ważna. Tam się daje wskazówki, mówi się, co się dzieje z bolidem i co można by było ulepszyć. Odpowiednio później jest cały sztab inżynierów, wszystkich ludzi w zespole, którzy to próbują. Nie nadaremno tunel aerodynamiczny jest używany przez 24 godziny na dobę, są trzy zmiany. Cały zespół pracuje nad tym, żeby bolid był jak najszybszy, żeby dobić do tej czołówki najlepszych zespołów. Ale inne zespoły też nie śpią i każdy się prześciga z nowinkami. Jeśli się wystartuje słabszym bolidem na początku, jest ciężko w trakcie sezonu dobić do czołówki, ponieważ zawsze jest się z tyłu. Kiedy my dodajemy jakieś nowinki aerodynamiczne albo jakieś nowe specyfikacje zawieszeń czy też silników, automatycznie robią to też inni. I wszystko idzie do góry, bolidy są coraz szybsze, ale konkurencja też.

Czemu zawdzięczasz swoją silną psychikę - wychowaniu, właściwościom organizmu czy pracy z psychologiem?

Z psychologiem nigdy nie pracowałem. Sądzę, że każda osoba wie najlepiej, co musi w sobie poprawić, jak musi to poprawić i czy jest jej coś potrzebne. Uważam, że na mnie dość duży wpływ miało to, że mieszkałem za granicą, dosyć szybko dorosłem i sam nad tym popracowałem przez ostatnie dwa, trzy lata. Sądzę, że jest dobrze.

Co musiałeś zmienić, nad czym pracowałeś jeśli chodzi o rozwój swojej osobowości?

Nie pracowałem nad swoją osobowością. Pracowałem nad podejściem do tego, jak się jest młodym człowiekiem i każdy chce wszystko za wszelką cenę. A do bolidu trzeba wsiąść, nie można się stresować, trzeba jechać jak najlepiej się potrafi, bo nic w przeddzień wyścigu się nie wymyśli. Trzeba jechać jak najbardziej naturalnie. Tak, jak się rano wstaje i idzie myć zęby.

Utrzymujesz tę koncentrację przez dwie godziny, to bardzo trudne - do tego też trzeba mieć pewne predyspozycje, prawda?

Na pewno. Ale ja od samego początku, od młodego wieku jeździłem w wyścigach. Oczywiście nie wypłynąłem od razu na głęboką wodę, tylko jeździłem w gokartach - najpierw w Polsce, później za granicą, później Formuła Renault 2000, F3 i coraz wyżej, coraz wyżej... Chociaż mogę powiedzieć tak, że momentami bardziej się stresowałem w Formule 3 niż teraz w Formule 1.

Dlaczego?

Po prostu dorosłem. Zmieniłem styl myślenia, zmieniłem... Może się polepszyłem - o!

RMF

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: myć | kierowca | śmiech | tory | pytania | testy | rzeczy | wyścig | bolid | robert | Robert Kubica | kierowcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje