Reklama

Polak skoczył z największego wiaduktu

To były dwa tygodnie najbardziej ekstremalnej jazdy z maksymalną dawką adrenaliny - Olek Domalewski zdobył największy wiadukt w Europie i szwajcarską górę Eiger!

BASE jumper z Diverse Extreme Team podczas wyprawy przez Stary Kontynent odwiedził w sumie 6 krajów - Niemcy, Holandię, Belgię, Francję, Hiszpanię oraz Szwajcarię. I w każdym z nich oddał przynajmniej jeden skok (w sumie 30 skoków z czego 15 z nowych miejsc). W czasie swojej wyprawy BASE przejechał ponad 6000 km. Zaliczył lot z największego wiaduktu Europy i osiągnął cel wyprawy - czyli skok ze szwajcarskiej góry Eiger.

Reklama

Niemcy - starzy znajomi

Najpierw łupem naszego jumpera padł niemiecki most kolejowy. Bardzo malowniczo położony nad parkiem i rzeką. 106 metrów lotu stanowiło dobrą rozgrzewkę, jak na początek wyprawy. Na miejscu Olek spotkał się ze starymi znajomymi. Słowo "starzy" jest jak najbardziej na miejscu, ponieważ wśród nich znajdował się 68-letni Niemiec, który przygodę z BASE jumpingiem rozpoczął w wieku 50 lat.

Po skoku o świcie czas było wyruszyć w dalsza podróż do Holandii, a dokładnie do Rotterdamu.

Zielona Holandia

W zielonym kraju odbywały się dni sportów ekstremalnych organizowane przez Go-Fast. Na miejscu zebrali się zaproszeni goście z całego świata. Wszyscy po to, aby skakać ze znajdującego się w Rotterdamie masztu. Kilkutysięczny tłum widzów mógł podziwiać skoki z dwóch platform znajdujących się na wysokości 95 i 180 metrów.

Olek oddał kilka skoków zaliczając obie wysokości.

Następnym celem była Bruksela. Po drodze jednak znajdował się jeszcze 110-metrowy pylon elektryczny. Obiekt dość szczególny, bo dodatkowej adrenaliny dodawał fakt wysokiego napięcia. Zawodnik Diverse Extreme Team nie byłby sobą, gdyby nie skorzystał z takiej okazji. Wykonane perfekcyjnie salto w tył przed otwarciem spadochronu dopełniło wrażenia dnia. Trzy nowe obiekty pozwoliły spokojnie, bez nerwów dotrzeć do Brukseli, gdzie czekało kolejne wyzwanie.

Belgia - powolny layout gainer ze 160 metrów

Pogoda nie rozpieszczała, ale pozwalała na szczęście działać. Wraz z grupą znajomych Olek Domalewski udał się na lokalną antenę dysponującą wspaniałą platformą, jakby stworzoną do uprawiania BASE jumpingu. - Szkoda tylko, że była najeżona dużą ilością nadajników telewizyjnych: Powolny layout gainer ze 160 metrów pozwolił obudzić się i zasiąść ze znajomymi do bardzo wczesnego śniadania w pobliskim miasteczku. Kto by się spodziewał w niedzielny poranek spotkać tak młodych ludzi na śniadaniu? - śmieje się zawodnik Diverse Extreme Team.

Olek musiał szybko żegnać znajomych, którzy niestety jechali do domów, by w poniedziałek wrócić do pracy. Wraz z Gee (Urban BASE Squad) postanowił kontynuować podróż w kierunku Francji. Plan nie był dokładnie sprecyzowany. - Skaczemy ze wszystkiego co napotkamy na drodze do Milau, czyli miejsca przeznaczenia - relacjonował Olek.

Powolny mostami stoi

Tak można by określić tę część wyjazdu. Jak już wspominaliśmy, celem był największy wiadukt w Europie, o którego budowie było głośno na całym świecie. Oddany do użytku kilka lat temu spędzał sen z powiek niejednemu skoczkowi. - Zanim jednak dotarłem na miejsce, po drodze udało się "obskoczyć" 4 inne mosty - relacjonuje zawodnik Diverse Extreme Team. - Pierwszy z nich, to niski 50-metrowy wiadukt. Wykonałem tam skok z rozpakowanym spadochronem, który nazywa się roll-over. Później napotkaliśmy most przepięknie położony nad zalewem, który został zaprojektowany i wybudowany przez Gustawa Eiffla. Dokładnie tego samego, który stworzył wieżę w Paryżu nazwaną od jego nazwiska.

INTERIA.PL/materiały prasowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje