"Nie chcę umierać!". To widzisz, gdy porywa cię lawina...

Fot. YouTube: WINTERACTIVITY /YouTube

Jeśli zastanawiałeś się kiedyś, jakie to uczucie być porwanym przez lawinę, nie musisz już dłużej nad tym rozmyślać. Do sieci trafiło nagranie na którym widać moment pogrzebania człowieka żywcem przez ogromną śnieżną masę. Wszystko w jakości 4K...

Reklama

Piękny, słoneczny dzień we francuskich Alpach. Grupka miłośników ekstremalnych zjazdów narciarskich wyrusza na stok w Savoie, by odbyć kolejną freeride'ową przygodę. Jest tam również Mickael Bimboes, jeden z czołowych zawodników na świecie w tej dycyplinie.

"Z Julie i Solanem jeździmy przez całą zimę. Ale chciałbym dziś opowiedzieć wam o wyjątkowym dniu. Tak idealne warunki nie zdarzają się często. Najwyżej dwa-trzy razy w roku. Gdy śniegu jest bardzo dużo, staramy się nagrać jak najwięcej zjazdów, żeby podzielić się tymi momentami. Tego dnia, podczas drugiego zjazdu, stało się jednak coś nietypowego. Jesteśmy u siebie, znamy każdą skałę, w tym sezonie byliśmy tu już pięć razy" - opowiada na nagraniu Bimboes. Niestety sprawy szybko przyjmują bardzo niepożądany obrót...

Ekipa narciarzy popełnia błąd, jadąc za sobą w bardzo małych odstępach. Gdy po zjeździe jednego z freeriderów pokrywa śnieżna pęka, dając początek lawinie, Mickael Bimboes nie nadąża z ucieczką w bezpieczne miejsce. Grunt ustępuje spod nart, a biały puch zasypuje go ze wszystkich stron. Rajski alpejski stok, staje się jego więzieniem.

"Gdy widzę, że śnieg znika spod moich nart, próbuję trzymać się lewej strony i zatrzymać na skale. Jednak w końcu cała góra po prostu się wali. W tym momencie myślę sobie, że wdepnąłem w niezłe g**no" - relacjonuje.

Moment, o którym opowiada doskonale widać na nagraniu kamery przymocowanej do jego kasku. Sytuacja jest bardzo dynamiczna, wszystko rozgrywa się w ciągu zaledwie kilku sekund. Wkrótce kamerę zasłania śnieg, a głosy stają się przytłumione.

"Sto razy mówili mi, żebym uciął tasiemki od kijów. Nie lubię ich gubić, więc nie wiedziałem po co. Ale teraz wiem. Z tego powodu potrzebowałem aż dziesięciu sekund, aby odpalić poduszkę powietrzną. Powiem wam, że to wcale nie jest fajne być przywalonym lawiną. Wydaje mi się, że mam szczęście, że gdy wszystko ustaje, moja głowa nadal jest ponad pokrywą śniegu. Ale nie na długo. Nadchodzi druga fala i zagrzebuje mnie pod metrową warstwą. Myślę, że nie chcę jeszcze umierać. Wkrótce ogarnia mnie senność. Prawie zasypiam" - wspomina.

Jego przyjaciele nie panikują i rozpoczynają akcję poszukiwawczą. Wyjmują detektor lawinowy i namierzają miejsce, gdzie zasypany jest "Micka". Nie trwa to długo, ale dla niego to wieczność. Najdłuższe piętnaście minut życia. Gdy go odkopują, radość jest nie do opisania. "Żyjesz? Możesz oddychać? Rzucam ci moją kurtkę na głowę, żeby nie zasypał cię śnieg, a ja dalej kopię" - mówi jeden z jego przyjaciół. "Jak dobrze oddychać!" - mówi z ulgą uratowany.

Dla Bimboesa i znajomych incydent w Savoie przez długi czas był bardzo traumatycznym przeżyciem. Zdarzenia z lutego 2017 roku udostępnili w sieci dopiero ponad pół roku później. Dopiero teraz jednak nagranie stało się internetowym wiralem i zaczęło żyć własnym życiem.

Francuski freerider nie zrezygnował ze swojej pasji. Na jego facebookowym fanpage'u codziennie pojawiają się nowe nagrania z kolejnych zjazdów. Zmieniło się tylko jedno - od momentu pogrzebania żywcem przez lawinę jeździ już bez tasiemek przy kijkach. Uciął je jeszcze tego samego dnia.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje