Reklama

Na spadochronie z 22 tys. m!

Felix Baumgartner wykonał testowy skok z kapsuły kosmicznej znajdującej się na wysokości prawie 22 tys. m. 42-latek leciał na ziemię z prędkością 600 km/h! Wylądował bezpiecznie 40 km od Roswell w Nowym Meksyku. Tym samym, Austriak jest coraz bliżej skoku na spadochronie z wysokości aż 37 tys. m.

Dokładnie o 9.50 15 marca 2012 r. Felix Baumgartner, ubrany w kombinezon kosmiczny, bezpiecznie zakończył testowy skok. Zaledwie godzinę i 40 minut wcześniej sportowiec rozpoczął swój lot na pokładzie kapsuły kosmicznej przytwierdzonej do wysokiego na 50 m balonu helowego na wysokość niemal 22 tys. m.

Tam, gdzie nie obowiązują ziemskie prawa

Reklama

Celem tej wyprawy było wzniesienie się ponad tzw. "linię Armstronga" i przeprowadzenie pierwszych testów w warunkach rzeczywistych. Linia Armstronga to obszar przestrzeni powietrznej i kosmicznej, w którym znikają ziemskie granice i prawa. To region nieprzyjazny dla ludzi, w którym płyny zaczynają wyparowywać, a temperatury schodzą do 60 stopni C poniżej zera.

Ludzie nie przeżyliby w tej strefie bez kombinezonu kosmicznego, który chroni przed gwałtownym obniżeniem ciśnienia oraz brakiem tlenu. Aby dotrzeć do tego miejsca, Baumgartner musiał najpierw przekroczyć inną "strefę śmierci" znajdującą się podczas pierwszych 300 m wznoszenia się - wówczas nie miałby szans ucieczki, ponieważ nie byłoby czasu na wydostanie się z kapsuły lub otwarcie spadochronu.

Ekstremalne zimno

Samo wznoszenie się i wyjście z kapsuły przebiegło zgodnie z planem. Baumgartner spadał w kierunku ziemi z prędkością niemal 600 km/h. Największą trudność sprawiło mu ekstremalne zimno, jakiego doświadczył.

- Z ledwością poruszałem rękami. Będziemy musieli popracować nad tym - powiedział po wylądowaniu. Austriak dodał, że będzie musiał także popracować nad odpowiednim wyczuciem odległości. - Chciałem otworzyć spadochron po chwili spadku swobodnego, ale zauważyłem, że wciąż znajdowałem się na wysokości ponad 15 tys. m - dodał.

Tylko trzem osobom udało się przeżyć

Choć był to jedynie skok testowy przygotowujący do zbliżającego się skoku z wysokości 37 km, Baumgartner i tak zdołał zapisać się w księdze rekordów. Został trzecią osobą, która przeżyła skok z tej wysokości. Jedynymi osobami, którym udało się skoczyć z większych wysokości byli Rosjanin Eugene Andreev i Amerykanin Joseph Kittinger. Obydwoje dokonali swoich wyczynów w latach 60. XX wieku. 

Kittinger, 83-latek będący żywą legendą, pełni funkcję mentora projektu Red Bull Stratos i prowadził lot testowy Baumgartnera z Centrum Kontroli Misji w Roswell. Kittinger należy do grupy niemal 100 najlepszych ekspertów z dziedziny nauk ścisłych, medycyny, lotnictwa i kosmonautyki, których zatrudniono do pracy przy projekcie. Dyrektor techniczny Art Thompson był zaangażowany w budowę bombowca Stealth Bomber, a dyrektor medyczny dr Jon Clark pracował jako chirurg załogi przy sześciu lotach Space Shuttle.

Kapsuła i balon zdały egzamin

Test ten pokazał, że systemy kapsuły i balon stratosferyczny funkcjonują dokładnie jak należy. Z delikatnego olbrzyma, który nocą przed startem został napompowany 14 tys. m3 helu, zgodnie z planem spuszczono nieco powietrza na wysokości prawie 30 km. Kapsuła, w której wznosił się Baumgartner, została zdalnie odłączona od balonu, a następnie nieuszkodzona wylądowała na pustyni.

- Test zapewnił zespołowi idealną motywację przed kolejnym krokiem - powiedział z uśmiechem Baumgartner. Wcześniejsze dwie próby przeprowadzenia testu zaplanowanego na ten tydzień zostały odwołane.

Warunki panujące na pustyni w Nowym Meksyku w nadchodzących tygodniach będą zbyt wietrzne, by balon mógł się wznieść w powietrze. Gdy tylko sezonowe wietrzne warunki miną, przeprowadzony zostanie kolejny test z wysokości 27 tys. m, a po nim, jeszcze w tym roku, Baumgartner wraz z zespołem podejmie próbę pobicia rekordu skoku z 37 km.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kosmos | spadochron | skok

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje