Reklama

Longboard, czyli jak surfować po chodnikach

​Wiatr we włosach, zawrotna prędkość, stylowe poruszanie się po mieście i pozytywnie zakręceni ludzie - to wciąga w longboardzie najbardziej. Deska uważana za "hipsterską zajawkę" okazuję się być pasją i czystą zabawą nie tylko miłośników najnowszych trendów.

Deskorolki, które są pierwotną wersją longboardu pojawiły się w Kalifornii na początku lat 50. Entuzjaści surfingu doczepili do desek kółka, żeby móc szlifować technikę na sucho nawet podczas niepogody, ale tak naprawdę to Hawaje, mekka surferów, są kolebką "po chodnikach". I choć deska skateboardowa jest starszym bratem longboardu, to obie deski, technika jazdy i przede wszystkim subkultura z nimi związana, rozwijały się równolegle, ale w przeciwnych kierunkach.

Reklama

Mniej więcej w latach 80. zwolennicy desek podzielili się na dwa obozy. Jedni idąc w ślady Rodneya Mullena, który wymyślił wiele deskorolkowych ewolucji, skupili się na doskonaleniu trików tworząc subkulturę skateboardingu. Drudzy, mniej zapaleni skakaniem na desce, cieszyli się samym przemieszczaniem na niej i tym właśnie jest longboard.

Longboard to sprawny środek przemieszczania się po mieście, ale jak w większości podobnych aktywności wykształcił pewne dyscypliny typu: downhill, freestyle, slalom, czy dancing. Skateboarding i Longboarding to dwa różne style jazdy i kultury" - longboardowy ekspert Gisek Krassowski.

Longboard, jak sama nazwa wskazuje, jest dłuższy i szerszy od zwykłej . Jazda na nim jest bardziej stabilna, a nauka jazdy, a przynajmniej utrzymania równowagi, trwa 10 minut. W longboardingu chodzi zresztą o przyjemność i zabawę, nic więc nie powinno być zbyt skomplikowane, także dobór deski.

Deski nie dobiera się do wagi, ani do wzrostu jak w przypadku snowboardu. Najważniejsze jest to, co będziemy z nią robić. Podstawowym rozróżnieniem jest deska sztywna, typowo zjazdowa, na której można osiągnąć wysoką prędkość, a przy tym zachować pełną kontrolę. Jest miękka, lepsza do jazdy po mieście - dodaje Gisek Krassowski.

I choć longboard dotarł do Polski stosunkowo niedawno, to ma już sporą rzeszę zwolenników skupionych głównie wokół większych miast. Na przykład w Warszawie co tydzień ludzie związani z longboardem spotykają się podczas tzw. "tłustych czwartków" pod Stadionem Narodowym.

Subkulturę longboardu cechuje zresztą jeszcze jedna rzecz, która udowadnia, że to coś więcej niż "hipsterska zajawka". Bezpieczeństwo dla wszystkich fanów longboardu to podstawa, "obciachem" jest zatem jazda bez kasku, (w skateboardzie jeździ się zwykle bez). Nie chodzi im też o organizowanie sponsorowanych imprez z pompą, a o to, by jeździć, więc spotykają się spontanicznie od czasu do czasu.

Deska gotowa do jazdy typowo miejskiej to koszt od 450 zł do 1900 zł za zestaw dla wprawionych longbarderów.



PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: longboard | sport

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje